Wydanie internetoweAzja

W kraju przyczajonego tygrysa

Aneta NowickaChińska Republika Ludowa

Posiadanie dziecka to szczęście. Narodziny chłopca w Chinach to wielka radość. Ale druga ciąża jest już partyzancką walką z chińską władzą.
"Kiedy Lihong spodziewała się drugiego dziecka, urzędnicy zawitali do jej domu. Przeszukano pokoje państwa Zinhou, sprawdzono informacje u sąsiadów. Lihong zdążyła uciec, inaczej zabrano by ją do szpitala i wykonano przymusową aborcję, którą wykonuje się nawet w 8 miesiącu ciąży."

Mapa trasy: W kraju przyczajonego tygrysa
Mapa trasy

Od pierwszego kliknięcia/Od pierwszego wejrzenia

W samolocie do Pekinu oglądam film produkcji chińskiej. Historia opowiada o młodym małżeństwie. Gdy świeżo poślubiona żona zostaje odrzucona przez zazdrosnego męża, musi powrócić domu swoich rodziców. Dla zamężnej kobiety to największa hańba. W końcu małżonkowie godzą się, mąż przyjmuje z powrotem żonę do swojego domu. Symbolem pojednania jest umycie teściom stóp. Ląduję w Pekinie i wsiadam w kolejny samolot. Duże miasta jak Pekin, czy Szanghaj mają być wizytówką komunistycznych, ale i prężnie rozwijających się gospodarczo, otwartych na wymianę handlową Chin.

Główne trasy turystyczne są czyste, wokoło piętrzą się nowoczesne biurowce, a na starym mieście wciąż można oglądać zabytki z czasów dynastii Ming. Ale nawet w centrum miasta, pośród strzelistych biurowców i budowlanych inwestycji stoją jeszcze rzędy niskich osiedli, prawie slumsów. Przeciętni Chińczycy, żeby utrzymać się przy życiu, wprost na ulicy- gotują, prasują, strzygą, przewożą rikszami. Psuje to nowy wizerunek Pekinu i innych nowoczesnych miast. Władza chce wysiedlić ludzi z centrów, wyburzyć osiedla, a na ich miejsce postawić nowe biura. Mieszkańcy nie chcą się przenieść, ale ceny nieruchomości rosną, a na plecach czuje się oddech służby Mao.

Prowincja Fujian, do której się udaję, jest położona w południowo- wschodnich Chinach, około 1700 km od stolicy państwa. Mieszkam na wsi u Państwa Zinhou w tradycyjnej chacie z klepiskiem, woda pochodzi ze studni i przynoszona jest tradycyjnie- na plecach. Jeszcze w Fozhou, mieście "wojewódzkim" prowincji Fujian na budynkach widnieją reklamy największych koncernów. W małych miasteczkach ulice nocą są nieoświetlone, część dróg jest ubita z ziemi. Tam władza nie inwestuje.

Państwo Zinhou, o których mieszkam to para staruszków. Żeby się utrzymać, uprawiają ziemię, a na niej trochę ryżu, orzeszki ziemne. Mają piątkę dorosłych dzieci, w tym trzech synów i dwie córki. Jedna z córek pochodzi jeszcze z poprzedniego małżeństwa obecnej pani Zinhou. Z poprzednim mężem obecna Pani Zinhou nie mogła mieć więcej dzieci, a brakowało potomka, więc adoptowano chłopca. Po śmierci ówczesnego męża wyszła za Pana Zinhou i urodziła jeszcze trójkę dzieci- dwóch chłopców i dziewczynkę. Jeszcze trzydzieści lat temu państwo nie ingerowało w liczbę urodzin.

Dzieci są już dorosłe, mają rodziny. Ostatni ożenił się najmłodszy syn, Huaping. Zawarto ślub kontraktowy. Feng Yin i Huaping spotkali się tylko raz przed ślubem, w towarzystwie swata i rodziny. Pilnuje się, by nie dochodziło między przyszłymi małżonkami do żadnych innych spotkań. Po spotkaniu oboje wyrazili wzajemną aprobatę i po kilku dniach zawarto małżeństwo.

