Trincaria to starozytna nazwa Sycylii oznaczająca 3 "rogi" wyspy i zarazem jej symbol - głowa meduzy, otoczona kłosami pszenicy i trzema nogami w kształcie triskelionu.
Sycylijskie burze
Pierwszy etap naszej podróży po Sycylii to Castellammare del Golfo, klimatyczna, typowo rybacka mieścina (ok. 10 tys. mieszkańców), malowniczo położona nad zatoką Morza Tyrreńskiego u stóp wysokich wzgórz. Na wrzynającym się głęboko w zatokę cyplu stoi średniowieczny aragoński zamek. W zatoczce między miastem a zamkiem znajduje się kameralna marina - port rybacki, gdzie niewielkie biało-niebieskie kutry oczekują na połów.
Miasteczko ma również swoją mafijną historię. Mafia działała tu ponoć na taką skalę, że co trzeci mężczyzna oskarżony był o morderstwo, a wydarzenia które miały tu miejsce, jak i fakt, że urodziło się tu wielu amerykańskich mafiosów (np. capo di tutti capi Salvatore Maranzano), zainspirowały Mario Puzo do napisania "Ojca Chrzestnego". W związku z powyższym aż trudno uwierzyć w panujący tu w dzisiejszych czasach spokój.
Spokojny, typowo sycylijski klimat tego miasteczka zapadnie nam głęboko w pamięci. Spędziliśmy tu bowiem 4 dni. Zamierzaliśmy stąd wyruszać na zwiedzanie atrakcji prowincji Trapani. Plany pokrzyżowała nam jednak pogoda. Już pierwszego dnia po przyjeździe złapała nas burza numer 1 podczas zakupów, i burza numer 2 podczas kolacji w restauracji Bocca di Sicilia (Usta Sycylii). Następnego dnia mieliśmy pojechać do Trapani i uroczego Erice. Deszcz osaczył nas jednak już o 8 rano, gdy poszliśmy z Martą po świeże bułeczki. Drugi raz zmoczyło nas do suchej nitki o 11, podczas 10-minutowego spaceru do najbliższej kawiarni. Toteż z Erice nici były. Padało cały dzień. Wieczorem z wiadomości na RAI UNO dowiedzieliśmy się o tragedii w Giampilieri i innych okolicznych miejscowościach prowincji Mesyna, gdzie wskutek osunięcia się ziemi zginęło bodajże 28 osób... "U nas" tylko padało...
Śladami Elymów
Również kolejnej nocy obudziła nas potężna burza, toteż myśleliśmy, że nie dojdzie do skutku kolejny punkt programu, mianowicie starożytna Egesta, dziś zwana Segestą. Rano wypogodziło się jednak i wyruszyliśmy regionalnym pociągiem podziwiać dzieła, a w zasadzie dzieło, starożytnych, legendarnych Elymów.
Jak napisał Giovanni Tomasi di Lampedusa w swej słynnej (i jedynej) powieści "Lampart" - Sycylia była Ameryką starożytnych. Osiedlali się tu bowiem i zakładali swe kolonie Fenicjanie, Grecy, Kartagińczycy, Rzymianie i jako jedni z pierwszych - Elymowie właśnie, czyli uciekinierzy z Troi po przegranej wojnie trojańskiej. To oni podobno założyli Egestę i wybudowali słynną świątynię dorycką, będącą obecnie jednym z symboli Sycylii. W IV wieku p.n.e. Segestę zdobyły Syrakuzy, w wyniku czego Elymowie zostali zhellenizowani i tym samym wyeliminowani z dalszych dziejów Śródziemnomorza (zastanawialiśmy się, czy przypadkiem słowo eliminacja nie pochodzi od tego ludu). Inną pamiątką po Elymach jest Erice, którego, jak wspomniałem, nie udało nam się zobaczyć.
Samotna i monumentalna świątynia dorycka dominuje nad całą okolicą. 36 kolumn (po 6 od frontu i z tyłu oraz po 14 po bokach) podtrzymuje belkowanie i 2 frontony. Wysokość kolumn to prawie 9,5 metra. Dachu nie ma. Dlatego świątynia wydaje się być nie ukończona. Jednakże prawdopodobnie nie zakończono jej celowo, bo Elymowie swe kulty religijne odprawiali pod gołym niebem.
