Wydanie internetoweEuropa

Kopenhaskie wspomnienia

Daria ParyłaDania

Dzień 1 - Wszystko co duńskie jest mi obce

16.06.08. Wrocław, godzina 12.30. Odlot do Kopenhagi. Z niecierpliwością czekam na wejście do samolotu. Do Skandynawii lecę po raz pierwszy, czuję ogromną chęć poznania innej rzeczywistości i zasmakowania przygody. Lotnisko wita pasażerów wielkim neonem Welcome To Wonderful Copenhagen. Stawiam sobie cel: przekonać się, czy stolica Danii rzeczywiście jest taka wspaniała. Kopenhaga wita mnie deszczem, jednak zza chmur widać pierwsze promienie słońca. Jestem w Danii!

Dzień 2 - Zwiedzania miasta na rowerze i niezapomniany smak lagkage

Udało się zdobyć rower! Najlepszy i najwygodniejszy środek transportu w Danii. Cykliści traktowani są jak kierowcy samochodów. Mają swoje trasy, sygnalizację świetlną. Elegancko ubrani ludzie mkną do pracy na jednośladach, w godzinach szczytu kopenhaskie ulice przepełnione są rowerzystami. Duńczycy uważają, że podróże rowerem są nie tylko pożyteczne dla środowiska, ale pomagają również zachować kondycję i dobry nastrój.

Późnym popołudniem próbuję pysznie wyglądających, lecz źle smakujących schokaladesnejle (czekoladowe ślimaki). Największe wrażenie robi na mnie lagkage, który jest typowo duńskim tortem. Smakuje wyśmienicie i tak samo wygląda. Smaki i zapachy, Dania nie jest krajem monotonnym. Duńska kuchnia jest zróżnicowana. Duńczycy z ogromną starannością przygotowują i celebrują wspólne posiłki.

Spotkania z rodziną i przyjaciółmi nie mogą odbyć się bez kawy i słodyczy – dużą sympatią cieszy się aeblekage (rodzaj ciasta jabłkowego, deser na bazie musu) i smaakager’y (tradycyjne ciastka, znane w Polsce jako herbatniki). Późne popołudnie jest dla Duńczyków czasem zarezerwowanym na obiad; podawane są różnego rodzaju mięsa, ziemniaki i warzywa (przeważnie w occie). Z wielką ciekawością próbuję wszystkiego. Mieszkańcy Danii chętnie jedzą ryby, ryż, makaron. Tradycyjnymi napojami są: woda (najlepiej z kranu), soki, kawa, herbata, dzieciom podawane jest zimne mleko. Duńczycy chętnie sięgają po alkohole; dużą popularnością cieszy się wino, piwo, wódka (popularna snaps).

Zapamiętuję smak i zapach ciemnego żytniego chleba, wprawdzie jest bardzo kwaśny, ale podany z tradycyjnym duńskim masłem dobrze smakuje. Do wody pitej prosto z kranu chyba nigdy się nie przekonam.

Dzień 3 - Język duński, czyli Jeg forstar ikke

Restauracja na obrzeżach miasta, godzina popołudniowa. Mnóstwo ludzi, wchodzę. Chcę zamówić coś zimnego. Słyszę zapytanie w języku duńskim. Odpowiadam: I don’t understand. Zostaję zrozumiana, jednak na dalszą rozmowę z kelnerem nie mam co liczyć. Jest Duńczykiem i nie zna podstaw angielskiego. Po kilku minutach wychodzę. Udaję się do pobliskiego Mc Donalds’a. Pracownicy znają angielski. Ulga…

Dzień 4 - Stroget – najpiękniejszy deptak Europy

Stroget tętni życiem przez okrągłą dobę, może się podobać i irytować wszędobylską komercją. Turyści z całego świata, głośne rozmowy, świat niczym z bajki Andersena. Na Strogecie nie spędzam dużo czasu, nie kupuję żadnych pamiątek, robię tylko kilka zdjęć – utrwalam chwilę, która nigdy więcej się nie powtórzy. Na Strogecie zawsze jest tak samo, czyli tłoczno i głośno. Docieram do placu Nytorv, gdzie odnowione kamienice przypominają o wielkiej historii miasta. Zatrzymuję się na chwilę, zaintrygowana bogatą architekturą i nowoczesnością tego miejsca.

Dzień 5 - Rosenborg i Amalienborg

Symbol Danii – Rosenborg, najsłynniejsze kopenhaskie muzeum. Wielkie eksponaty dają turystom prawdziwą lekcję historii: mamy okazję poznać przeszłość dynastii Oldenburgów. Architektura zamku w stylu renesansu niderlandzkiego, dbałość o każdy szczegół - duńska precyzja…
Amalienborg - zimowy pałac królewski duńskich monarchów, również ich oficjalna rezydencja. Pałac składa się z czterech części: Pałac Moltkego, Pałac Levetzaua, Pałac Schacka, Pałac Brockdorffa. Zwiedzanie Amalienborg jest największą rozrywką zarówno dla turystów, jak i dla Duńczyków.

Dzień 6 - Ogrody Tivoli – bajka w centrum miasta

Tivoli - największy park rozrywki w Kopenhadze. Bez względu na wiek, każdy czuje się tu jak dziecko. Kolejki stanowią wielką atrakcję, dużym powodzeniem cieszą się również przedstawienia pantomimy i koncerty. Tivoli posiada również swoją gwardię, służą w niej młodzi ludzie, ubrani w reprezentacyjne mundury. Cztery godziny spędzone w Ogrodach Tivoli mijają niepostrzeżenie; czas nie ma tutaj znaczenia, jest jedynie licznikiem niezapomnianych chwil.