Mieszkając w międzynarodowym akademiku w Austrii, spotkałam pewną chińską parę. Razem zajmowali jeden z sąsiednich pokoi. Nie byli małżeństwem. O tym nieformalnym związku dowiedziała się rodzina dziewczyny. W akademiku zjawiła się jej ciotka z Chin, która kategorycznie zabroniła wspólnego mieszkania. Dziewczyna uległa, od tego czasu ona i on wynajmowali dwa osobne pokoje, chociaż było to dla nich duże finansowe obciążenie.

W zawierane tradycyjnie śluby wkracza nowa technologia. Młodsza siostra Feng Yin poznała chłopaka przez Internet na czacie. Jest Chińczykiem, ale mieszka w Argentynie. Podobają się sobie, wymienili już zdjęcia. W zaręczynach pomogła kamera internetowa. Świeża narzeczona martwi się, czy zabierze w podróż życia wszystkie potrzebne rzeczy. Za miesiąc wylatuje do Argentyny. Tam się pobiorą.

Luksusowy chiński mur

Huaping jeszcze przed ślubem mógł wybrać sobie prezent. W zamian za żonę otrzymał wymarzony motor. Pojazd stoi teraz dumnie w gościnnym pokoju, w domu jego rodziców. Huaping niestety nie korzysta z niego często, ponieważ mieszka teraz w małym mieszkanku w Pekinie, skąd wysyła towary na handel do Rosji. W Moskwie są już jego dwie siostry: Xiao Xia i Lihong. Siostry z mężami rozprowadzają towar, a Huaping kontroluje dostawy. Dzieci sióstr zostały na wsi u dziadków.

Prowincja Fujian, skąd pochodzi Huaping i jego siostry, leży nad samym morzem. Według nieoficjalnych danych istnieje tam największy odsetek emigrantów. Ucieka się najczęściej przez morze: do Japonii, USA. Najpierw jednak trzeba zapłacić przewoźnikowi, potem przekazać łapówkę urzędnikom, wtedy jest nadzieja, że statek nie zostanie szczegółowo skontrolowany. Władza wie o ucieczkach, ale to właśnie emigranci przysyłają do Chin najwięcej pieniędzy, wykupują działki, budują domy.

Gdy zawiedzie ta droga, można wyjechać do przyjaznej Rosji. Władze dosyć często wydają zgodę na opuszczenie kraju. W Pekinie pod ambasadą rosyjską stoi ogromna kolejka interesantów po wizy. Gdy stoję w lekkim oddaleniu, jednak zauważa mnie policjant i macha rękoma sygnalizując, że mam odejść. Cały gmach jest pilnie obserwowany przez Chińską policję. Z rozwijającego się nowego wschodniego tygrysa, przecież nikt nie ma ochoty wyjeżdżać.

Huaping, podobnie jak pozostałe dzieci państwa Zinhou emigrował, by zarobić na życie. Niektórzy wyjeżdżają na stałe, szukają nowego miejsca do życia, inni po to, by się trochę dorobić i postawić na wsi kilkupiętrowy dom, nowobogacki symbol statutu społecznego. Do niedawna modne były czteropiętrowe domy jednorodzinne. Dziś bywają i takie z siedmioma piętrami. Na topie jest szło, stal i pseudo-zachodnie złote zdobnictwo. Im więcej pięter, tym większy status. Aby zbudować taki dom stawia się drewniane, chwiejne rusztowania. Jest to efekt wprowadzenia nowoczesnych technologii, bo kiedyś zwieszano robotnika na desce przytwierdzonej do dachu na linach. Te budowle, graniczące wprost z podmokłymi polami ryżu, zbudowane z betonu, szkła i stali, otoczone wielkimi murami, wyglądają jak małe fortece. Jeżeli rodzinie jest nawet czterech, lub więcej synów, obok siebie stoją nawet cztery takie bliźniacze domy. Wiele z tych domów nich stoi na razie pustych. Czekają na potomków. Chłopców.

W prowincji Fujian istnieje mała, willowa osada takich domków. Połowa wsi wyjechała sprzedawać kapcie w RPA, dorobili się majątków i szybko postawili kilkupiętrowe bloki. Aby jednak nabyć prawa wieczyste do ziemi, która często od wielu lat należała do jednej rodziny trzeba dużo zapłacić. Sama ziemia nie jest tak kosztowna. Urzędnik otrzymuje zaliczkę na, jak mówi, kolację z odpowiednimi ludźmi. Taka kolacja może kosztować 3000 jenów (około 400 USD)- kilku, kilkunasto krotną średnia pensja w Chinach. Nikt się temu nie dziwi, kolacja to dopiero początek wydatków.