Nieopodal, 20 minut pieszo od świątyni, na stokach Monte Barbaro, usytuowany jest grecki teatr z III w. p.n.e. Obecnie w odrestaurowanym obiekcie latem wystawia się różne sztuki i przedstawienia. Z teatru rozciąga się wspaniała panorama na północne wybrzeże Sycylii, w tym na zatokę Castellammare, które to miejsce starożytni mieszkańcy Segesty wybrali na swój port.
Odwołano nam ostatni pociąg powrotny do Castellammare. Musieliśmy zatem wrócić w okolice świątyni i łapać autobus. Owszem złapaliśmy, ale do Calatafimi, a dopiero stąd pojechaliśmy do bazy. Okazało się, że to ważna dla Sycylijczyków miejscowość, ponieważ 15.05.1860r. wojska Garibaldiego rozbiły tu w puch armię burbońskiego Królestwa Obojga Sycylii, która to bitwa była milowym krokiem do wyzwolenia południowych Włoch i zjednoczenia Italii pod berłem Wiktora Emanuela.
Błoto w Zingaro
Kolejnej nocy rozpętała się największa podczas naszego pobytu na Sycylii burza. Huk piorunów i błyskawice nie pozwalały nam spać. Niedzielny poranek jednak powitał nas bezchmurnym niebem i po raz pierwszy ostrym sycylijskim słońcem. Uradowani sytuacją pogodową nie mogliśmy się doczekać kolejnego etapu podróży, którym był rezerwat Zingaro. Ponieważ była niedziela i nie kursowały autobusy (kolej do Scopello nie dojeżdża), podrzucił nas Lionello, syn właścicielki pensjonatu, w którym mieszkaliśmy. Trekking po Zingaro nie doszedł jednak do skutku, mimo pięknej pogody. Na rogatkach Scopello stały policjantki i kazały wracać wszystkim chętnym do odwiedzenia rezerwatu (a niedoszłych wycieczkowiczów było wielu, mimo wczesnej dosyć pory). Nocna burza poczyniła spustoszenia na szlakach rezerwatu. Błoto i wysoka woda nie pozwalały na wędrówki, a dzikie plaże w zacisznych zatoczkach okazały się niedostępne. Widzieliśmy taką zalaną plażę w Scopello. Lionello stwierdził, że nigdy nie było tak wysokiej wody w tym miejscu. Musieliśmy zatem wrócić do Castellammare i spędziliśmy ten pierwszy piękny sycylijski dzień na długiej castellamaryjskiej, przepięknie położonej plaży.
Król Roger
Rok 1131. Pierwszego króla Sycylii Rogera II z normańskiej dynastii Hautville (syna Rogera I i bratanka Roberta Guiscarda - zdobywców Sycylii w latach 1061-1091 z rąk arabskich) wracającego z jakiejś wyprawy, zastaje na morzu potężna burza. Roger znajduje schronienie w Cefalu'. W podzięce Chrystusowi Zbawicielowi za ocalenie funduje tu katedrę. Miała ona być miejscem pochówku zarówno samego króla, jak i jego następców. Niestety, w roku 1154, w roku śmierci władcy, świątyni jeszcze nie ukończono. Konsekracji dokonano dopiero w 1267r. Toteż panteon dynastii Hautville znajduje się w katedrze w Palermo.
Roger II , był światłym i tolerancyjnym władcą, a jego dwór był najświetniejszym w całej ówczesnej chrześcijańskiej Europie. Jego tolerancja ma odzwierciedlenie również w sztuce architektonicznej Sycylii tamtego czasu. Mistrzowie normańscy, arabscy i greccy mieli udział w zdobieniu świątyń i pałaców, co jest szczególnie widoczne w Palazzo dei Normanni w Palermo, ale te wszystkie, jakże różne style, wyrażają się również w katedrze w Cefalu'.
