Wydanie internetoweEuropa

Midsommar w Sofiero

Wilhelm KarudSzwecja

Zgodnie z odwieczną tradycją kwiatów do udekorowania majowego słupa powinno być siedem rodzajów. Ważne też by pochodziły z siedmiu różnych łąk. Część z nich służy do uplecenia wianka na Midsommar a kilka kwiatów panny wkładają pod poduszkę. Co się przyśni w noc poprzedzającą święto niechybnie spełni się w nadchodzącym roku. Poznanie fajnego chłopaka, nowa przyjaźń, jakaś większa wygrana a także zamążpójście to ponoć najczęstsze życzenia dziewczyn śpiących z kwiatkami w pościeli.

W ogrodach zamku królewskiego w Sofiero już od piątkowego poranka gromadzili się ludzie. Jedni przybyli z obowiązku by przygotować majstång, ustawić prowizoryczną estradę i zainstalować nagłośnienie. Inni rozkładali kramiki z napojami, ciastem, lodami, goframi, prażonymi migdałami i cukrową watą. Przybywali też pierwsi świąteczni goście starając się zająć miejsce jak najbliżej umajonego słupa - centrum tradycyjnej celebry. Ci ostatni rozścielali na trawie koce, wyjmowali zawartość koszyków, zaczynali piknik. Z kwadransa na kwadrans na kilkuhektarowym trawniku nad Öresundem przybywało barw, zapachów i dźwięków. Szwedzki zespół folklorystyczny szykował akcesoria i stroje, ktoś dostrajał skrzypce a od strony punktów małej gastronomii zapachniało kardamonem, imbirem i karmelem. Ludzie zmieniali odzież na lżejszą bo po rześkim poranku zaczynało nieźle przygrzewać. Pogoda podczas szwedzkiego sobótkowego święta to bardzo ważna sprawa. Szczególnie w godzinach południowych, gdy strojony jest majstång a uczestnicy imprezy choć przez chwilę chcą wokół niego zatańczyć. Zasadnicze uroczystości Midsommar od zawsze odbywają się na powietrzu. Nawet przyzwyczajeni do surowego klimatu Skandynawowie wolą więc by w tym dniu nie padało, nie wiało i było w miarę ciepło. Wszak radość ze sprzyjających ludziom zjawisk atmosferycznych to główny motyw tego pradawnego obyczaju. Już ponad 50 lat temu specjalnym dekretem szwedzkiego rządu ustanowiono oficjalne święto czczące letnie przesilenie słoneczne. Łącząc pogańskie i religijne tradycje usankcjonowano odwieczną potrzebę człowieka chcącego oddać hołd słońcu, naturze, witalności i Stwórcy.

Punktualnie o dwunastej w południe polanę na tyłach królewskiego zamku wypełniły dźwięki szwedzkiej muzyki ludowej. Ustrojone w wianki dziewczynki przystąpiły do dekorowania majowego słupa i coś zaczęło się dziać na scenie. Prowadzące konferansjerkę Karen i Annika, obie w uroczych wianuszkach na głowach, przywitały świętujących zapraszając do udziału w zabawie. Przedstawiły program imprezy, opowiedziały o lokalnych tradycjach obchodów Midsommar i dziejach zamku oraz ogrodów Sofiero. Już ponad sto lat temu – mówiła Karen – rodzina królewska zaprosiła dzieci z okolicy do wspólnego świętowania z małymi książętami. Król Gustaw VI Adolf sadząc w 1907. roku pierwszy krzew rododendrona nie mógł nawet przypuszczać, że zamkowe ogrody będą kiedyś sławić jego kraj. Dziś kilkanaście tysięcy kwitnących w maju i czerwcu roślin przyciąga do Sofiero ich wielbicieli z całej Europy i świata. Leżący zaledwie kilka kilometrów od centrum Helsingborga architektoniczny zespół letniej monarszej rezydencji i jego zielona oprawa to jedna z największych atrakcji południowej Szwecji. Usytuowany tuż nad Öresundem, z przepięknym widokiem na hamletowski Kronborg po duńskiej stronie cieśniny, jest pełen życia przez cały rok. Liczne wystawy organizowane w zamkowych salach, imprezy zarówno w zamku, jak i w parku (np. coroczny, sierpniowy Festiwal Ogrodów) czynią z tego miejsca turystyczną Mekkę. Nie przypadkowo więc założenia parkowe Sofiero ogłoszono Ogrodem Europy 2010. W wyścigu o ten laur odpadł między innymi znany ogród francuski i warszawski Park Skaryszewski.