W Chinach panuje nabożny stosunek do władz. Przez wieki panował konfucjanizm, rodzaj świeckiej religii zakładającej, że szczęście jednostki trzeba podporządkować pomyślności społeczeństwa. Uważano, że cesarz otrzymywał mandat z niebios. Na placu Tiannenmen, gdzie doszło do słynnej masakry w 1989 roku, do mauzoleum Mao Tse Tunga wciąż ustawiają się niebotyczne kolejki Chińczyków. Można zapłakać nad losem władcy, a potem nad własną kieszenia. Mandat niebios jest bardzo drogi.

Gość w domu ojca

Państwu Zinhou pomaga często córka ich najstarszego syna. W domu Yun Yun nie jest za bogato, utrzymywać dziewczynę to kłopot. Może chociaż przyda się dziadkom do pomocy w domu.? Ma 19 lat, wygląda najwyżej na 14. Dziecięca twarz i długie, piękne włosy.

Jej wujek radzi jej, aby dużo jadła u swoich dziadków. Brat dziewczyny, który został w domu, jest dość wysoki i dobrze zbudowany. Dlaczego ona wyglądem i posturą tak bardzo różni od brata, pyta jej wujek. "Oni lepiej karmią syna." - stwierdza.

Yun Yun w domu dziadków nie trzeba nawet instruować, co i kiedy ma robić. Szybka i zwinna, wszystkie prace wykonuje prawie biegiem. Nie odzywa się nie pytana. Nie robi niepotrzebnego hałasu. Wyjmuje małże z muszli jak automat.

Nie była posyłana do szkoły. Kształcenie dziewczynki jest nieopłacalne. Dziewczyna po zamążpójściu przejdzie do innej rodziny, a trzeba mieć jeszcze posag. Będzie się opiekować już tylko teściami i zajmować domem, więc nie będzie już rodzicom potrzebna. Wujek namawia ją na zatrudnienie się u fryzjera. Nauczy się na przykład myć włosy. Będzie choć trochę samodzielna. Może potem będzie mogła gdzieś wyjechać. " Inaczej, jeszcze dwa lata i będziesz musiała wyjść za mąż. Ojciec znajdzie ci męża" mówi wujek

Czy zastanawiała się kiedyś, kim chciałaby być? Yun Yun zastyga w bezruchu, jakby ktoś nagle ją zaczarował. Nastaje długa cisza. Siedzimy na zewnątrz, przed chatą. Jest późny wieczór, z pobliskich zarośli słychać tylko cykady. Na stole piętrzą się różne potrawy. Ona patrzy na stół, jakby szukała na nim odpowiedzi. Jednak nikt nie każe Yun Yun sprzątać, czy przynieść coś do stołu. W końcu tylko przecząco kiwa głową.

Czy jest coś, o czym marzy? Yun Yun znowu nic nie mówi, jakby nie słyszała pytania. Chyli głowę. Nie, nigdy się nad tym nie zastanawiała. Przecież nikt nie pytał. Nagle zrywa się i szybko zbiera naczynia. Na następny dzień rano niepostrzeżenie znika. Podobno wróciła do domu ojca.

Wszystkie dzieci nasze są

Huaping ma żonę, która właśnie jest w ciąży z drugim dzieckiem. Dotychczas mieszkali w Pekinie razem, ale ponieważ ciąża jest już bardzo widoczna, wyjechała na wieś. Żona powinna przebywać w domu męża i teściów. Feng Yin się ukrywa przed chińską władzą i jest w domu swoich rodziców. Narodziny chłopca są wielkim szczęściem. Ale ciąża z drugim dzieckiem jest już partyzancką walką z chińską władzą.

