Ukraińskie zabytki
Stuk Stuk Stuk…To były pierwsze odgłosy jakie dobiegły do nas po przekroczeniu granicy. I nie były to wystrzały z broni, ani nawoływania tubylców. To tylko nasze bagażniki uderzające o sakwy pod wpływem ukraińskich dróg. Jeszcze bardziej dobitnie przywitał nas Lwów. Pełen dziur w drodze, rozkopanymi ulicami i wysokimi krawężnikami. Mimo tych wad był jednocześnie niesamowicie kolorowy, wesoły z mnóstwem ludzi na ulicach i przepięknymi kamienicami. To również we Lwowie wspięliśmy się na Wysoki Zamek - wzgórze, z którego roztacza się niezrównana panorama miasta (niegdyś stał tu zamek Kazimierza Wielkiego). Zwiedziliśmy też Stare Miasto, a w nim: Arsenały Miejski i Królewski, Basztę Prochowa, kościół Dominikanów oraz Cerkiew Wołoską ze słynną wieżą Korniaka. To nie był koniec atrakcji, ponieważ miasto to kusi innymi zabytkami takimi jak: Katedra Ormiańska, Katedra łacińska z piękną renesansową kaplicą Boimów, Kolegiata Jezuitów, obronny klasztor Bernardynów, Plac Mickiewicza, jak również Uniwersytet Lwowski. Nie mogliśmy także zapomnieć o Cmentarzu Łyczakowskim i Orląt Lwowskich. Duże wrażenie zrobił też na nas wspaniały dworzec Kolei Wiedeńskiej. Po prawie dwóch dniach pożegnaliśmy Lwów i wsiedliśmy do pociągu, który miał nas przenieść do kolejnego etapu naszej wyprawy- Krymu. Stłoczeni i strasznie spoceni po 24 godzinach dotarliśmy w końcu do Symferopola. Nasze pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, jednak im dalej zagłębialiśmy się w to miasto to zachwyt opadał. Prawie wszędzie było pełno śmieci, a zwiedzać też niestety nie bardzo było czego. Jednak co nas później na Krymie niewątpliwie zauroczyło to Czufut Kale w Bakczysaraju, Chersonez Taurydzki, jak również Jaskółcze Gniazdo. Dotarliśmy też do Jałty – kurortu turystycznego. W Ałuszcie odnaleźliśmy pozostałości dawnej twierdzy bizantyjskiej z VI w. n.e. (wieża obronna oraz fragmenty murów).
Wspinaliśmy się 18 km na przełęcz Angarską (752 m n.p.m) w Górach Krymskich, która jest najwyższym punktem na trasie Ałuszta-Symferopol. Jednocześnie leży na trasie najdłuższej w Europie linii trolejbusowej łączącej Jałtę z Symferopolem (ok. 90 km), wzdłuż której również przejechaliśmy. Jest ona z pewnością jedyną na świecie tak długą trasą biegnącą przez góry. Po tygodniu zgłębiania tajemnic Krymu ponownie wsiedliśmy do ukraińskiego pociągu -plackarty by tym razem dotrzeć nią na Ukrainę Zachodnią. To właśnie tam odnaleźliśmy przepiękne zamki w całkiem dobrym stanie. Odnaleźliśmy między innymi Chocim, Kamieniec Podolski, Zbaraż, Skałę Podolską, Krzemieniec, Olesko, czy Podhorce.
Jest wiele innych, mniejszych ruin, które w przeszłości również odegrały znaczącą rolę w historii Polski. Na uwagę zasługuje również Ławra Poczajowska - monastyr który jest największym ośrodkiem prawosławia na Wołyniu i drugim na całej Ukrainie po Ławrze Pieczerskiej w Kijowie.
W czasie naszych wojaży dotarliśmy zarówno do miejsc, które stały się popularne podczas wycieczek turystycznych, jak i tych cichych, zapomnianych, leżących poza utartymi szlakami, a które są bez wątpienia godne uwagi i odwiedzin – bo to one były niegdyś świadkiem zdarzeń, które ważyły o losach Rzeczpospolitej. Oglądaliśmy miejsca znane z Trylogii, słynne zamki i twierdze, o które rozbijały się armie otomańskie i najazdy ord tatarskich, tereny zmagań z kozakami Chmielnickiego i różnorodne zabytki. Zobaczyliśmy i poznaliśmy ludzi, którzy wciąż kultywują polskie tradycje i wiarę na Kresach. Łącznie zwiedziliśmy 50 ruin zamków oraz twierdz obronnych i baszt.
