podróże, wyprawy, relacje
ARTYKUŁYKRAJEGALERIEAKTUALNOŚCIPATRONATYTAPETYPROGRAM TVFORUMKSIEGARNIABILETY LOTNICZE
Geozeta.pl » Spis artykułów » Europa » Scotland Castle Tour Bike Expedition
reklama
Anna Kitowska
zmień font:
Scotland Castle Tour Bike Expedition
artykuł czytany 557 razy
Gdy pokonaliśmy już połowę drogi krajobraz powoli zmienił się, ucichły odgłosy owiec, trawa zrzedniała, a w jej miejsce pojawiły się twarde skały i kamienie. Byliśmy już troszkę zmęczeni, ale mimo to ochoczo pozdrawialiśmy schodzących już ze szczytu turystów. Ciekawostką jest to, że co jakiś czas mijaliśmy grupki osób ze swoimi pupilami – psami. Może to jakaś tradycja? Psy te dawały sobie świetnie radę z szlakiem pełnym kamieni.
Idąc dalej w górę zaczynaliśmy powoli tracić dobrą widoczność i towarzyszyła nam gęsta mgła i zimny wiatr. Z czasem zaczęliśmy ubierać się coraz cieplej. Nakładaliśmy kurtki i ciepłe bluzy. Radek nawet zrobił sobie czapkę z czarnego worka foliowego (wyglądała naprawdę profesjonalnie). Prowadzący nas do celu szlak stawał się coraz mniej rozpoznawalny, łatwo go było zgubić. Nie było tu oznakowań jak w Polskich Tatrach. Idąc dalej widzieliśmy skalne urwiska, na których zalegały jeszcze połacie śniegu. Wyglądało to naprawdę imponująco. Po krótkim czasie dostrzegliśmy upragniony szczyt. Nie pozostaliśmy na nim jednak długo. Nie pozwalał nam na to zimny i porywisty wiatr. Zrobiliśmy kilka zdjęć i zaczęliśmy podziwiać to, co zaskoczyło nas na szczycie, a mianowicie ruiny przypominające schron. Prawdopodobnie było to dawne schronisko bądź obserwatorium. Gdy udało nam się ponownie odszukać szlak, zaczęliśmy wracać. Podczas schodzenia pogoda znowu poprawiała się i mogliśmy dostrzec w oddali jeziorka skąpane w srebrnej poświacie. Wyglądało to wszystko przepięknie.
Porządnie zmęczeni, ale usatysfakcjonowani po ok 7 godz. marszu wróciliśmy do naszych rowerów i bagaży, które zostawiliśmy na ten czas tuż przy wejściu na szlak przy pobliskim sklepie turystycznym. Nie do pomyślenia by zrobić coś podobnego w Polsce. Szybko rozbiliśmy namioty, bo robiło się już ciemno a zmęczenie dawało już o sobie znać.

13 sierpnia (czwartek)

Pakowanie namiotów wczesnym rankiem przebiegało w wyjątkowo szybkim tempie. Powodem naszej ekspresowej ewakuacji, były krzyki dwójki osób sprzątających okoliczne publiczne toalety. Okazało się, bowiem, że panu nie spodobało się, że jedno z nas rozwiesiło swoje mokre rzeczy w toalecie, za to pani zaparcie nas broniła. Po wyjaśnieniu sprawy i przeprosinach byliśmy gotowi do drogi.
Pogoda dopisywała, jechało się przyjemnie, no może poza chwilami, kiedy zachciewało mi się spać. Dziwnym trafem właśnie w takich momentach chłopcy mieli problemy z rowerami. Tym razem pękły aż dwie szprychy u Szymona i musiał on zdejmować całą oponę. Ja w tym czasie miałam 1,5 godzinną przerwę na drzemkę. Gdy rower Szymona wrócił do formy, a ja się wyspałam, mogliśmy jechać dalej. Ruszyliśmy do Barccoldine Castle. Okazało się, że znajduje się on w prywatnych rękach i ma dziwny różowawy kolor. Ogólnie nie przypadł on nam do gustu i chyba rower Radka poczuł to samo, bo odmówił posłuszeństwa - pękła felga! Tym razem sprawa była poważna. Nie było innej rady, jak wymienić ją na nową, co w miejscu oddalonym od dużych miast było trudne. Całe szczęście Radek zdołał jeszcze jechać. Po drodze pytaliśmy tubylców, czy przypadkiem nie mają starej felgi, ale wszyscy przecząco potrząsali głowami. Musieliśmy jak najszybciej znaleźć sklep rowery, a to oznaczało, że musimy wjechać do najbliższego większego miasta. Nadłożyliśmy nieco drogi, aby dotrzeć do Oban. Tam znaleźliśmy sklep rowerowy Evo Bikes, w którym udało się kupić nową felgę.
Właściciel sklepu był tak miły, że obniżył cenę i udostępnił nam specjalny sprzęt do centrowania kół. Po kilkugodzinnej, przymusowej przerwie, opuściliśmy Oban i powróciliśmy do wcześniej zaplanowanej trasy. Nocleg znaleźliśmy na parkingu na skrawku zieleni. Jak się później okazało, nie tylko nam spodobało się to miejsce. W nocy zostaliśmy otoczeni przez kilka przyczep kempingowych, które bardzo często wykorzystywane są przez turystów jako środek transportu. Podczas wyprawy widzieliśmy ogromną ilość różnych przyczep, zróżnicowanych względem zawartości portfela.

14 sierpnia (piątek)

W deszczu dotarliśmy do Kilchurn Castle. Postanowiliśmy jeszcze przed śniadaniem zwiedzić zamek. Wstęp był darmowy, a ze względu na wczesną porę byliśmy jedynymi odwiedzającymi to miejsce. Już podczas zwiedzania zaczęło lać. Kilchurn to zamek położony na półwyspie jeziora Awe. Dookoła otoczony pasmem górskim wspaniale prezentuje się zarówno podczas słonecznej jak i deszczowej pogody. Zdjęcia jego można znaleźć nawet na okładkach przewodników turystycznych co znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Naprawdę warto go zwiedzić. Ponieważ deszcz przerodził się w ulewę, postanowiliśmy ukryć się pod mostem kolejowym, który znajdował się w pobliżu. Chcieliśmy tylko przeczekać deszcz a okazało się że zostaliśmy tam dłuższy czas. Niestety nasze schronienie nie było najlepsze. Most przeciekał, a woda w jeziorze wzbierała. Długi czas oczekiwania wykorzystaliśmy na jedzenie, pranie i odpoczynek. Jako, że po drodze skończył nam się zapas wody do picia, musieliśmy zadowolić się deszczówką. Zbieranie wody szło nam całkiem sprawnie. Wyglądało to mniej więcej tak, że rozłożyliśmy dużą folię (Szymon zaopatrzył się w nią jeszcze w Polsce na wypadek silnych deszczy, by móc rozłożyć ją pod namiot), następnie czekaliśmy chwilę, aż folia nabierze wody i przelewaliśmy ją do menażek i kubków, a stamtąd już do butelek.
Strona:  « poprzednia  1  2  3  4  [5]  6  7  8  9  następna »

górapowrót
kursy walutkursy walut
Wielka Brytania (funt) 1 GBP =  5,13 PLN
[Źródło: aktualny kurs NBP]