Wydanie internetoweAfryka

Egipska "czterdziestka czwórka"

Dawid JankowskiEgipt
Egipska "czterdziestka czwórka"

Towarzystwo rurociągu naftowego. Pustynny krajobraz urozmaicony palącymi się szybami gazowymi i naftowymi, pola minowe. Nowoczesne ośrodki turystyczne i surowa bezkresna pustynia. Takich niesamowitych doznań dostarczyła mi podróż drogą numer 44, pełną kontrastów i zaskakujących krajobrazów jak sam Egipt.

Mapa trasy: Egipska "czterdziestka czwórka"
Mapa trasy

Śpiąca Al Ghardaqah

Jest 3 w nocy, jednak już od 15 minut jestem na nogach. Stoję przed swoim hotelem i czekam na przyjazd autokaru, który zabierze mnie do Kairu.

Noc jest ciepła, czarna i bezksiężycowa. Pierwszy raz widzę tak czarne niebo. Kolejnym zaskoczeniem jest niewielka różnica między temperaturą dzienną, a nocną, najwyżej kilka stopni. Myślałem, że chociaż w nocy skwar da trochę odpocząć człowiekowi. Na twarzy czuję ciepły, niemal porywisty podmuch pustynnego wiatru, który niesie ze sobą drobinki piasku rozbijające się o twarz, niczym setki drobnych igiełek. Uczucie jest niesamowite.

Hurghada (po arabsku Al Ghardaqah) jest trochę opustoszała. Niewielu turystów pojawia się o tej porze na ulicach, jedynie miejscowa ludność korzysta z nocnego uroku miasta. Są to przeważnie mężczyźni (kobiet nie spędzają wolnego czasu z mężczyznami), którzy siedzą i rozmawiają w knajpkach przy malutkich stoliczkach popijając słodką, arabską herbatę podawaną w małych szklaneczkach. Jest cicho i spokojnie. Nie ma hałasu samochodów z pośpiechem przemieszczających się po wąskich uliczkach, ani odgłosów sklepikarzy i restauratorów zachęcających turystów do skorzystania z ich oferty. Miasto śpi.

Pora wyjazdu nie jest przypadkowa, przede mną 550 km jazdy przez Arabską pustynię, a w miejscu docelowym mam się zjawić wczesnym przedpołudniem. Jak się później okazuje nie tylko ja musiałem zerwać się tak wcześniej z łóżka. Trzecia w nocy to pora, kiedy większość autobusów z turystami wyrusza do stolicy Egiptu.

Spotkanie z naszymi cieniami

Jestem już w drodze. Autobus przemierza spokojne ulice miasta, aż w końcu zatrzymuje się na wielkim podmiejskim parkingu. Jest bardzo ciemno. W światłach autokaru ukazują się sylwetki jakiś osób. Zainteresowany wychodzę z autokaru rozejrzeć się, pod pretekstem skorzystania z toalety. Nie wiem co się dzieje. Widzę cztery terenowe samochody z ciężkimi karabinami maszynowymi, około dwudziestu policjantów uzbrojonych w karabiny maszynowe i dziesięciu tajniaków w garniturach pod którymi, mają ukryte uzi. Zastanawiam się o co chodzi. Dlaczego nie jedziemy. Kierowca po kilku minutowej rozmowie z facetem w czarnym garniturze, wyjaśnia nam łamaną angielszczyzną, że musimy poczekać na kilka innych autokarów z turystami zmierzającymi do Kairu. Dalszą część drogi będziemy przemierzać w konwoju ochranianym przez policję (w Egipcie powstał specjalny oddział policji turystycznej, zajmujący się ochroną turystów) i specjalnych agentów.

Wymóg ten został wprowadzony przez prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka po licznych napaściach fundamentalistów islamskich na zachodnich turystów w latach dziewięćdziesiątych. Jeden z najbardziej brutalnych ataków miał miejsce w listopadzie 1997 roku, 58 zachodnich turystów zostało zabitych w okolicach Luxoru przez fanatyków z Al - Gama al Islamiya. Tego typu incydenty powodowały derastyczny spadek ruchu turystycznego, który jest głównym źródłem dochodu Egipcjan. Dlatego prezydent postanowił stworzyć specjalny, wydzielony oddział policji turystycznej (w skład jej wchodzą zwykli policjanci i specjalni tajni agenci), do której zadań należy ochrona turystów zarówno w miastach jak i poza nimi.