Urzędnicy przychodzą do domu z wizytą. Zaglądają we wszystkie kąty. Sprawdzają wszystkie pokoje, domowników, sprawdzają czy wszystkie kobiety są w domu. Kilka lat temu jedna z córek państwa Zinhou, Lihong była w ciąży, spodziewała się drugiego dziecka. Przeszukano pokoje państwa Zinhou, sprawdzono informacje u sąsiadów. Lihong zdążyła uciec z domu. Inaczej zabrano by ją do szpitala i wykonano przymusową aborcję, którą wykonuje się nawet w 8 miesiącu ciąży. Dzieci w Chinach w większości rodzą się w domach. W szpitalach kobiety po porodzie zostają natychmiast poddane zabiegowi wycięcia narządów rodnych i nie mogą mieć więcej dzieci.

Urzędnicy nie znaleźli Lihong, więc aresztowano jej rodziców. Zostali zamknięci w małej celi. Spędzili tam miesiąc do momentu narodzin dziecka. Lihong wtedy zgłosiła się władzom. Rodziców wypuszczono z więzienia, a Lihong poddano zabiegowi bezpłodności. Pozostała jeszcze do zapłacenia kara za bezprawne urodzenie dziecka, która w Chinach może wynosić 3 tys.USD.

Szkoła życia

Xiao Xia wraz z mężem, wyjechała na handel do Rosji, a dzieci sióstr zostały u dziadków na wsi. Dziewczynki zajmują się domem. Natomiast syn Xiao Xia został umieszczony w prestiżowej szkole karate Shaolin z internatem. Szkoła liczy około półtora tysiąca uczniów. Dostają te same mundurki szkolne, te same przedmioty codziennego użytku, jak zeszyty, książki, czy wiadro do czerpania wody i wieczornego mycia. Tylko bieliznę mają różną, swoją, zabraną jeszcze z domu.
Szkoła to ich całe życie. Przebywają w niej cały rok, nawet w wakacje. Zajęcia z technik karate i wiedzy ogólnej odbywają się do późnych godzin wieczornych, zaczynają i kończą się apelem. Dzieci stoją w równym szyku, jedno za drugim, na koniec salutują wyciągając dłonie przed siebie, powtarzając w ten sposób gest Mao. Wszystkie szkoły w Chinach są płatne. Na tę szkołę stać tylko najbogatszych, i tych, którzy zarabiają za granicą. Koszt to około 5000 USD za rok pobytu w szkole.

Dlatego wiele dzieci w Chinach, szczególnie dziewczynek, w ogóle się nie uczy. Dziewczynki są nieprzydatne, a rodzinom się nie przelewa. Jeżeli USG ciąży wykryje, że to dziewczynka, można się jej pozbyć. Ale często po urodzeniu okazuje się, jaką dziecko ma płeć. Po wsiach krążą "wujkowie", którzy zabierają dzieci do miasta, do pracy, jak mówią. Są bardzo dobrze przeszkolone. W Pekinie, gdy wsiadam do samochodu zaczepiają mnie dwie, około 5-letnie dziewczynki wczepiają się w drzwi pojazdu, wyciągając ręce. "Money, money". Kierowca natychmiast chce ruszyć, wtedy dziewczynki jak na zawołanie dostają histerii, zalewają się łzami, krzyczą i wczepiają się w drzwi. Uspokajają się dopiero po wetknięciu im w dłoń banknotu.

W Szanghaju na głównej ulicy zaczepia mnie pewien chłopiec. Ma osiem lat. Brudne palce stale trzyma stale w buzi, a wzrok ma utkwiony gdzieś w fasadach budynków. Jest już prawie północ. Jest zaniedbany, przygarbiony i jakiś nieobecny. Po chwili odwraca się i szybko biegnie gdzieś dalej. Jest to turystyczna, luksusowa ulica Szanghaju. Umieszczono tutaj odlany z brązu pomnik modelowej chińskiej rodziny. To uśmiechnięte małżeństwo z jednym dzieckiem. Kawałek dalej odlany z brązu pomnik idealnej "matki - Chinki" z dzieckiem w wózku. Co chwila podchodzą uśmiechnięte dziewczyny robią sobie z nim zdjęcia. Tak na szczęście.

