Geozeta nr 3Afryka

Historyjki z Maroka

Anna PacholakMaroko

Staliśmy na pokładzie z wiatrem hulającym po głowach, wpatrzeni w nowy ląd wyłaniający się z przestrzeni przed nami... Nie płynęliśmy na koniec świata - choć któż wie gdzie on jest... Płynęliśmy do północnych brzegów Maroka ."Punta Europa" była jedynie promem, a podróż trwała zaledwie półtorej godziny - jako, że odległość dzieląca Gibraltar od Ceuty wynosi czternaście kilometrów. Przed nami - nowa przygoda, ale czy nasz kochany dwudziestojedno letni mercedes bus pieszczotliwie zwany Kubusiem stawi jej czoła?.. Nie wiedzieliśmy co się może zdarzyć...

Mapa trasy: Historyjki z Maroka
Mapa trasy

Rif

Rankiem przekroczyliśmy granicę i wjechaliśmy w Rif. Upał nie zadziwiał nas w przeciwieństwie do widoków: wapienne pasma gór porośnięte sosną, dębami i oliwkami; w dole wiły się dolinki rzeczne; nieopodal kwitły różowe oleandry i dojrzewały kolczaste opuncje; i ten zapach....Zza okien samochodu dopływał co jakiś czas słodki, nieco mdławy, intensywny zapach...- to przecież marihuana! (Cannabis sativa indica) Znajdujemy się w centrum upraw tej rośliny popularnie zwanej tu kifem. To ona stanowi główne źródło dochodów mieszkających tu górali, a nie cebula wisząca na przydrożnych straganach, która wydaje się być jedynie kamuflażem...

Chechaouen

Zamieszkaliśmy na wzgórzu ponad miasteczkiem. Pewien staruszek raz po hiszpańsku raz po francusku i arabsku opowiada nam legendę o brzęczących drzewach - bo rzeczywiście rosnące tu eukaliptusy (sztucznie wprowadzone) co jakiś czas wydawały dziwne dźwięki. "To muzyka gór. Drzewa płaczą, bo umierają..."Patrzymy po sobie zadziwieni. Cóż.....muzyka gór. Wieczorem, ogromny chrząszcz usiadł na gałęzi i zaczął brzęczeć. Ach...to muzyka gór... Następnego dnia część z nas wybrała się na wycieczkę w góry. Wrócili przynosząc w kieszeni kilka brązowych kulek przypominających wyglądem kozie bobki...- a więc to jest słynny miejscowy haszysz...

Włóczymy się po przepięknym błękitno-białym miasteczku. Wąskie, brukowane uliczki dają cień nawet w południowych godzinach. Domki ze ścianami bielonymi wapnem przypominają styl andaluzyjski. Jest popołudnie. Muezzin nawołuje na modlitwę do meczetu. Przeciągłe :"Allah akbar" unosi się nad miastem i odbija echem od otaczających zboczy gór. Tak dzieje się pięć razy dziennie. Kobiety i mężczyźni w powłóczystych dżillabach podążają na modlitwę. Nam nie muzułmanom - czyli niewiernym do meczetu wejść nie wolno. Siadamy więc w knajpce na głównym placu nad słodką miętą zwaną powszechnie e-tejem i chłoniemy widoki z codziennego życia w jakże odmiennej dla nas kulturze.

Fes

Już na początku zgubiliśmy się w plątaninie uliczek mrocznej, ale urokliwej mediny. Nagle pojawił się życzliwy nagabywacz - przewodnik, który pokazał nam to niesamowite miasto, pełne kontrastów, kulturowego kogel-mogla (berberyjsko-arabsko-żydowsko-chrześcijańskiego). Mijaliśmy: piekarnie, tkalnie, stolarnie, garbarnie, farbiarnie - rzemieślnicze manufaktury, jakże charakterystyczne dla tego miasta. Migały nam przed oczami: kolorowe kramy; muły z ogromnymi tobołami; piękne mozaiki o wymyślnych wzorach; śniade, rozkrzyczane dzieci; stare, drewniane, ornamentowane drzwi; grube, odrapane mury i gwarny, barwny tłum kłębiący się we wszystkich kierunkach. Wyjechaliśmy obładowani w pled i dwa koce, których wcale nie zamierzaliśmy kupić, ale za to jakże bogatsi o sztukę targowania...

