podróże, wyprawy, relacje
ARTYKUŁYKRAJEGALERIEAKTUALNOŚCIPATRONATYTAPETYPROGRAM TVFORUMKSIEGARNIABILETY LOTNICZE
Geozeta.pl » Spis artykułów » Azja » Pociągiem z Polski do Chin przez Rosję i Mongolię
reklama
Zbyszek Stelmach
zmień font:
Pociągiem z Polski do Chin przez Rosję i Mongolię
artykuł czytany 9997 razy
W poniedziałek rano wstałem z Ilona wcześniej, poszliśmy na śniadanie do restauracji w naszym hotelu. Tu okazało się, że w cenę pokoju wliczone jest również śniadanie, nie mogliśmy na ten temat dogadać się z obsługą, teraz stwierdziliśmy to naocznie. Szkoda, że nie wiedzieliśmy tego wcześniej, nie musielibyśmy rano biegać po mieście w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Śniadania w naszym hotelu okazały się dosyć dobre, chociaż niezbyt urozmaicone. Po paru dniach człowiek z chęcią spróbowałby czegoś innego. Ale cóż? Ideałów nie ma nigdzie, lepsze to niż nic. Wygoda przede wszystkim. A zaspokojenie bardziej wykwintnych potrzeb podniebienia zostawiamy sobie na godziny późniejsze.
Do środy, do 5 czerwca walczyliśmy o miejscówki na dalsze zwiedzanie Chin. W środę uświadomiliśmy sobie, że nie damy rady już nigdzie dalej pojechać, że nie starczy nam na to czasu. Zapadła decyzja - zostajemy tu jeszcze tydzień i 14 czerwca wracamy do domu. Miejscówki na pociąg do Moskwy kupuje się jeszcze w innym miejscu, w innym biurze, ale na szczęście w tym samym hotelu INTERNATIONALE. Tutaj też musieliśmy trochę powalczyć o nie, gdyż ciężko nam było porozumieć się po chińsku. Na szczęście znalazł się pewien młody człowiek, który znał w miarę dobrze język rosyjski, jakoś się porozumieliśmy. Okazało się, że musimy do Moskwy wykupić miejscówki w I klasie, mimo, że do Pekinu przyjechaliśmy klasą II. Na naszym bezpłatnym bilecie pisze wyraźnie - klasa I i oni tego się trzymali. W Warszawie, w Moskwie, nawet w Ułan Bator można była samemu wybierać sobie klasę przejazdu pomiędzy klasą I a II, tutaj takiej możliwości nie mamy. Trudno, dopłacamy dodatkowo do każdej miejscówki po 120 juanów i bierzemy je. Przynajmniej będziemy mieli luz, bo wydaje nam się, że I klasa to przedziały dwuosobowe. A my dostajemy właśnie miejsca w dwóch oddzielnych przedziałach.
Pozostał nam jeszcze tydzień pobytu w Pekinie, ale zostało jeszcze dużo do zwiedzania, do oglądania, do kupowania. Mieliśmy nadzieję, wiedzieliśmy to z opowiadań stałych bywalców w Chinach, że można tu kupić bardzo tanią elektronikę - aparaty cyfrowe, laptopy, procesory. Jeszcze na nic takiego nie trafiliśmy, ale przed nami jeszcze tydzień pobytu. Jesteśmy nastawieni optymistycznie, jeszcze się obkupimy. Niestety, w ostatecznym obrachunku okazało się, że na nic takiego do końca pobytu w Chinach nie trafiliśmy. Ale cóż, to jest Pekin, to samo centrum Pekinu. To tak, jakby chciał kupować po cenach hurtowych w Sopocie na deptaku. To jest nierealne, to jest wręcz niemożliwe. W końcu z tym pogodziliśmy się, aparaty, laptopy itp. kupimy sobie innym razem.
Jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzenie ZOO. Trzeba wszak zobaczyć pandę - symbol Chin. Jeśli nie jedziemy do Chengdu, gdzie jest ogromna hodowla tych zwierząt, zobaczymy ją w pekińskim ZOO. Tutejszy ogród zoologiczny zajmuje ogromny teren, jest dosyć ładnie położony (chociaż w centrum miasta) i w miarę dobrze utrzymany. Widać, że w ostatnim okresie dużo tu się zmienia, dużo się inwestuje, buduje, upiększa. Czytając w internecie o tym ogrodzie, odniosłem wrażenie, że jest on zaniedbany, niedoinwestowany, brzydki. To w ostatnim czasie się zmieniło, jak zresztą większość informacji o Chinach. Chiny tak szybko się przekształcają, że to co było aktualne rok czy dwa lata temu, dzisiaj się zmieniło. Widać tu wiele nowego, jeszcze pachnącego świeżą farbą, jak choćby klatki dla małp, wybiegi dla słoni, żyraf, ptactwa wodnego, ogromne akwarium. Są jeszcze jednak i miejsca, które w najbliższym czasie wymagają remontu i modernizacji, jak chociażby klatki dzikich zwierząt. W Pekinie widać, że najmniej, jak do tej pory dba się tutaj o zwierzęta mięsożerne. Tygrysy, lwy, wilki czy lisy mają naprawdę trudne warunki bytowania - małe klatki, brak opieki. U nas w ZOO w Oliwie ciągle widać ludzi, którzy opiekują się zwierzętami, karmią je, pielęgnują. Tutaj takich ludzi nie widzieliśmy, albo widzieliśmy w znikomych ilościach. Zwierzęta zdane są na siebie chyba zbyt rzadko są karmione i pielęgnowane. Widzieliśmy rany u zwierząt spowodowane chyba pchłami czy innymi insektami, widzieliśmy rany zadawane chyba w walkach między sobą. Tym niemniej z pobytu w tutejszym ZOO wyszliśmy zadowoleni. Widzimy, że dużo zmienia się tutaj na lepsze, chyba i dzikie zwierzęta doczekają lepszych czasów.