Po trzech kwadransach na trawie przed estradą zaprezentował się szwedzki zespół taneczny. W rytm muzyki akordeonowej ubrane w ludowe stroje pary wykonały cały szereg folklorystycznych pląsów charakterystycznych dla Skanii, innych szwedzkich regionów i Finlandii. Ich występy przeplatano wiejskimi balladami, dziecięcym wykonaniem piosenek Pippi Langstrumpf i fińskimi walcami skomponowanymi przez muzykalnego rolnika, Kankanna Pelimannita. Zachęceni coraz ładniejszą pogodą przybywali kolejni mieszkańcy aglomeracji Helsingborga, Duńczycy z bliźniaczego Helsingør a także liczni turyści. Ci ostatni na Midsommar w Sofiero trafili pewnie przy okazji bo do Skanii przyjeżdża się przecież z wielu innych powodów. Helsingborg zwany Perłą Sundu lub Stolicą Ogrodów zachwyca barwnymi dziejami, ujmującą architekturą, bujną zielenią miejską oraz wielką liczbą imprez kulturalnych i rozrywkowych. Najwęższy w tym miejscu fragment cieśniny (helsing znaczy szyja) przeżył dziesiątki krwawych zmagań a miasto sześciokrotnie zmieniało administratora. Duńczycy utracili je ostatecznie na rzecz Szwedów w 1710. roku. Przeszłość grodu najlepiej poznać zwiedzając basztę Kärnan przez siedem wieków broniącą dostępu do miasta. Wybudowana jeszcze w Średniowieczu przez Duńczyków stanowiła część potężnej twierdzy zburzonej podczas oblężeń w XVII. wieku. Dziś wysoka na 34 metry wieża (grubość murów do 5. metrów) jest jedną z architektonicznych wizytówek Skanii. Liczne muzea - Rybackie i Morskie, II. Wojny Światowej, Grafiki, Techniki Dziadkowych Czasów, Edukacji, Nilsa Poppa, Historii Medycyny, Sportu - przybliżają zwiedzającym dzieje i kulturę kraju.

Chyba po raz trzeci tego dnia słyszę Edvarda Perssona śpiewającego popularną od dziesiątków lat ludową piosenkę Kalle på Spången. Annika zaprasza do zabawy dzieci a wokół ukwieconego słupa tworzy się korowód tańczących. Dziewczynki w wiankach z rodzicami, rozbawione grupki znajomych, turyści i przypadkowi uczestnicy święta razem podrygują w rytm akordeonowej muzyki. Tańczących przybywa więc spontanicznie powstaje drugi krąg a potem kolejne. Od strony parkingów oraz przystanku autobusu pojawiają się spóźnialscy i odstawiając aprowizacyjne pojemniki od razu włączają się w tany. Na polanie jest już chyba ze trzy tysiące osób i każdy choć przez moment chce spleść ręce w tanecznym kręgu. Kończą się prażone migdały, pod szyldem Sockervadd (cukrowa wata) kolejka bije rekordy długości, dzieci zajadają się słodyczami a biesiadujący na trawie dorośli raczą się kolejną filiżanką kultowego kaffegöken. Pogoda wyjątkowo sprzyja piknikowemu świętu. Ludzie fotografują się w jarach pełnych rododendronów, w tunelach sklepionych gałązkami z różowym kwieciem, pod oranżerią i na tle totemu podarowanego szwedzkiej rodzinie królewskiej przez kanadyjskich Indian. Wielu schodzi ze skarpy ku morzu by lepiej widzieć oddalony o cztery kilometry od Sofiero przeciwległy brzeg. Patrząc nieco w lewo można dojrzeć mijające się po środku Öresundu promy obsługujące dwa, podobno najstarsze na świecie, bliźniacze miasta. Jeden zmierza na wschód by po dziesięciu minutach zakotwiczyć tuż przy helsingborskiej Starówce. Ten płynący w odwrotnym kierunku w tym samym czasie zatrzyma się w przystani z widokiem na perełkę duńskiej architektury, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, zamek Kronborg.