Dojazd
• Gdańsk-Przemyśl: pociąg ekspresowy z miejscami dla rowerów
• Lwów-Symferopol: ukraińskie linie kolejowe (wagon plackartny)
• Symferopol-Lwów: ukraińskie linie kolejowe (wagon plackartny)
• Stare Sioło-Lwów-Mostiska: ukraińskie linie kolejowe (elektryczna)
• Przemyśl-Gdańsk: pociąg ekspresowy z miejscami dla rowerów
Mapy
Trudno znaleźć w Polsce dokładne mapy Ukrainy. Posiadaliśmy dokładną mapę okolic Lwowa (1: 100 000). Przez Internet zamówiliśmy ukraiński atlas drogowy w skali 1: 500 000. Ponadto mieliśmy jeszcze jedną mapę drogową Ukrainy zakupioną w Polsce w skali 1: 1 000 000 Obie jednak nie były zbyt dokładne i często mieliśmy problemy z odnalezieniem niektórych miejsc.
Higiena
Na całej Ukrainie trudno znaleźć publiczne toalety. Na Krymie natomiast było mało rzeczek, a do morza często trzeba było zjechać z drogi głównej kilka kilometrów w dół, po czym aby wrócić trzeba było się ostro wspinać. Jedyne łatwo dostępne jeziorko ze słodką wodą znajduje się tuż przy samym wjeździe do Symferopola (od strony Jałty). Sytuację podobną zastaliśmy na Ukrainie Zachodniej, tzn. mieliśmy problem z kąpielą. Plusem na tych terenach niewątpliwie są studnie, które często można spotkać w mniejszych miasteczkach i na wsiach. Mieliśmy zatem okazje nabrać wody i się umyć. Nie ma to jak mycie włosów w lodowatej wodzie. Poza tym niezastąpione okazały się chusteczki nawilżające. Zużyliśmy kilka dużych paczek.
Waluta
Ukraińską walutą jest hrywna. Najlepiej zakupić ją, o ile ma się taka możliwość, w większym mieście Ukrainy. My zrobiliśmy to we Lwowie. Tu przelicznik był najbardziej korzystny. Wcześniej część złotówek wymieniliśmy w Warszawie. Mało opłacalna, według nas, byłaby wymiana w przygranicznych kantorach. Sytuacja na Krymie jest o tyle gorsza, że trudno znaleźć kantory z wymianą PLN na hrywny. Dominują te z wymianą na dolary lub rosyjskie ruble.
Pogoda
Podczas całej wyprawy pogoda nas rozpieszczała. Choć czasami aż nadto. Szczególnie na Krymie, gdzie nie spadła ani jedna kropla deszczu, a temperatury dochodziły do 40-50ºC. Ale nie ma się czemu dziwić w końcu był to sierpień. Nasz sposób na radzenie sobie z tak wysokimi temperaturami był prosty. Mianowicie wstawaliśmy bardzo wcześnie (4:00 lub 5:00) i jechaliśmy do ok. 11:00 lub 12:00. Potem szukaliśmy cienia i odpoczywaliśmy do ok. 16:00 by ponownie wyruszyć w drogę.
Pogoda na Ukrainie Zachodniej też była dobra. Podczas 2 tygodniowego pobytu tam, tylko jednego popołudnia popadało i raz przeszła krótka burza. Poza tym słońce, słońce i jeszcze raz słońce. Na szczęście temperatury już nie były tak wysokie i nie musieliśmy robić tak długich przerw w ciągu dnia i jednocześnie wstawaliśmy ok. 5:00 bądź 6:00. Podczas ostatnich dni naszej wyprawy przyszło nam się zmagać z silnym wiatrem w twarz, przez co pedałowanie stało się swoistą walką o każdy metr drogi. Mimo wszystko daliśmy radę.