Słynne pekińskie pandy warunki bytowania mają dosyć dobre. Są to zwykłe niedźwiedzie, lecz inaczej ubarwione. Przyjemne, fajne misie, lecz na pewno groźne w spotkaniu oko w oko. Gdy my tu byliśmy to albo spały, jak to misie, albo spacerowały dookoła dając podziwiać się turystom, dając się fotografować. Pamiątka z Chin murowana. Widzieliśmy na własne oczy, że bardzo lubią pędy młodego bambusa. My też jedliśmy z tego sałatki. Są smaczne i na pewno zdrowe.
Wracając z ZOO przeżyliśmy niezbyt miłą, ale szczęśliwie zakończoną przygodę. Widzimy, że obok jest przystanek autobusu 111, a taki jeździ w pobliżu naszego hotelu. Byliśmy dosyć zmęczeni, wsiadamy, jedziemy. Chyba będziemy wiedzieli, gdzie wysiąść, okolicę naszego najbliższego otoczenia znamy już w miarę dobrze. Bilet wyjątkowo drogi (2 juany - 0,8 zł.), ale jest klimatyzacja. Fajnie. Jedziemy. Jedziemy 10 minut, jedziemy 15, 20, 25. Okolica się zmienia. Nie ma już centrum, są gorsze domy, biura, hotele, samochody. Jesteśmy trochę zaniepokojeni. Coś za długo jedziemy. Podchodzi do nas konduktorka, o coś pyta. Pokazujemy jej plan z zaznaczonym miejscem, gdzie mieszkamy. Chwyta się za głowę, coś mówi, ale jej nie rozumiemy. Po jakimś czasie podchodzi do nas młody Chińczyk znający język angielski, przysłała go właśnie konduktorka. W tym miejscu muszę dodać, że gdziekolwiek w Chinach zapytać się kogokolwiek o jakąś informację, nikt nigdy nie zostawi nas bez pomocy. O ile sam nie wie lub nie może się porozumieć, zawsze znajdzie kogoś, kto pomoże. Bardzo grzeczny, bardzo uczynny naród. I wiemy to nie tylko z własnego doświadczenia, czytaliśmy o tym jeszcze przed wyjazdem. Informacja ta się potwierdziła - na Chińczyków można zawsze liczyć. Młody Chińczyk poinformował nas, że wsiedliśmy w zły autobus. Jest to wszak numer 111, ale pospieszny. A autobus zwykły od pospiesznego na zewnątrz niczym się nie odróżnia, tak samo wygląda, ma taki sam numer. Tylko na przystanku numer autobusu zwykłego namalowany jest na czerwonym tle, a pospiesznego - na żółtym. Jedyna, niezbyt wielka, ale jakże zasadnicza różnica. Człowiek uczy się na własnych błędach. Teraz w Chinach będziemy już zawsze odróżniać autobusy pospieszne od osobowych. Ciekawi mnie tylko, jak odróżnić autobus zwykły od pospiesznego, jeśli oba zatrzymują się na tym samym przystanku? Młody człowiek wysiadł z nami na przystanku, z nami poczekał chyba ponad 15 minut na nasz następny autobus - zwykły, numer 420, wytłumaczył konduktorce, gdzie ma nas wysadzić i został czekając na swój pojazd. Podziękowaliśmy mu grzecznie, bo cóż innego mogliśmy zrobić? A sami jeszcze jechaliśmy ze 20 minut do naszego hotelu.