Jest kwadrans po trzeciej. Po kilku godzinach uroczystości na trawie nie widać śmieci. Nikt publicznie nie pali papierosów a ludzie z psami na smyczach rozlokowali się na obrzeżach polany. Z głośników płyną stonowane dźwięki ludowej szwedzkiej muzyki przeplatane nastrojowymi balladami. Jedna z pieśni opiewa żal pana po utracie ukochanego psa. Pozwól Panie Boże – prosi śpiewający – bym po mojej śmierci mógł zabrać do nieba także jego duszę. W weselszy nastrój zaraz po chwili wprowadza wszystkich stary fiński walc „Noc Jana”. Sobótkowe święta mają swoje tradycje także w Finlandii. Kolorowy tłum świętujących przemieszcza się niespiesznie. Odszukują się znajomi, jakaś rodzina już się pakuje a jej miejsce zajmują nowo przybyli. Mulle, popularna bajkowa postać, nagradza dzieci dekorujące wcześniej majstång i biorące udział w konkursach. Hojnie rozdaje słodycze nie tylko tym, którzy znali psikusy Pippi, wiedzieli, jak ubierał się Nils Holgersson czy potrafili zacytować fragmenty „Cudownej podróży”. Podczas Midsommar czymś słodkim trzeba obdarować każde dziecko. Z rąk do rąk wędrują belgijskie czekoladki, babcie dają wnuczkom tłuste ciastka semla, z nieba spada deszcz cukierków a Mulle ma jeszcze w zapasie cztery pudła lizaków.

Słońce nadal wysoko, muzyka coraz głośniejsza a ludziom przybywa animuszu. Znajomi łączą się w większe grupy, słychać biesiadne pieśni, niektórzy podrywają się do tańca. Jednak duża część uczestników Midsommar szykuje się do powrotu do domu. Tradycja każe by w rodzinnym gronie zjeść świąteczny obiad a potem spotkać się ze znajomymi w ogrodzie i ucztować do rana. Podobnie sobótkowe święto czczą Szwedzi rozsiani po świecie. Tak, jak Polacy, mieszkańcy Półwyspu Skandynawskiego wyjeżdżali niegdyś za chlebem do Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii. Początek kalendarzowego lata świętują teraz w Manitobie, Północnej Karolinie czy w Nowej Południowej Walii. Na ich stołach nie może zabraknąć śledzików na słodko, kwaśnej śmietany, chrupkiego pieczywa i domowych ciasteczek z imbirem.

