podróże, wyprawy, relacje
ARTYKUŁYKRAJEGALERIEAKTUALNOŚCIPATRONATYTAPETYPROGRAM TVFORUMKSIEGARNIABILETY LOTNICZE
Geozeta.pl » Spis artykułów » Azja » Ural Polarny
reklama
Olga Mikołajczyk
zmień font:
Ural Polarny
artykuł czytany 6306 razy
Gdy zeszliśmy do podnóża góry była już godzina 4, postanowiliśmy, więc trochę się przespać. Rozłożyliśmy karimaty, położyliśmy się i ...... bzzzzzzzzzzz bzzzzzzzzzzzz bzzzzzzzzz. Pierwszy raz wdzięczna byłam losowi za anilankę, która jest już trochę zużyta i cienka, wiec mogłam się do niej cała schować i pozamykać przed komarami wszystkie otwory. Natomiast Jacek z Murzynem, przezornie zaopatrzeni w cieple puchówy (w końcu jechali za krąg polarny), nie mogli nawet marzyć o tym, aby się w nich położyć. Słonko już dawno wzeszło i zaczynało nieźle przygrzewać. Po godzinie doszedł do nas Wojtek, który omal nie przypłacił życiem pewnego ciekawego "dupozjazdu". Zaczęliśmy oczekiwać na dziewczyny.
Niesamowite rzeczy dzieją się w ludzkim organizmie narażonym na ciągły "obstrzał" komarów. Początkowo tylko rozmawialiśmy o komarach: ile ich jest, kiedy śpią i co jedzą, czy wystarczy wytruć komary, żeby ich nie było. Potem człowiek robi się nerwowy, a następnie pragnie przed nimi uciec. Dopiero o 6 zjawiły się dziewczyny i mogliśmy rozpocząć ucieczkę - "ucieczkę przed owadami" (przypomina mi się taki film "Rój"). Komarów robiło się coraz więcej, nad każdym z nas krążyła ich cala, już nie chmara, lecz chmura. Na plecakach, plecach, spodniach, butach było od nich po prostu czarno. Wystarczyło się na chwilę zatrzymać, a oblepiały człowieka jak jakaś maź. I to ciągłe brzęczenie. Przy tym zrobiło się niesamowicie gorąco, a my dusiliśmy się w tych maskach na głowach, już całych czarno-czerwonych od ciał poległych komarzyc. Na szczęście udało się nam znaleźć dość wygodną drogę, więc przynajmniej w początkowej części, nie trzeba było przedzierać się przez chaszcze. Nie ominęło nas to już niżej, gdzie dodatkowo musieliśmy kilka razy przekraczać rieczki. Początkowo, podczas przepraw, zdejmowaliśmy buty i podwijaliśmy nogawki, potem już pokonywaliśmy je „z biegu", w butach, przemakając do suchej nitki. W końcu około 10 rano, po 17 godzinach tego czterogodzinnego spaceru, wycieńczeni, raczej psychicznie niż fizycznie, przybyliśmy do turbazy. I, wciąż słysząc dookoła brzęczenie, posnęliśmy.
Sobota była naszym ostatnim dniem na 106 km. Dorota z Gosią zrobiły sobie spacer do granicy europejsko-azjatyckiej, oddalonej o 12 km od naszego pasiołka, trochę przeliczyły się z czasem i wróciły w ostatnim momencie, tuż przed odjazdem pociągu. Gdyby nie zdążyły musielibyśmy spędzić tutaj jeszcze 1 noc, ponieważ był to jedyny w tym dniu pociąg do Labytnangi.
Tak oto pożegnaliśmy sympatyczny 106 km, pasiołek bez nazwy, w którym mieszka około 400 mieszkańców, jest jeden sklep i tylko jeden samochód osobowy (zresztą bez rejestracji). Za to, co nas bardzo zaskoczyło, urząd gminy zaopatrzony jest w kserokopiarkę (dostosowaną do dowolnie wielkiego formatu) oraz cały zestaw komputerów, jakich pozazdrościłaby niejedna firma w Polsce.
Mnie osobiście w czasie całego pobytu, tak w Workucie, jak i na Uralu, nie opuszczała myśl o tym, w jaki sposób potrafili przetrwać w takich warunkach łagiernicy. Bez ciepłych ubrań i obuwia, bez porządnych budynków, w lecie w ciągłym otoczeniu komarów, a w zimie w nieprzeciętnych mrozach i wszechobecnej ciemności. Będąc w Workucie planowaliśmy wynająć jakiś pojazd i podjechać nim do oddalonego o 50 kilometrów na północ od pasiołka na 106km. miejsca, gdzie kiedyś były łagry, a po których zachowały się jeszcze jakieś pozostałości. Niestety ograniczone zasoby finansowe uniemożliwiły nam realizację tego planu.
Żal było nam opuszczać to miejsce. Na pożegnanie znów zleciały się chmary komarów, do których chyba nawet zaczynaliśmy się pomału przyzwyczajać. Dostrzegliśmy nadchodzący koniec wyprawy. Paradoksalnie, nadal oddalając się od Polski, powoli zaczynaliśmy powrót do domu.
Jednakże w dalszej części wyprawy czekały nas jeszcze kolejne przygody, między innymi spływ Obem trzema barkami, przemyt zdobycznych skór i rogów przez granicę oraz już w Polsce bardzo niemiła przygoda ze złodziejami. Ale o tym poczytać można już na www.olga.prv.pl
Strona:  « poprzednia  1  2  [3] 

górapowrót
podobne artykułyPrzeczytaj podobne artykuły
»  Mała Antarktyda o tysiącu nazwach
»  Bliżej niż myślisz... Kaukaz - najwyższe góry Europy
»  Moskwa
»  Samochodem po bezdrożach Rosji
»  TIR-em do domu, cz. I
»  TIR-em do domu, cz. II
»  Kuryle - Jak daleko na koniec świata
»  Sankt Petersburg
»  Rosja - Mongolia
»  Elbrus 2004 - studencka wyprawa turystyczno-naukowa
»  Gdzie Słońce nie zachodzi...
»  Za górami, za lasami...
»  Kaukaz oczami wspinacza
»  Oczami "turistów-alpinistów"
»  Syberia
»  Koleją Transsyberyjską na wschód
»  Lądem z Rzeszowa do Bangkoku
»  Cinquecento do Kazachstanu przez Ukrainę i Rosję 2004
»  Chibiny - przez kopalnię na szczyt
»  Bal w Carskim Siole - współczesna rekonstrucja i słów kilka o Bursztynowej Komnacie
»  Pociągiem z Polski do Chin przez Rosję i Mongolię
»  Z wizytą u tuwińskiej szamanki
»  Wyprawa do Korei Południowej
»  Expedycja III Sey Kraków-Pekin
»  Rosja Polarna 2008
»  Rosja – Daleki Wschód i Kamczatka
»  Wyprawa Silk Road'2009
»  Ekspedycja Elbrus 2010
»  W dzikie serce Azji - AŁTAJ 2010
fotoreportażfotoreportaż
» Expedycja Morze Czarne 2004 - Tomasz Kempa
wyróżniona galeria
górapowrót
kursy walutkursy walut
Rosja (rubel) 1 RUB =  5 groszy
[Źródło: aktualny kurs NBP]