podróże, wyprawy, relacje
ARTYKUŁYKRAJEGALERIEAKTUALNOŚCIPATRONATYTAPETYPROGRAM TVFORUMKSIEGARNIABILETY LOTNICZE
Geozeta.pl » Spis artykułów » Europa » Wieczór w Lizbonie
reklama
Marzena Kądziela
zmień font:
Wieczór w Lizbonie
artykuł czytany 3473 razy
Gdy zapada noc, w Lizbonie zaczyna królować muzyka. Można iść na dyskotekę, dancing czy na naukę tańców wywodzących się z Ameryki Południowej. Nie można jednak powiedzieć, że było się w Lizbonie, gdyby nie wizyta w którejś z restauracji z koncertem fado. Udajemy się więc na kolację, po której usłyszymy prawdziwie portugalskie rytmy.
"Fado" oznacza po portugalsku "los", "przeznaczenie", od łacińskiego fatum. Niektórzy uważają, że zrodziło się w lizbońskiej Mourarii (dzielnicy biedoty) wśród potomków muzułmańskich zdobywców wiodących potem nędzny żywot wśród obcych, często wrogich ludzi. Inni widzą w fado przybysza z Brazylii, gdzie powstało z rytualnych śpiewów murzyńskich niewolników, pełnych smutku i tęsknoty za utraconą ojczyzną. Jeszcze inni badacze twierdzą, że pierwotne fado było pieśnią marynarzy stęsknionych za domem, że wyczuwa się w jego monotonnej, rozlewnej frazie rytm fal załamujących się na piasku.
Sprawę komplikuje dodatkowo istnienie dwóch szkół fado: lizbońskiej i coimbrzańskiej, gdzie śpiewana jest przez studentów. Teksty są bardziej poetyckie, muzyka staranniej skomponowana. Prawdziwego fado należy jednak szukać w Lizbonie, dlatego trafiamy do restauracji "Luso" goszczącej co wieczór najlepszych lizbońskich śpiewaków.
Przed wejściem do restauracji portugalska przewodniczka tłumaczy, że dla jej rodaków fado to coś więcej niż muzyka, dlatego też bardzo prosi o zachowanie powagi podczas koncertu. Usadawiamy się przy stołach, zjadamy kolację i czekamy na pierwszego wykonawcę. Nagle gwar milknie. Na scenę wchodzi kobieta w czerni okryta charakterystycznym szalem z frędzlami. Rozpoczyna się koncert. Solistce akompaniuje dwóch gitarzystów. Jeden z nich gra na dwunastostrunowej gitarze z półkolistym pudłem rezonansowym. Rozbrzmiewa śpiew zawodzący, nostalgiczny, tęskny, przepojony smutkiem.
Wibrujący do bólu głos śpiewaczki porusza nawet nas, nie znających języka portugalskiego. A o czym śpiewa kobieta w czerni? O tęsknocie za krajem, ukochanym, o nieuchronności przemijania czasu i przede wszystkim o miłości. Można wychwycić często pojawiające się w tekstach słowo saudade. Nie można go przetłumaczyć na polski, ale ogólnie znaczy coś więcej niż nostalgia, ale jeszcze nie melancholia. Odnosi się do ojczyzny, historii Portugalii. To żal za tym, co utracone, żal za okresem świetności tego kraju.
Śpiewaczka schodzi ze sceny, po chwili pojawia się młody mężczyzna, także w czerni. Ze wzrokiem utkwionym w dal kontynuuje koncert. Nagle z końca sali dobiega nas gwar. Wyraźnie niezadowolony śpiewak rzuca w tamtą stronę karcące spojrzenie. Jak się później okazało, świętości fado nie uszanowała publiczność... portugalska.
Wykonawcy zmieniają się, pozwalając od czasu do czasu na występ samych gitarzystów. Ich popis najbardziej chyba zapadł mi w pamięci, a umiejętności muzyka grającego na dwunastostrunowej gitarze nie powstydziliby się zapewne najwięksi gitarzyści świata.
Strona:  « poprzednia  1  [2]  3  następna »

górapowrót
kursy walutkursy walut
Portugalia (euro) 1 EUR =  4,61 PLN
[Źródło: aktualny kurs NBP]