Ceny
Jedzenie na Ukrainie kosztuje porównywalnie do tego w Polsce. Zauważyliśmy, że droższa zdecydowanie jest czekolada. Przez co w momencie gdy skończył nam się nasz zapas zaczęliśmy kupować ciasta czekoladowe, których ceny były już milsze naszym kieszeniom. Najwięcej wydaliśmy na wodę pitną. Bywały dni, że wypijaliśmy 20-30 litrów. Wstępy do zamków i innych obiektów turystycznych kosztowały z reguły ok. 10 hrywiem i były zdecydowanie tańsze od tych w Polsce. Podobnie jest z przejazdami pociągiem. Za bilet ze Lwowa do Symferopola (ok. 24h jazdy) z miejscem leżącym i biletem na bagaż zapłaciliśmy w przeliczeniu na PLN ok. 50 zł. Dla porównania pociąg z Gdańska do Przemyśla z biletem na rower dla studenta wyniósł ok. 180 zł
Żywność
W pociągu nie trzeba martwić się, że zabrakło jedzenia czy picia. Na każdej stacji na której pociąg zatrzymuje się na dłużej gromadzą się tłumy tubylców chcących sprzedać jakieś towary. Są to między innymi świeże bułeczki, zimna woda, piwo, lody, słodycze i inne przekąski. Częstym widokiem są też panie z koszykami pełnymi soczystych owoców. Nikogo nie dziwi też widok przechadzającej się po peronie pani z zawieszonymi na ramieniu wędzonymi rybami. Jadąc rowerem mieliśmy możliwość podziwiać przydrożne straganiki z plonami ziemi, tzn. sprzedawano wszystko co wyhodowano we własnym ogródku. Czasami było to tylko stojące przy drodze jedno wiaderko pełne jabłek. Gdy nie ma pracy każdy grosz się liczy.
Drogi i kierowcy
W Polsce często narzekamy na nasze drogi. Wystarczy jednak pobyć trochę na Ukrainie bo po powrocie krzyczeć z radości, że drogi są proste i nie ma wybojów. U naszych sąsiadów słowo asfalt to pojęcie względne. O ile na Krymie jest on często spotykany, o tyle na Ukrainie Zachodniej już rzadziej. Owszem zdarzają się krótkie odcinki pięknego asfaltu, ale są one sporadyczne. Staraliśmy się wybierać przede wszystkim główne drogi, jednak nie zawsze było to możliwe dlatego niekiedy trzeba było dojechać do jakiegoś zamku mniej uczęszczanym szlakiem(na mapie zaznaczonym jako asfaltowy - szkoda, że tylko na mapie). W związku z tym jeździliśmy po wszystkich możliwych nawierzchniach. Nasze rowery zapoznały się dogłębnie z asfaltem z dziurami, dziurami z kawałkami asfaltu, brukiem, „kocimi łbami”, kamieniami, żwirem, gryzikiem, piaskiem, a nawet błotem. Pobocza dróg często były zaśmiecone. W miastach, głównie we Lwowie napotkaliśmy nieprzyjazne rowerzystom wysokie krawężniki. Wszystkie te utrudnienia były powodem częstych awarii. Warto też dodać, że drogi nie zawsze są dobrze oznakowane, a zapytane o drogę dwie różne osoby potrafią wskazać dwa zupełnie sprzeczne ze sobą położenia. Nie zawsze też ich pojęcie odległości jest trafne. Jakość dróg idzie w parze z jakością samochodów. Można tu spotkać takie samochody i motory, które już dawno opuściły polskie drogi. Są to między innymi Łady, czy też czarne wołgi.
Co do kierowców to mamy mieszane uczucia, bo zdążali się tacy co życzliwie machali i pozdrawiali. Niektórzy też klaksonami ostrzegali, że zbliżają się do nas i mamy zachować ostrożność. Niestety byli też tacy co nie zwracali na nas uwagi i rozpędzeni mijali nas w niedalekiej odległości. Najczęściej były to Krymskie busiki i autobusy, a na Zachodzie Ukrainy duże samochody ciężarowe.