Park Tazekka

Podróż w Atlas Średni zaowocowała wieloma interesującymi znajomościami. Poznaliśmy wiele obyczajów autochtonów oraz ważne elementy ich języka np.: hmaar-osioł, mzjen-dobry. Sam Park Tazekka, położony w górach sięgających dwóch tysięcy metrów, jest miejscem o bardzo ciekawej, złożonej i nie poznanej do końca geologii: część wschodnia zbudowana jest głównie z wapieni i dolomitów, zachodnia zaś ze zmetamorfizowanych łupków; odnaleźliśmy również wychodnie skał wylewnych i magmowych świadczących o dawnej działalności wulkanicznej w tym regionie.

Zachwycił nas pszenno złoty płaskowyż Dayat Chiker, otoczony wapiennymi zboczami porośniętymi jałowcami, dębami korkowymi i ostrolistnymi oraz piękne nie poznane jaskinie. Ogromną atrakcją jest zwłaszcza Gouffre de Friouato - niesamowita jaskinia zaczynająca się szerokim, dwustu metrowym awenem - udostępniona dla turystów. W głębinach korytarzy znajdują się fantastyczne nacieki skalne. Część zachodnia parku ma zupełnie inny charakter. Przekonaliśmy się o tym podczas wycieczki na Jbel Tazekka (1980 m.n.p.m.) do rezerwatu cedrów. Marsz w takim upale przez porośnięte jedynie suchą trawą połoniny posiadał swoisty urok. Z dziką radością powitaliśmy pierwszy, samotny cedr i cień pod nim. Czy to na skutek rabunkowej działalności człowieka, czy może zbyt małej wilgotności - zwarty las cedrowy rośnie dopiero na wysokości 1800 m.n.p.m. Stare, grube drzewa o płaskich lub parasolowatych koronach wyglądały bardzo dostojnie. A na szczycie niespodzianka: obiad - tradycyjny gulasz tajine, na który zaprosili nas stacjonujący tam żołnierze. Chcieliśmy wysłać do nich pocztówkę z Polski, szkoda tylko, że nie umieją czytać...

Park Azrou

Udało się nam odnaleźć takie miejsce, w którym nie tylko rósł najwyższy cedr w Maroku, ale i mieszkały makaki magoty (najbardziej wysunięte na północ stanowisko małp w Afryce), gdzie można kupić bimber figowy...

Kaskady d'Ouzoud

Jest stromo pod górę. Ani my, ani "Kubuś" nie możemy wytrzymać tego upału. Zatrzymujemy się po każdym podjeździe. Woda wrze w chłodnicy. Polewamy ją pitnymi zapasami i ruszamy dalej. Dookoła wulkaniczny krajobraz. Jest potwornie sucho. Nic tu nie rośnie. Mijamy wychodnie popiołów.To kraina diabła. Dokąd my zmierzamy? Tam na górze nie ma pewnie o tej porze roku żadnego wodospadu, ani kropli wody.

A jednak...Ponad stu metrowej wysokości kaskady ociekały czerwono brunatną wodą przeplecioną łukiem kolorowej tęczy. Wiosną ta woda jest niebieska, jak na fotografii w przewodniku. Ale teraz wygląda chyba bardziej niesamowicie. Jest ładnie. Tylko trochę za dużo turystów...

Marrakesz

"Perła rzucona na Atlas" - jak mówi poeta...Stolica Berberów - rdzennych, płomiennowłosych mieszkańców Maroka. Miasto w kolorze ochry. Posiada niezwykły i specyficzny nastrój, którym można zostać oczarowanym. Główny plac-Jemma el Fna: muzyka i taniec, sprzedawcy soku pomarańczowego, kramy, pisarczycy, zaklinacze węży...A dalej...magia małych uliczek, zaułków, w które wkraczamy już bez obawy... Nie możemy przejść, bo znowu zaparł się osioł. Dałam pomalować sobie dłonie henną w tradycyjne wzory - mają mnie chronić od złych uroków...Zmyły się po tygodniu.