Chińska seksmisja/Tygrys zjada swoje dzieci

Ostatnio Chiny próbują zmieniać swój wizerunek jako pogromcy dziewczynek. W Chinach jest nieproporcjonalny przyrost urodzin chłopców względem dziewczynek, wkrótce może zacząć brakować przyszłych żon i matek. Nadal jednak uparcie propaguje się model dwa plus jeden, to znaczy obecnie: plus dziewczynka. W telewizji puszcza się propagandowem, rozrywkowe programy z udziałem małżeństw i ich córeczek. Rodziny śpiewają razem piosenki, a dziewczynki biorą udział w zgadywaniu na czas. Przy wyliczaniu naukowych nazw owadów żadna z nich nie popełnia nawet jednego błędu.

Jednak rzeczywistość, szczególnie na wsiach pozostaje bez zmian. Gdy rodzi się w rodzinie chłopiec- piecze się lub kupuje słodkie, okrągłe placki dla całej wioski. W ten sposób dzieli się dobrą nowiną i radością. Ktoś musi utrzymywać i opiekować się rodzicami na starość. Nie istnieje przecież system emerytalny ani socjalny, a szpitale są płatne. Syn to emerytura.

Dziewczynki nie są synonimiem sukcesu i dobrobytu w rodzinie. Od niedawna rodzina, w której są już dwie dziewczynki może starać się o jednorazową zapomogę państwa, "becikowe". Dziewczyny bardzo wyjątkowo dopuszcza się już do dziedziczenia majątku, wtedy, gdy nie ma synów w rodzinie. Każdy klan w Chinach ma swoją buddyjską świątynie przynależącą do ich nazwiska, również państwo Zinhou. Panuje tam kolor złoty i czerwony- symbole pomyślności i szczęścia, a na ołtarzach dominują figury przodków. Z prośbą o syna można zwracać się do figurki przedstawiającej najstarszego członka rodziny.

Ze swoimi intencjami o synów można się także zwrócić bezpośrednio do reprezentantów Bogów, oczywiście za odpowiednią opłatą. Udaję się do buddyjskiej świątyni, losuję jakąś wróżbę. Za parawanem, przy niewielkim stoliku siedzi ogolony na łyso i ubrany w żółte szaty mnich. Czyta moją wróżbę, z karteczki, którą wylosowałam. Patrzy intensywnie gdzieś w dal i zniża głos. Jak skończę studia, to będzie wszystko dobrze przepowiada. Kolejnych "klientom" mówi, że mają pewne problemy, dlatego trzeba zapalić w ich intencji kadzidła. Ale w państwie tak prężnego ekonomicznego rozwoju bogowie też muszą za coś żyć. A za cenę 800 jenów (ok. 100 USD) za kadzidło rozwiążą problem. Po chwili mnich zadowala się kwotą 100 jenów. Wizyta trwa może 3 minuty. Teraz można zapalić kadzidło i zwrócić się do Bogów o pomyślność.

Rewolucja kulturalna

Feng Yin jest już w 8 miesiącu ciąży. Ciągle jednak krząta się po domu, a przy niej ciągle kręci się jej kilkuletni synek, nie może wręcz oderwać się od spódnicy. Feng Yin czasem nawet wychodzi na spacery przed dom, pod opieką ojca. Podobno teraz kontrola nie jest już tak szczegółowa, chińscy urzędnicy częściej zajmują się rozbudową nowych miast i fabryk, niż zaglądaniem do domów, jednak Feng Yin często odwraca i chyli głowę, boi się pokazać twarz. Lepiej zachować ostrożność.

Feng Yin nie wie jeszcze czy urodzi chłopca, czy dziewczynkę. Nie była u lekarza. Pani Zinhou jak była młoda, pracowała w polu do dnia przed rozwiązaniem. Feng Yin nadal sprząta, gotuje, wykonuje różne domowe prace. W ten sposób "urozmaica" sobie oczekiwanie na męża, który przebywa 1700 km dalej. Najlepszą receptą na zdrowe dziecko jest codzienna praca, tłumaczy jej rodzina. Tymczasem domu Państwa Zinhou już przy śniadaniu trwa dyskusja. Kara za posiadanie drugiego dziecka będzie wysoka. Może uda się to jednak jakoś załatwić. Jeden z kuzynów pracuje w urzędzie, w dziale kultury.

Epilog

Feng Yin miesiąc później urodziła dziewczynkę. Podobno ona i mąż bardzo się cieszą.

Strona ze zdjęciami autorki: www.perspektiva.pl

Więcej z Azji