Wschód słońca nad pustynią

Konwój składa się z 10 autokarów i 4 samochodów ochrony. Dwie terenówki zabezpieczają czoło i tył konwoju, natomiast pozostałe dwie poruszają się po lewym basie, co i raz zwalniając i przyśpieszając. Jest tak ciemno, że przez okna autobusu (które są przyciemniane) widać jedynie wydobywający się ogień z szybów gazowych. Jest ich mnóstwo, niektóre są daleko od drogi, z kolej inne są tak blisko, że przejeżdżając koło nich czuć gaz. Z niecierpliwością czekam na pierwsze promienie słońca, które odsłonią przede mną kolejne tajemnice pustyni. Większość osób podróżujących ze mną już dawno śpi. Jednak nie daję za wygraną i czekam na wschód słońca.

Moje poświęcenie zostaje wynagrodzone. Widok jest niesamowity. Pomijając piękny wschód słońca. Pustynia Arabska ukazuje wiele innych niespodzianek, nie jest piaszczysta, teren jest kamienisty i żwirowaty. Ponadto krajobraz wzbogacają liczne odłamki spalonych opon oraz wraków samochodów. W niektórych miejscach można również dostrzec pola otoczone zardzewiałym drutem kolczastym i oznaczone tabliczkami informującymi o obecności min na tym terenie. Taki widok, wymóg jazdy w ochranianym konwoju powoduje, iż czuję się jak korespondent wojenny a nie jak turysta.

Osada ulicznych wojowników

Po kilku godzinach jazdy przez bezkresną pustynie konwój dociera do małej miejscowości Ra's Gharib. Na przedmieściach zatrzymujemy się na krótki postój. Wszyscy turyści od razu zmierzają w kierunku jedynego zajazdu, ja postanawiam się rozejrzeć. Widok nie pozostaje w pamięci obojętny. Jest tutaj jedno skrzyżowanie, zajazd, stacja benzynowa, kilka niezamieszkałych, zdewastowanych lepianek i zdezelowany posterunek policji. Miejsce to jest tak surowe i nieprzyjazne, że wygląda jak opustoszałe miasta "ulicznych wojowników" z Mad Maxa. Wszystko jest w ruinie, na ścianach posterunku policji widać ślady po kulach, elewacja jest wypalona przez silne pustynne słońce. Jedynie stacja benzynowa i zajazd jakoś funkcjonują. Taki widok działa na wyobraźnię.

Kontrastowa końcówka

Ruszamy dalej w trasę. Zaczynam powoli myśleć, że ta mała mieścinka to swego rodzaju punkt kulminacyjny drogi do Kairu. Kilkadziesiąt kilometrów za nim krajobraz ulega zmianie. Droga zaczyna prowadzić wzdłuż brzegu Morza Czerwonego. Niekiedy, jak ma się szczęście, można zobaczyć wyskakujące z wody delfiny. Natomiast w oddali na zachodzie w głębi lądu widać szeregi elektrowni wiatrowych. Z kolejnymi pokonywanymi kilometrami zaczyna pojawiać się, wzdłuż drogi, infrastruktura turystyczna. Powstają nowe kolorowe kompleksy turystyczno - rekreacyjne z hotelami, basenami i innymi atrakcjami, które mają przyciągnąć turystów nad Morze Czerwone.

Powoli zaczynamy żegnać się z towarzystwem wody. Droga odbija na zachód i znowu zaczyna prowadzić tylko przez pustynię. Widok ten zaczyna już być zbyt monotonny. Tylko kamienie i piasek. Nagle konwój się zatrzymuje na środku drogi. Dookoła nie ma nic. No tylko w oddali udaje mi się dostrzec kilka czołgów i wozów opancerzonych stojących w rzędzie w głębi pustyni. Jak zostajemy później poinformowani to już jest ostatni postój przed wjazdem do Kairu. Do miasta pozostało około 50 km. Jestem zadowolony, ponieważ już ten pustynny krajobraz zaczynał mnie nudzić.

Trzeba przyznać, że przez Egipt dosyć szybko się podróżuje. Na trasie nie spotyka się za wiele samochodów, jednak jeśli już się pojawi jakiś trzeba uważać, nikt tu nie respektuje przepisów. Nie dziwi tu nikogo jazda pod prąd albo nieoświetlony pojazd mknący nocą. Mimo wszystko trzeba przyznać, że egipskie drogi są w miarę równe i w większości to długie proste. Dlatego można rozwijać dość przyzwoite prędkości i jedzie się dość komfortowo. Trasę 550 km pokonaliśmy w około 6 godzin.

Więcej z Afryki

Kapsztad

Marzena KądzielaRepublika Południowej Afryki