Dzień 7 - Den Lille Havfrue, czyli moje spotkanie z Kopenhaską Syrenką

Z samego rana udaję się do kopenhaskiego portu. Syrenka jest symbolem Kopenhagi i dumą jej mieszkańców. Ogromny posąg przedstawia Małą Syrenę – bohaterkę baśni Andersena. Syrenka była wielokrotnie niszczona, jednak zawsze udawało się ją uratować. Jej historia jest równie niezwykła, jak bohaterowie bajek Andersena. Znów duńska bajka…

Dzień 8 - Śladami Andersena - Nyhavn

Nyhavn urósł już do rangi kolejnego symbolu miasta. Ceny są bardzo wygórowane, jednak turystów to nie zraża. Zatrzymuję się w małej restauracji, podziwiam przycumowane wzdłuż kanału statki, ludzie głośno rozmawiają o Andersenie - właśnie tu mieszkał i tworzył. Podążam jego śladami, historia Andersena nie została zapomniana, czego dowodem są wciąż chętnie czytane baśnie.

Dzień 9 - Gmina Tårnby – spokój, cisza, monotonia

Zielone parki, rowery i zadbane domy – tak w telegraficznym skrócie można opisać Gminę Tårnby. W południe przyjeżdżam na miejsce. Udaję się do pobliskiego sklepu, znów kłopot z komunikacją. Nie zrażam się, próbuję po duńsku. Wychodzi chyba słabo, bo sprzedawca zaczyna się śmiać, ale udaje się! Ludzie żyją własnym rytmem, są otwarci na turystów, starają się im pomóc. Mam wrażenie, że czas nie ma tu znaczenia. Odwiedzam zadbany i spokojny park. W małym stawie kąpieli zażywają kaczki, nie boją się przechodniów – wręcz przeciwnie – płyną w ich kierunku. Decyduję się na powrót do miasta, zaczyna padać deszcz. Wskakuję na rower, przede mną 7 km drogi do centrum Kopenhagi. Nie zdążyłam przed ulewą, która złapała mnie na czwartym kilometrze. Nie poddałam się, dzielnie walcząc z mokrym ubraniem i kałużami na ulicy.

Dzień 10 - Giełda Borsen wizytówką miasta

Najbardziej charakterystyczna budowla miasta. Szczyt budynku składa się ze czterech skręconych smoczych ogonów. Dawniej była tu giełda, obecnie mieści się tu Duńska Izba Handlowa. Wrażenie robi przede wszystkim ciekawa architektura. Dzięki doskonałej komunikacji na Borsen łatwo trafić prawie z każdego zakątka miasta. W Danii komunikacja miejska jest na bardzo wysokim poziomie. Bezpieczne metro, autobusy kursujące w różne strony miasta są niezwykle punktualne, jedynie ceny taxi są zatrważająco drogie. Prawdziwy Duńczyk prawdziwą sympatią darzy rower.

Dzień 11 - Runda po sklepach, czyli duńskie zakupy

Decyduję się na metro, najszybciej i najłatwiej dotrzeć z Kastrup do Fasanvej. Ciągle pada deszcz, ale taka pogoda nie robi na Duńczykach żadnego wrażenia. Wchodzę do kilku sklepów, same przeceny i promocje, choć ciągle drogo. Czuję się jak w Polsce.

Dzień 12, 13 - Przygotowania do powrotu

Czas szybko płynie, duńskie wakacje kończą się!
Jestem w samym centrum Kopenhagi, obserwuję miasto. Czerwcowe słońce intensywnie świeci. Wszystko wydaje się proste i normalne. Gołębie zbierające resztki jedzenia, miejski pośpiech, beztroska. Moje wakacje już przechodzą do mojej małej historii. Patrzę na grupy roześmianych przechodniów i myślę, że dawno nie widziałam tak spontanicznego wyrażania radości. Jaka jest Dania? Nowoczesna, minimalistyczna, spokojna, skromna i dostojna. Ceny w Danii są bardzo wygórowane. Dla turysty z Polski mogą być sporym zaskoczeniem. Jakimi ludźmi są Duńczycy? To zróżnicowany naród, przykładający dużą wagę do tradycji, zdystansowani, czasem zamknięci w sobie, chłodni.

Jest późne popołudnie, pakuję walizkę i kolejny raz sprawdzam w Internecie godzinę odlotu. Te dni spędzone w Kopenhadze były ciekawym doświadczeniem. Nauczyły mnie oszczędności, wytrwałości i pokazały, że cieszyć można się prawie ze wszystkiego. Danii mówię TAK, co znaczy DZIĘKUJĘ!
Wielki neon, który wita pasażerów na lotnisku idealnie przepowiedział mi wspaniałe wakacje. Zatem Goodbye Wonderful Copenhagen!
Było pięknie, było dobrze, było beztrosko; czułam się, jak u siebie. Trzeba wracać do Wrocławia…

Dzień 14 - Wszystko co duńskie jest mi bliskie

Poranek. Udaję się na lotnisko Kastrup. Wylot do Polski o 10.30. Odprawa trwa krótko, spotykam Polaków wracających z pracy w Kopenhadze do Wrocławia. Rozmawiamy o atrakcjach miasta, wchodzimy na pokład samolotu, planujemy kolejną wizytę w Kopenhadze. Jeden z nich pyta kiedy wracam do Danii? Odpowiadam: niebawem. Tak, niebawem.

Strona internetowa autorki: www.picasaweb.google.com/dariaparyla

Zdjęcia do artykułu (5)

dania01.jpgdania02.jpgdania03.jpgdania04.jpgdania05.jpg