Atlas Wysoki

Dzikie, nieprzystępne, surowe góry. Pierwszy raz od ponad miesiąca jest chłodno. Długie, strome podejścia i takież zejścia. Pustka..., przestrzeń..., kamienie ...., kamienie...Wychodzimy ponad chmury, które wchodzą między nas. Cisza... W tym czasie ryży berber o imieniu Omar i jego dzielne, równie ryże kury pilnowały naszego samochodu, który czekał na nas na dole w Imlil-miasteczku na morenie. To nie prawda, że na Toubkal (4165 m n.p.m.) nie da się wejść bez wynajmowania przewodnika i mułów; szlak można odnaleźć samemu. Niektórzy mieszkańcy gór nie mówią nawet po arabsku.

Znowu Marakesz

Plac Jemma el Fna. Szalony wieczór, szalony tłum, szalona zabawa. Burczy nam w brzuchach. Nie możemy się oprzeć nęcącym zapachom. Siedzimy na ławeczkach i czekamy na zamówione jedzenie. Ponoć co drugi turysta wyjeżdża z Maroka zarażony pasożytami lub jakąś chorobą. Czy w naszych daniach będzie porcja: ameby, żółtaczki, czerwonki, cholery? Ale statystycznie takie same szanse mają siedzący obok Niemcy... Opuszczamy Marakesz nie bez sentymentu i ... najedzeni.

Zachodni Antyatlas

Z geologicznego punktu widzenia dopiero tu zaczyna się prawdziwa Afryka. Klimat jest bardziej gorący i suchy niż dotychczas. Złotopomarańczowe stoki sięgają dwóch tysięcy metrów. Rosną na nich głównie kaktusy, opuncje, kolczaste krzewy i drzewa endemicznej arganii żelaznej, którą upodobały sobie kozy; w poszukiwaniu młodych pędów są w stanie wejść nawet na sam jej czubek, w dodatku całym stadem. W dolinach rzek rozwijają się oazy.

Docieramy do miejsca, gdzie stare prekambryjskie granity na skutek erozji eolicznej utworzyły fantastyczne formy. To jedno z piękniejszych miejsc jakie widzieliśmy w Maroku. Krajobraz zachwyca różnorodnością form. Idąc w głąb doliny natrafiamy na coraz to ciekawsze kształty. Nagle dostrzegamy niebieskie i czerwone głazy. Na szczęście ich widok nie był skutkiem naszego udaru mózgu. To pewien belgijski artysta wpadł na pomysł pomalowania ich na ten kolor...

Wracamy do wejścia doliny, gdzie na arganiach siedzą kozy. Osły noszą pakunki ze słodkimi strąkami ceratonii - drzewa zwanego chlebem świętojańskim. Miejscowa ludność wyrabia z nich oleistą masę podobną w smaku do czekolady. Kobiety chodzą zawoalowane i ubrane są całe na czarno. To chyba jakaś tradycja - zastanawiamy się. Nie - na czarnym ubraniu kurz i pył jest mniej widoczny; takie ubranie jest dla kobiet praktyczne - tłumaczy nam sprzedawca z pobliskiego miasta Tafraoute.

Jest już koniec września. "Kubuś" nas nie zawiódł. Nigdy nie "rozkraczył się na dobre". Choć wiele razy musieliśmy wykazać wiele zaradności, by wrócić go do "życia". Chcielibyśmy jechać dalej na południe, ale to już chyba inna wyprawa...Mimo, iż czas jest względny - według kalendarza muzułmańskiego mamy dopiero rok 1417 - pora wracać...

Więcej z Afryki

Kapsztad

Marzena KądzielaRepublika Południowej Afryki