Zachwycony osobą Rogera II był Karol Szymanowski. Zainspirowany sycylijskimi klimatami, krajobrazami i historią kompozytor poświęcił temu wspaniałemu władcy jedną z najlepszych swoich oper "Król Roger". Libretto do opery napisał Jarosław Iwaszkiewicz, który w "Książce o Sycylii" (polecam serdecznie) przedstawił w piękny, poetycki sposób zarówno historię Rogera, jego córki Konstancji i wnuka Fryderyka II Hohenstaufa (króla Sycylii i jednego z najznakomitszych cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego), jak i historię i motywy powstania dzieła Szymanowskiego.
Miasto Cefalu' było założone dużo wcześniej, bowiem znane było już Fenicjanom i Grekom, którzy zwali je Kephaloidion (przylądek), jednak złoty wiek nastąpił wraz z wspomnianym na początku wydarzeniem. Wspaniała katedra ukazuje się niespodziewanie oczom wędrującego po średniowiecznych zaułkach turysty. Monumentalna, otoczona wysokimi palmami budowla wspaniale komponuje się ze znajdującą się tuż za nią i wysoko nad nią skałą la Rocca. Między 2 smukłymi wieżami w stylu normańskim - arabskie łuki. Surowe wnętrze przytłacza i zmusza do powagi i pokory. Po bokach 16 starożytnych kolumn, prawdopodobnie przeniesionych ze znajdującej się na la Rocca rzymskiej świątyni Diany. W głębi mozaika z wizerunkiem Chrystusa Pantokratora w stylu greckim. Wszystko to wywiera piorunujące wrażenie.
Wspaniałe widoki na starówkę, port rybacki i skałę la Rocca rozciągają się z długiej plaży. Im dalej od miasta, tym lepiej widać schowane za starymi murami wieże katedry. Miasto najlepiej oświetlone jest późnym popołudniem (na początku października - między 17 i 18:30), kiedy to zachodzące słońce swymi łagodnymi promieniami gra barwami z pastelowymi budynkami, rudą skałą wznosząca sie nad nimi i dochodzącym do samych fundamentów niebieskim morzem. Fantastycznie przepiękne miasto...
Majestatyczna la Rocca góruje nad Cefalu'. Ta 278 metrowa skała oferuje piękne widoki na niebieskie morze i brązowe dachy miasteczka. Po południowej stronie skały można zobaczyć pierwsze północne stoki gór Madonie, których najwyższym szczytem jest Pizzo Carbonara (drugie, po Etnie, wzniesienie Sycylii). Na szczycie Rokki podziwiać można ruiny zamku otoczone długim murem, biegnącym wokół całego wzgórza. Wewnątrz fortyfikacji znajduje się również megalityczna świątynia Diany. Wędrówka na skałę z Cefalu' i spacer po niej zajmuje od 1 do 2 godzin.
My wspięliśmy się na szczyt la Rocca przed południem, aby następnie korzystając z fantastycznego, sycylijskiego, październikowego słońca i temperatury oscylującej około 28 stopni C plażować u stóp skały i czefalońskiej starówki aż do wieczora. Woda w Morzu Tyrreńskim ma o tej porze roku około 24 stopni C, toteż kąpiel jest jak najbardziej wskazana. Chociaż Sycylijczycy nie kąpią się. Za zimno im jest.
Wielki błękit u stóp Etny
Przejeżdżamy przez okolice dotknięte tragedią lawin błotnych. Nie usunięto jeszcze wszystkich ich skutków, dlatego pociągi między Mesyną i Santa Teresa di Riva nie kursują, jedziemy więc autobusem, autostradą. Niewiele widać, ale troszkę zniszczeń zauważamy. Jeden z tuneli autostradowych jest nieprzejezdny i ruch odbywa się drugą nitką w obu kierunkach (obie jezdnie autostrady mają swe tunele).
W Giardini-Naxos postanowiliśmy zrobić sobie kolejną bazę. Wykupiliśmy 4 noclegi. Plan następujący: słynna Taormina, leżąca nieopodal Castelmola, wycieczka na Etnę i plażowania u wybrzeży Morza Jońskiego jeszcze jeden dzień. Plan zrealizowany w 100%.