Awarie
Było ich całe mnóstwo. Warto mieć ze sobą narzędzia, zapasowe dętki, szprychy czy też złączki do łańcucha. Potrzebna nam również była nowa opona i pedała. Stan dróg i poboczy sprawił, że w sumie cztery osoby miały takie to oto awarie:
• 15 przebitych dętek
• 11 pękniętych szprych
• 1 oderwana i zgubiona stópka od roweru
• 1 urwana spinka od łańcucha
• 1 uszkodzona miska od pedału, zakupionego przed podróżą
• 1 pęknięta opona, która wybuchła podczas jazdy, również kupiona przez wyjazdem
Na szczęście w większych miasteczkach można znaleźć straganiki rowerowe na bazarach, niekiedy są też okazałe sklepiki. Niestety nie zawsze są w nich sprzęty do rowerów trekingowych.
Ukraińcy i ich kraj
Ukraina to kraj dość biedny. Panuje tu duże bezrobocie. Niektórzy Ukraińcy widząc, że jesteśmy z Polski podchodzili i prosili o pomoc w znalezieniu pracy, czy też przedostaniu się do Polski. Niestety niekiedy spotykaliśmy się z obojętnością z ich strony. Nikt nie zatrzymał się widząc, że naprawiamy rowery. O dziwo spotkaliśmy się wielokrotnie z odmową rozbicia namiotów na prywatnych posesjach i co dziwniejsze na łąkach i pastwiskach. Ukraińcy z chęcią wskazywali nam drogę. Starali się tłumaczyć jak gdzieś dojechać łamanym ukraińsko-polsko-migowym językiem. Niektórzy podchodzili i pytali skąd jesteśmy. Pozdrawiali oraz opowiadali, że kiedyś mieli albo jeszcze mają rodzinę w Polsce. Jeden Polak w Krzemieńcu serdecznie zapraszał nas na herbatkę. Ukraińcy to ludzie bardzo religijni. Wszędzie można napotkać przydrożne kapliczki, kościółki, meczety i synagogi. Są też monumentalne monastery, do których trzeba wchodzić tylko w odpowiednim stroju, tj. kobiety spódniczki (tudzież przepasana chusta) i chusta na głowie. Mężczyźni koniecznie długie spodnie.
Zwiedzając Ukrainę Zachodnią często spotykaliśmy ludzi, najczęściej starsze kobiety, czy też dzieci, pasących zazwyczaj o dziwo tylko jedną krowę. Nic nie byłoby w tym dziwnego gdyby nie fakt, że ludzie Ci spędzają tak przy drodze ze swoimi zwierzętami całe dnie.
Sąsiadka Polski- Ukraina to piękny kraj, pełen niesamowitych zabytków i zapierających dech w piersiach widoków. Niekiedy można powiedzieć, że to Polska sprzed 40-50 lat. Ludzie jeżdżą wozami drabiniastymi, a wodę czerpią ze studni. Na wsiach Internet czy telefon to rzeczy niespotykane. Za to właśnie tam widać przyjaźń, zabawę. Rodziny, przyjaciele, sąsiedzi-wszyscy razem spędzają czas. Rozmawiają, śmieją się, wspólnie piją i z otwartymi ustami podziwiają przybyszy na rowerach z dziwnymi tobołkami u boku.
Inne spostrzeżenia mamy z Krymu. Jest to miejsce gdzie przybywają bogatsi Ukraińcy na wakacyjne urlopy. Jest tam kolorowo, a kamieniste czarnomorskie plaże i miejskie kramiki tętnią życiem. Ukraina ma więc dwa oblicza. Nam udało się poznać oba i trudno powiedzieć, który jest lepszy. Oba mają coś w sobie co na długo pozostanie w naszych sercach.
Trasa
Przemyśl- (rower) – Lwów - (pociąg) – Symferopol - (rower) – Symferopol -(pociąg)- Chmielnicki-(rower)- Stare Sioło- (pociąg)- Mostiska -(rower)- Przemyśl.
Dystans: 1567 km rowerem, 4000 km pociągiem,
Czas wyprawy: 22 dni, w tym 4 dni spędzone w pociągach, 6 dni na Krymie, 12 na Ukrainie Zachodniej.