12 czerwca zwiedzaliśmy chiński mur. Ta niesamowita budowla ma podobno dobrze ponad 2 tysiące kilometrów długości, my widzieliśmy tylko niewielki jej fragment. Chęć zwiedzenia muru trzeba zgłosić wcześniej w recepcji hotelu opłacając po 200 juanów (80 złotych) od osoby. Tak też uczyniliśmy. W dniu wyjazdu przyjechał po nas niewielki mikrobus, w którym było już kilku turystów z innych hoteli - z Indii i Indonezji. Był również w cenę tej wycieczki wliczony przewodnik, który po angielsku opowiadał nie tylko o murze na murze, ale przez cały czas jazdy na miejsce. Po drodze zwiedziliśmy również np. muzeum i wystawę najróżniejszych kamieni, szlachetnych i półszlachetnych wydobywanych w okolicach Pekinu. Można było zobaczyć metody ich obróbki, ozdoby z nich zrobione, można było zakupić pamiątki. Innym, ciekawym, szczególnie dla Andrzeja zwiedzanym przybytkiem, była pewna klinika terapii naturalnej. Zaproszono nas do sali wykładowej, gdzie najpierw pielęgniarka zaanonsowała zespół profesorski z tej kliniki. Po chwili w podniosłej atmosferze weszli oni do naszej sali. Usiadło ich troje za stołami zapraszając na konsultacje. Jako że Andrzej siedział najbliżej, podszedł pierwszy. Poważny pan profesor wyczytał z ręki Andrzeja, że ten choruje na zatoki, na kręgosłup i coś tam jeszcze. Wszystko się zgadzało, Andrzej był zaskoczony wiedzą i metodami diagnostycznymi pana profesora. Ale większe zaskoczenie spotkało go, gdy po chwili profesor wypisał mu lekarstwa na jego dolegliwości za sumę kilkuset juanów za jedno. Andrzej to zobaczył i zaniemówił. Nie kupił medykamentów zapisanych przez profesora. Ten poczuł się tym tak urażony, że wstał i wyszedł nie "przyjmując" już żadnego pacjenta. Widziałem, że ktoś tam u któregoś profesora coś kupił, ale widziałem również, że panowie ci liczyli na więcej, na dużo więcej. Nasza wycieczka nie przyniosła im spodziewanych dochodów. Ale jak można z zaskoczenia leczyć ludzi na wycieczce na chiński mur? Nie po to tu przyjechaliśmy, nie na to liczyliśmy. Zresztą o takiej możliwości wycieczkowiczów powinno się powiadomić wcześniej, wtedy byłaby inna atmosfera dla tego typu leczenia. A i profesorowie nie psuliby sobie humoru. Niestety, Andrzej humor im popsuł. Gdy jednak będzie tu następnym razem będzie już wiedział, jak się zachować, będzie już wiedział, co czeka go przed chińskim murem.
Strona:  « poprzednia  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  [12]  13  14  15  następna »

górapowrót
podobne artykułyPrzeczytaj podobne artykuły
»  Mała Antarktyda o tysiącu nazwach
»  Kapitalizm po ujgursku
»  Bliżej niż myślisz... Kaukaz - najwyższe góry Europy
»  Śladami dawnych Mongołów
»  Moskwa
»  Samochodem po bezdrożach Rosji
»  TIR-em do domu, cz. I
»  TIR-em do domu, cz. II
»  Kuryle - Jak daleko na koniec świata
»  Sankt Petersburg
»  Rosja - Mongolia
»  Ural Polarny
»  Elbrus 2004 - studencka wyprawa turystyczno-naukowa
»  Gdzie Słońce nie zachodzi...
»  Za górami, za lasami...
»  Kaukaz oczami wspinacza
»  Oczami "turistów-alpinistów"
»  Syberia
»  Koleją Transsyberyjską na wschód
»  Lądem z Rzeszowa do Bangkoku
»  W kraju przyczajonego tygrysa
»  Cinquecento do Kazachstanu przez Ukrainę i Rosję 2004
»  Chibiny - przez kopalnię na szczyt
»  Bal w Carskim Siole - współczesna rekonstrucja i słów kilka o Bursztynowej Komnacie
»  Muzyka w Buddyzmie
»  Wielki Mur Chiński
»  [Recenzja] Tybet, Tybet - Patrick French
»  Z wizytą u tuwińskiej szamanki
»  Wyprawa do Korei Południowej
»  [Recenzja] Xue Xinran "Dobre kobiety z Chin"
»  Expedycja III Sey Kraków-Pekin
»  Rosja Polarna 2008
»  Rosja – Daleki Wschód i Kamczatka
»  Wyprawa Silk Road'2009
»  Ekspedycja Elbrus 2010
»  W dzikie serce Azji - AŁTAJ 2010
fotoreportażfotoreportaż
» Expedycja Morze Czarne 2004 - Tomasz Kempa
wyróżniona galeria
» Hong Kong 2003/2004 - Maciej Dakowicz
wyróżniona galeria
» Tybet - Tomasz Chojnacki
wyróżniona galeria
» Expedycja Sey Kraków – Pekin - Agata Krzemień i Witold Rybski
» Mongolia - Katarzyna Zegan
górapowrót
kursy walutkursy walut
Rosja (rubel) 1 RUB =  5 groszy
[Źródło: aktualny kurs NBP]