Samo Giardini-Naxos ciągnie się łagodnym łukiem wzdłuż długiej, trzykilometrowej plaży. Od wzgórz, na których leży Taormina do miejsca, gdzie w 734 r. p.n.e. starożytni Grecy założyli kolonię Naxos, najstarszą na Sycylii, starszą o rok od pobliskich, potężnych Syrakuz, które zresztą położyły kres jej rozkwitowi 300 lat później.
Plaża na początku kamienista i żwirowa, wraz ze zbliżaniem się do ruin Naxos łagodnieje i staje się coraz bardziej piaszczysta. Rozciąga się z niej przepiękny widok na Taorminę, Castelmolę i Monte Venere. Im bliżej Naxos tym panorama jest rozleglejsza, aż na samym końcu w okolicach średniowiecznego zamku (nieciekawego raczej) ukazuje cały swój majestat. A duży port rybacki, usiany niezliczoną ilością dużych i małych kolorowych kutrów dodaje jej romantycznego uroku.
Sławna Taormina... Przepięknie ulokowana na zboczach Monte Tauro nad błękitnym morzem z widokiem na Etnę rozbudza wyobraźnię mieszkańców i przyjezdnych od najdawniejszych czasów. Założona została przez mieszkańców pobliskiego Naxos w IV w. p.n.e. jako Tauromenion. Późniejsi władcy Sycylii: Rzymianie, Bizantyjczycy, Arabowie, Normanowie również doceniali świetne położenie Taorminy, która pod każdym panowaniem była ważnym ośrodkiem wyspy i zawsze była trudna do zdobycia. Apogeum świetności to rok 1410, kiedy to miasto zostało siedzibą parlamentu sycylijskiego. W XIX wieku uroki Taorminy doceniło wiele osobistości, które tu wypoczywały, min. Goethe, Wagner, Oscar Wilde, Nietsche (który tu napisał "Tako rzecze Zaratustra") czy też car Mikołaj I Romanow. W XX wieku mieszkali tu m.in. Salvador Dali, Jean Cocteau, John Steinbeck, a Luc Besson nakręcił tu słynny film "Wielki Błękit".
W Taorminie sezon trwa cały rok. Nawet w październiku jest tłoczno na Corso Umberto I czy w Teatro Greco. Ten ostatni obiekt chyba przesądził o sławie Taorminy. Powstał już w III w. p.n.e., jednak w I i II w. n.e. przebudowali go prawie całkowicie Rzymianie. Bajkowy widok z trybun na ruiny teatru i Etnę sprawia, że tak wielu ludzi z całego świata chce odwiedzić Taorminę. Inne obiekty godne uwagi turysty to saraceński zamek, Palazzo Corvaja, skromna acz urocza katedra, ogrody i labirynt średniowiecznych uliczek.
Przejście z Taorminy do Castelmoli trwa około godziny. Idąc od Porta Catania można podziwiać przepiękne widoki na samo borgo (borgo to charakterystyczny dla Italii rodzaj ufortyfikowanego grodu, usytuowanego najczęściej na wysokim wzgórzu; najbardziej znane włoskie borghi to Orvieto, Montepulciano czy Ostuni), jak i na górującą nad nim Monte Venere. Panorama Etny jest jeszcze wspanialsza niż z Teatro Greco w Taorminie. Stroma ścieżka prowadzi pośród wypalonej słońcem ziemi, drzewek oliwnych i opuncji oraz różnych i różniastych nieznanych nam krzewów.
Na szczycie wzgórza usadowiła się Castelmola. Jej wąskie, średniowieczne, nie opanowane przez turystów uliczki zdają się same zapraszać do spaceru po nich. Czysta przyjemność. Zwłaszcza, że co i rusz jakaś cudna panorama na Etnę, Monte Venere, czy też Taorminę. Miasteczko wieńczą ruiny zamku, z których widoki nie mają równych sobie.
Schodzimy do Taorminy inną, mniej chyba uczęszczaną i chyba mniej ciekawą, ocienioną drogą, prowadzącą północnymi stokami Monte Tauro.
Kuźnia Hefajstosa
Etna. Najwyższa góra na Sycylii (ok. 3340 m.n,p.m., ale wskutek wybuchów wysokość podlega zmianom), a zarazem najwyższy czynny wulkan w Europie. Arabowie nazwali ją Mongibello (co oznacza po prostu "górę"), która to nazwa funkcjonuje również dzisiaj, najczęściej jako określenie najwyższego wierzchołka.