Kończący świętowanie Midsommar turyści wracają do hoteli planując kolejne dni pobytu w Skanii. Jedni będą pewnie zwiedzać zabytki Helsingborga, inni udadzą się szlakiem kilkudziesięciu malowniczo położonych okolicznych wiatraków (jest ich w Skanii ponad 150 i każdy ma swoją zajmującą historię) a jeszcze inni zajrzą do którejś z kilkunastu miejscowych galerii. Warto choć przez chwilę zatrzymać się przed ołtarzem (XV. wiek) w kościele św. Marii, przed pomnikiem narodowego bohatera Magnusa Stenbocka czy w galerii drewnianych rzeźb Risto Karvinena. Dzieci koniecznie trzeba zabrać do Ptasiego Ogrodu, do Aquaparku, rybackiej wioski Råå albo do Tropikarium. Buszujących po Skanii rodaków zachęcam do wypadu w okolice jeziora Ivösjön. Znajdziemy tam krajobraz do złudzenia przypominający Normandię. Idylliczne wsie, liczne średniowieczne kościółki, mnóstwo starych legend, raj dla wędkarzy, ptakolubów i zbieraczy runa leśnego. Ceny w gospodarstwach agroturystycznych położonych wśród plantacji chmielu niewiele większe a czasem takie same, jak w Polsce. Wakacyjny bilet, który otwiera drzwi wszystkich pociągów i autobusów na terenie Skanii kosztuje jedynie 485 szwedzkich koron. Szwecja doceniając nasz rosnący globtroterski potencjał otwiera się na Polskę.

Tylko symbolicznie spędzali w tym roku Midsommar moi szwedzcy znajomi Katrina i Preben. W sobotnie przedpołudnie skoczyli na moment pod wiatrak w Fleninge i uczestniczyli w luterańskiej mszy polowej rozpoczynającej święto. Prowadzący od niedawna GoaGård - gospodarstwo agroturystyczne w okolicach Helsingborga - zajęci są poszerzaniem oferty skierowanej także do Polaków. Dwa razy dziennie trzeba nakarmić, napoić, oporządzić i wydoić 16 kóz. Konie do rekreacyjnej i rehabilitacyjnej jazdy wymagają osobnych zajęć. Dwie maciory niedawno się oprosiły więc kilka razy dziennie trzeba do nich zajrzeć. Na warzywniku w górę śmigają czerwone buraczki, w szklarni dojrzewają koktajlowe pomidory, młoda pokrzywa prosi się o przerwanie – czas robić konfiturę. A kiedy wsadzić do pieca rosnące od wczoraj bochny chleba na koziej serwatce? Kiedy zapeklować mięso na kiełbasę z wczorajszego uboju dwóch warchlaków? A poprzekładać dojrzewające miesiącami kozie sery, popakować je do pojemników przed rychłą prezentacją, dokończyć suszarnię kiełbas na stryszku, wykosić trawnik przed Midsommar i wywiesić flagę narodową. Katrina i Preben nie mają zbyt wiele czasu. Sama produkcja sera pochłania kilka godzin dziennie. Mieszanie dwóch udojów, badanie temperatury mleka i zawartości tłuszczu, przygotowanie podpuszczki, alg, innych specyfików, wirowanie, układanie na półkach, przemywanie czy wreszcie segregacja i pakowanie.

Farma moich znajomych nie jest wielkotowarowa. Kilka hektarów łąki w kameralnym zakątku meandrującego strumienia starcza na paszę dla zwierząt domowych. Produkcja ekologicznej żywności – serów, kiełbas, pieczywa, przetworów owocowych i warzywnych, nalewek oraz ziół – to atrakcja dla turystów i niewielki zastrzyk finansowy. Dojrzewające sery kozie wytwarzane w kilku gatunkach Katrina sprzedaje w paru sklepach Helsingborga po 600 szwedzkich koron za kilogram. Część, podawana z domowymi przetworami owocowymi, urozmaica menu gości gospodarstwa. Większość serwatki spijają świnie a reszta wykorzystywana jest przy wypieku chleba.

Siedzimy pod rozłożystą lipą w otoczeniu kwitnących akurat margaretek. Na stole mamy paletę serów, zestaw dżemów i konfitur a także pęto suszonej kiełbasy, melony, chude mleko i cały talerz zwiniętych podpłomyków z rozmaitym nadzieniem. Tunnbröd, produkowany obecnie w dziesiątkach rozmaitych odmian, to tradycyjne szwedzkie pieczywo. Katrina użyła miękkich placuszków wielkości naleśnika nadziewając je kilkoma rodzajami farszu. Kosztuję tego z kozim serem, następnie wegetariańskiego, potem z dziczyzną a podpłomyk z dżemem pokrzywowym zostawiam na deser. Szwedzka kuchnia nie dorównuje renomą tradycjom kulinarnym basenu Morza Śródziemnego ale sielską ucztę w Skanii zapamiętam na długo.