Porady i spostrzeżenia:
- Wybierając się na Krym zabierz ze sobą olejek do opalania z wysokim filtrem i koniecznie nakrycie głowy.
- Pamiętaj, że ciężko znaleźć sklep zaopatrzony w 1,5 l wodę niegazowaną. Powszechnie dostępna jest natomiast woda gazowana.
- Wieczorami nastaw się na spotkanie z komarami. Weź więc ze sobą jakieś preparaty odstraszające.
- W pociągu z pewnością czekają Cię wysokie temperatury. Niekiedy dochodzą one nawet do 38-40 ºC. Dostaniesz w nim czystą pościel, toteż nie jest Ci potrzebny śpiwór. Mając do wyboru miejsca, wybierz dolne. Po pierwsze w dzień masz gdzie swobodnie siedzieć (na górnym łóżku niestety jest to niemożliwe) i nie musisz być na łasce sąsiada. Po drugie bezpiecznie schowasz bagaże we wnękę pod Twoim łóżkiem. Plusem górnych łóżek jest to że ułatwiają podróż w największym upale. To na ich wysokości otwierają się okna i tylko tam możesz poczuć odrobinę świeżego powietrza. Problem w tym, że podmuchy wiatru dochodzą tylko do osoby która leży zgodnie z ruchem pociągu.
W ukraińskich kolejach dalekobieżnych (w wagonie plackartnym) znajdziesz piecyk na którym podgrzewana jest woda. Także wrzątek jest powszechnie dostępny i możesz spokojnie zaparzyć herbatę, czy też zrobić gorący kubek. Co przy wysokich temperaturach niekoniecznie jest wskazane. Nie zdziw się gdy zobaczysz ludzi wyjmujących z torby najróżniejsze potrawy. Mają ugotowane jajeczka, pomidorki, kiełbaski, papryczki, chleb i wiele innych rarytasów. Oni czują się w pociągu prawie jak w domu. Na noc zakładają piżamki i swobodnie spacerują do toalety. Plackarta to jedna wielka sala, gdzie każdy widzi każdego. Polecam więc Ci abyś chociaż raz przejechał się tym pociągiem i poczuł tą niepowtarzalną atmosferę.
- Biorąc ze sobą rower wiedz, że na Ukrainie nie ma biletów na rower. Kup zamiast tego bilet na bagaż dodatkowy i problem łapówek masz z głowy. Legalnie przewozisz swój jednoślad. Gorzej jednak będziesz miał z wprowadzeniem go do środka. Jak kierownik pociągu jest miły to nie będziesz musiał rozkręcać roweru. Jednak gdy trafisz na wyjątkowo czepialskiego, to odkręć przednie koło, odwróć pedały i przekręć kierownicę. Powinno wystarczyć. Kolejny problem pojawia się z ulokowaniem rowerów. Przy WC lub przy wyjściu nie ma mowy, za mało miejsca. Jedyne co Ci pozostaje to wrzucenie go na górne półki bagażowe i spięcie ekspanderami.
- Weź ze sobą dużą ilość chusteczek nawilżających, gdyż trudno znaleźć publiczne toalety. A o słodką wodę do umycia też trudno.
- Pamiętaj, że aby zwiedzić monaster musisz się odpowiednio ubrać. Kobiet nie wpuszczają bez spódniczek (ewentualnie chust do przepasania na biodrach) i nakryć głowy. Mężczyźnie natomiast powinni mieć długie spodnie.
- Pamiętaj, że nie zawsze to co Ci mówią tubylcy na temat szukanego miejsca/drogi jest prawdziwe. Często bywa, że dwie osoby potrafią wskazać dwa odmienne miejsca.
Podziękowania
Serdeczne podziękowania kierujemy do Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej jak również do dziekana Wydziału Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej za wsparcie finansowe logistyki naszej wyprawy. Chcielibyśmy również podziękować firmom Helikon i Szumgum za wsparcie materialne. Serdecznie zapraszamy do odwiedzania stron tych firm, gdyż dysponują sprawdzonym i tanim sprzętem.
Więcej na: www.ukraina2010.cba.pl