Starożytni uważali, że znajduje się tu kuźnia Hefajstosa (Wulkana), boga ognia. Wierzono również, że Etna jest więzieniem najpotężniejszego z gigantów Enkeladosa, Sturękiego, syna Uranosa i Gai, którego uwięził tu, przygniótłszy uprzednio Sycylią, rozdrażniony walką Zeus. Rozwścieczony gigant do dziś pluje ogniem z trzewi wulkanu...
Wulkan jest ciągle aktywny. W czasach historycznych miało miejsce kilka katastrofalnych erupcji. Ta z 1669r. zniszczyła Katanię. Od 1800r. góra wybuchała 60 razy. Ostatnio w 2004r. W 2002r. erupcja zniszczyła kurort Piano Provenzano oraz zagroziła Nicolosi i Linguaglossie. Obecnie na zboczach Etny rozmieszczono 3000 GPS-ów. Najmniejsza aktywność wulkanu powoduje przemieszczenie czujników, dzięki czemu można przewidzieć zagrożenie wybuchem.
Aby się dostać pod sam szczyt Etny z Giardini-Naxos, najlepiej wykupić wycieczkę w biurze turystycznym. My skorzystaliśmy z usług biura SAT. Przyjemność nie tania, bo 70 euro od osoby, ale gdybyśmy chcieli zrealizować program proponowany przez biuro na własną rękę, zapłacilibyśmy niechybnie o wiele więcej. Sama kolejka kosztuje ponad 50 euro. A tak dowożą i przywożą, zapewniają wjazd kolejką z okolic Refugio Sapienza, a następnie jeepami na wysokość 2900 m.n.p.m., a wokół krateru oprowadza przewodnik.
Dolina Świątyń
Po 3 godzinach jazdy autobusem docieramy wreszcie do Agrigento. Znalazłszy dosyć szybko dosyć tani nocleg w jednym z B&B, których mnóstwo jest na starówce, czym prędzej pojechaliśmy do słynnej, wpisanej na listę UNESCO Valle dei Templi (Doliny Świątyń) - części miasta zwanego przez starożytnych Greków Akragas, a przez starożytnych Rzymian Agrigentum.
Dolina znajduje się w odległości 3 km od miasta, u stóp wzgórza, na którym rozlokowało się współczesne Agrigento, i gdzie w VI w. p.n.e. starożytni Grecy założyli Akragas. Wschodnia strefa doliny jest ciekawsza. Znajdują się tu 3 obiekty. Z niemal całkowicie zrównanej z ziemią, ale najstarszej, świątyni Herkulesa obecnie pozostało 9 wysokich stojących kolumn, a reszta jest rozrzucona wokół. Nieco dalej znajduje się najlepiej zachowana świątynia Concordii (Zgody). Swój dobry stan zawdzięcza biskupowi Agrigento Grzegorzowi od Rzep (Gregorio della Rape), który przekształcił ją na chrześcijański kościół. Na końcu Via Sacra, w najwyższym punkcie doliny stoją ruiny świątyni Hery (rzymskiej Junony). W zachodniej strefie, po drugiej stronie szosy, znajdują się pozostałości po doryckiej świątyni Zeusa (Jowisza), największej w Akragas, największej w całym hellenistycznym świecie. O jej wielkości może już tylko świadczyć jeden z obalonych telamonów (podpór). Dalej jest jeszcze zrujnowana świątynia Kastora i Polluksa. Chętni mogą pospacerować również, po uprzednim uiszczeniu kolejnych 2 euro, w Ogrodach Kolimbetry.
Większość przyjeżdżających do Agrygentu turystów odwiedza jedynie Dolinę Świątyń, lekceważąc samo miasto. Nie wiedzą oni co tracą... Położona w miejscu akropolu greckiego Akragas starówka jest bowiem nad wyraz ciekawa. Labirynt wąskich średniowiecznych uliczek prowadzi do wielu średniowiecznych zabytków. Najciekawsze to Klasztor Ducha Świętego, Katedra i kościół Santa Maria dei Greci, wybudowany w miejscu starożytnej greckiej świątyni Ateny (przez oszkloną podłogę widać fundamenty z V w. p.n.e.).