Podczas poobiedniej kawy słucham planów Katriny na najbliższe miesiące. Strych nad stodołą niebawem zaadaptuje na kilka kameralnych sypialni a dwie łodzie (jedna zabytkowa) przejdą gruntowną renowację. Maleńkie pole namiotowe i stanowiska na 2. przyczepy kempingowe są prawie gotowe. Wyremontuje się jedynie sąsiadujący z nimi drewniany taras. Sklepik z ekologiczną żywnością powstanie tuż obok starego spichlerza a tam będzie kawiarenka – pokazuje Katrina. Trzeba też wyczyścić sadzawkę i powiększyć warzywnik. Z czasem zlikwiduje się hodowlę warchlaków skupiając się na produktach kozich. Ważne też by strona internetowa GoaGård zawierała choćby krótką informację w języku polskim. Wdzięczny za gościnę zadeklarowałem pomoc w tej kwestii. Jestem pewien, że już niebawem w gospodarstwie agroturystycznym w Hasslarp, przy Hyllingevägen 197, coraz częściej będzie słychać polski język. Kilkanaście kilometrów na północ od Helsingborga można spędzić niedrogie (B and B – 190 szwedzkich koron) wczasy pod lipą. (www.foodart.info).

Krótko

Midsommar jest największym ludowym świętem naszych północnych sąsiadów. Głównym dniem uroczystości jest pierwszy piątek po najkrótszej w roku nocy. Każda gmina a nawet większa osada ustawia w tym dniu majowy słup, wokół którego skupiają się obchody. Majstång to zazwyczaj krzyż ze zwisającymi na ramionach zielonymi obręczami. Od jego szczytu do ziemi prowadzą ustrojone liśćmi brzozy liny dekorowane dzikimi kwiatami na początku uroczystości. Szczyt słupa często wieńczy flaga narodowa lub wstążki w narodowych barwach. W wielu miejscowościach święto rozpoczyna się luterańską mszą polową albo wystąpieniem przedstawiciela lokalnych władz.

Tradycyjnie na uroczystość pod słupem przynosi się własne jedzenie oraz napoje. W wiklinowych koszach, na wózkach ogrodowych i w turystycznych chłodziarkach ludzie mają piknikowe potrawy. To zwykle kanapki, sucha kiełbasa, sałatki, śledziki, podpłomyki, chrupkie pieczywo, domowe ciasta czy gofry. Dzieci mają w tym dniu dyspensę i zajadają się słodyczami do woli. Dorośli, tuż po głównej ceremonii, sowicie raczą się tzw. kaffegöken (kukułka). To mieszanka, pół na pół, kawy oraz białej wódki. Mieszkańcy Skanii chętnie używają skańskiej akvavit – bezpośredniej następczyni popularnego tu dawniej samogonu. Po powrocie do domu wszyscy siadają do obiadu. Głównym daniem są tego dnia młode ziemniaki z koperkiem, szczypiorkiem i kwaśną śmietaną oraz specjalny gatunek śledzi. Na sobótkowe matiasy markety proponują świąteczną promocję cenową. Do obiadu podaje się też alkohol a jako deser najpopularniejsze są rodzime truskawki z bitą śmietaną. Tradycja nakazuje by całą sobótkową noc spędzić przy stole i na parkiecie.

Początki Sofiero (Zofiówka) sięgają 1864. roku kiedy to książę Oskar, przyszły król Szwecji i Norwegii, z żoną Zofią nabyli posiadłość nadmorską Skabelycke. Na terenach byłej farmy rodzina królewska w latach 1865 – 1876 wybudowała pałac (zwany też zamkiem). Wnuk Oskara II, późniejszy król Gustaw VI Adolf i jego żona Małgorzata w 1905. roku otrzymali posiadłość w prezencie ślubnym. Książęca para od razu zajęła się renowacją zamku i uatrakcyjnieniem ogrodu. Postawiono na rododendrony i to ich rozrastająca się kolekcja przyniosła posiadłości dodatkowy splendor. W latach 1950 – 1973 pałac stanowił oficjalną letnią rezydencję szwedzkiej rodziny królewskiej. Obecnie mieści się tu mała galeria sztuki nowoczesnej, sala koncertowa, restauracja i kawiarnia. Malowniczo położone błonia udostępnia się kilka razy w roku przy okazji świąt państwowych i wielkich imprez rozrywkowych. Występowali tu między innymi Bob Dylan i Bryan Adams.

Prawie wszystko, co w Helsingborgu najciekawsze, mamy w zasięgu wzroku a do wielu atrakcyjnych punktów dojdziemy w ciągu kilku minut lub dostaniemy się sprawną komunikacją. Rynek z pięknym ratuszem w stylu duńskiego neogotyku (mieści się w nim biuro informacji turystycznej) sąsiaduje z przystanią promową, przystankiem autobusowym i postojem taksówek. Tu zaczynają się piesze i autokarowe trasy zwiedzania oraz ścieżki rowerowe. Stąd kilka kroków mamy do gotyckiego kościoła p.w. św. Marii (XIV wiek) z zabytkowym wnętrzem i słynnymi zbiorami srebra w podziemnej krypcie. W bliskim sąsiedztwie jest majestatyczna baszta Kärnan, Centrum Kultury Dunkersa (lokalne muzeum, galerie, sala koncertowa, teatr, gastronomia), kilka parków i nadmorska widokowa promenada Landborgen. Do Muzeum Morskiego dojedziemy autobusem linii 1, do Sofiero linią 219 a do największego centrum handlowego w Szwecji (Väla Centrum) linią 2. Nie tracące kameralnej atmosfery miasto (liczy 125 000. mieszkańców) ma ponad 500 sklepów, 160 lokali gastronomicznych, plażę z egzotycznymi palmami, tropikarium i unikalny zakątek Fredriksdal (Skania w miniaturze, ogród różany, wielka ekspozycja grafiki i teatr pod gołym niebem).

Tunnbröd (cienki chleb) jest szwedzkim gatunkiem tradycyjnego wiejskiego pieczywa znanego w tym kraju pod wieloma postaciami. Należy do tej samej rodziny prostych wypieków co yufka, lawasz, tortilla, tabouna, lepioszki albo podpłomyk. Powstaje przy użyciu jedynie mąki, wody i soli. Rodzaj mąki – żytnia, pszenna, jęczmienna lub ich mieszanka decydują o smaku pieczywa. Gotowy wyrób może być elastyczny - zawija się w niego farsz - lub twardy, który można posmarować albo ułożyć na nim np. kawałek zgliwiałego śledzia (surströmming). Podczas postu przed Bożym Narodzeniem pokruszony tunnbröd wrzucano niegdyś do rosołu powstałego przy gotowaniu świątecznej szynki (dopp i grytan – maczane w kociołku). Dzieje tego wypieku w Skandynawii liczą ponad tysiąc lat i wiążą się podobno z podbojami Wikingów. Trwające wiele miesięcy morskie wyprawy nie mogły się odbywać bez odpowiednio preparowanej żywności. W późniejszych czasach te podpłomyki powstawały też podczas wypieku chleba w piekarniach. Kawałki rozwałkowanego ciasta rzucano do pieca by zbadać jego temperaturę.

Zdjęcia do artykułu (10)

chleb.jpgdance.jpgevent.jpgkozy.jpgmajstang.jpgmulle.jpgsalam.jpgsery.jpgsofiero.jpgwindmill.jpg

Więcej z Europy