Normanowie
W Palermo byliśmy jakieś 8 godzin. Czy w tak krótkim czasie można poznać tak duże (700 tys. mieszkańców) miasto, można poznać jego duszę? Pytanie jest zgoła retoryczne. Można natomiast na pewno zapoznać się z jego chaosem. Samochody i skutery, skutery i samochody, próbujące przeciskać się przez wąskie uliczki, gdzie trudno nawet iść trojgu ludziom obok siebie. Klaksony. Wąskie na szerokość stopy chodniki. Brak sklepów spożywczych, gdzie można byłoby nabyć drogocenną w 30 stopniowym upale mineralną. Wszystko to sprawia, że miasto męczy.
Jednak zabytki ma piękne. Idąc od dworca już przy Via Maqueda widzimy dwa niepospolite, stare kościoły. Pierwszy z nich to Santa Maria dell'Ammiraglio, zwany potocznie La Martorana, zbudowany w 1146r. przez Jerzego z Antiochii, admirała króla Rogera II. Mimo że kilkakrotnie przebudowywano wnętrze kościoła, ostały się 2 normańskie średniowieczne perełki: mozaiki, z których jedna przedstawia fundatora świątyni, a druga Rogera II koronowanego przez Chrystusa. Wieża świątyni jest jednym z symboli stolicy Sycylii. Obok stoi 10 lat młodszy kościół San Cataldo, z charakterystycznymi 3 czerwonymi kopułami, ufundowany przez innego normańskiego możnowładcę Maio z Bari, kanclerza króla Wilhelma I, syna Rogera II.
Skręciwszy w Corso Vittorio Emmanuele dochodzimy do Placu Katedralnego. Katedrę, która obecnie jest mieszanką różnych stylów, ufundował w 1185r. arcybiskup Palermo Gualtiero Offamiglio, w odpowiedzi na zbudowaną przez Wilhelma II (kolejnego normańskiego króla Sycylii) świątynię w Monreale. Wcześniej w miejscu tym stał meczet. Wewnątrz znajdują się porfirowe sarkofagi władców normańskich: Rogera II, jego córki Konstancji, jej męża Henryka VI Hohenstaufa, oraz syna Konstancji i Henryka - Fryderyka II Hohenstaufa.
Idąc dalej widzimy Palazzo dei Normanni, zbudowany przez Arabów, powiększony przez Normanów, rozbudowany potem jeszcze przez Hiszpanów, obecnie siedziba lokalnego parlamentu sycylijskiego. W pałacu najbardziej godna uwagi jest Cappella Palatina (Kaplica pałacowa), której przebogate wnętrze zapiera dech w piersiach. Piękne XII wieczne mozaiki są dziełem mistrzów arabskich, greckich i normańskich i wspaniale ze sobą współgrają. Inne pałacowe sale, wykończone w różnych stylach, są obecnie wykorzystywane przez organy parlamentarne. Wyjątkiem jest przepiękna, ozdobiona fantazyjnymi mozaikami przedstawiającymi różne zwierzęta, Sala Króla Rogera.
I to wszystko co widzieliśmy w Palermo. Nie starczyło czasu na kapucyńskie katakumby, Monte Pellegrino, Zisę, Cubę, przesławne bazary, a przede wszystkim na oddalone tylko o 8 km, położone w Złotej Dolinie (Conca d'Oro) słynne Monreale.
Koniec
Wspaniała Sycylia żegna, ale i zaprasza ponownie. Programu bowiem nie zrealizowaliśmy do końca. Z powodu pogody nie widzieliśmy Trapani, Erice i Zingaro, a z powodu braku czasu Monreale. Niestety. Innym razem. Czekaja też na nas, nie będące tym razem w planie, Syrakuzy, Noto, Ragusa i inne barokowe miasta południowowschodniej Sycylii, tajemnicza Piazza Armerina, wyniosła Enna, dzikie góry Madonie czy wulkaniczne Wyspy Liparyjskie (zwane też Eolskimi). Na pewno skorzystamy z zaproszenia.