Wydanie internetoweAzja

Abchazja - walka o raj

Marek WięckowskiGruzja
Abchazja - walka o raj

"...Legenda głosi, że człowiek, który spotka rzekę śpiącą na skłonie góry, będzie mógł poprosić ją o spełnienie swoich pragnień i marzeń. Jeśli ty spotkasz taką rzekę, to poproś ją o spełnienie tylko dwóch pragnień: po pierwsze, niech rzeka sprawi aby w szczęściu i dostatku żyła nasza kraina Abchazja, po drugie niech w szczęściu i spokoju żyje matka twoja. Bo nie może być na świecie nic ważniejszego i nic piękniejszego ponad te dwa pragnienia..." -- Z toastów abchaskich.

Mapa trasy: Abchazja - walka o raj
Mapa trasy

Po moich kilku podróżach w latach 1988-1991 Abchazja wydawała mi się krajem miodem i winem płynącym, z radosnymi i gościnnymi ludźmi oraz ze wspaniałą przyrodą. Jakież było moje zaskoczenie podczas wakacji 1992 r. Po plażach, zamiast wczasowiczów przechadzały się uzbrojone bandy, które skutecznie przekonały tych, którzy mimo wszystko tu przyjechali, że tłuste lata abchaskiej riwiery już się skończyły. Próby kradzieży na każdym kroku. Jezioro Rica - klejnot kaukaskiej przyrody - niedostępny. Na jedynej doń drodze okupacja miejscowych i żaden rozsądny kierowca tam nie pojedzie. Bajeczna jaskinia nowoafońska świecąca pustkami...

Dużo się zmieniło

"Dojeżdżamy do Inguri. Za rzeką rozpościera się już Abchazja" - pisał w połowie lat 80-tych Tadeusz Lankamer w książce "Słoneczne Zakaukazie". 19 stycznia 1994 roku Agencja ITAR-TASS, powołując się na Ministerstwo Bezpieczeństwa Gruzji, doniosła, iż abchascy żołnierze wysadzili w powietrze most na rzece Inguri, łączący Abchazję z Gruzją. Dwa jakże odmienne zdarzenia, wiąże to samo miejsce, a dzieli niecałe 10 lat. Przejeżdżałem przez ten most i aż trudno sobie uzmysłowić, że go już nie ma. Nocowałem w hotelu Tkwarczeli w Suchumi, otoczonym palmami, z widokiem na błękitną toń Morza Czarnego i ciężko sobie wyobrazić, że został zrównany z ziemią. W oryginalnej restauracji wybudowanej na ruinach starożytnych murów kolonii greckiej - Dioskurii - liczących 2500 lat, spędzałem miłe chwile, w towarzystwie niezwykle gościnnych i zawsze uśmiechniętych miejscowych ludzi... Co jeszcze zmiotły z powierzchni ziemi gruzińskie czy abchaskie rakiety lub bomby? Światowe agencje nie przekazywały informacji o tym co zniszczono. Nikogo to przecież nie interesowało, czy zbombardowano jeden, czy dwa dworce kolejowe. Ważniejsze było to co działo się z ludźmi. Dla kogoś, kto tam nie był, oczywiste było tylko jedno - w Abchazji ginęli ludzie. Ale poza tym działo się tam coś jeszcze. Zniszczone zostało drugie Lazurowe Wybrzeże ze wspaniała przyrodą. Obróciły się wniwecz pamiątki starożytności - pozostałości starogreckich koloni, świątynie z pierwszego tysiąclecia...

Abchazja chciała niepodległości. Głównie dlatego we wrześniu 1992 roku wybuchł konflikt z Gruzją. Świat spokojnie przyglądał się, rozgrywającej się na jego oczach tragedii. Wojna, śmierć i masowy exodus ludności. Oficjalnie wojna została zakończona - władze podpisały dokumenty latem 1994 roku, ale ludzie jeszcze długo mieli czekać na normalne, godne życie.

Wydaje się, że zmarnowano wielką szansę dla Abchazji i zamknięto ją na długo dla świata. Przecież gdyby postawiono na rozwój turystyki, zamiast wojny byłby tu istny raj dla turystów. Bo jak można inaczej powiedzieć o obszarze, na którym przeplatają się krajobrazy od nadmorskich, przez bujne, zielone lasy podzwrotnikowe do królestwa wiecznych śniegów i lodowców. Nadmorska Abchazja - kraj o najcieplejszym klimacie byłego ZSRR, z licznymi zabytkami z pierwszego tysiąclecia. Wapienne góry z rzeźbą krasową, poprzetykane jaskiniami i jeziorami, z przekraczającym 1400 m w pionie, jednym z najgłębszych systemów szczelinowych świata. Kraj, w którym dojrzewają owoce cytrusowe, a palmy i eukaliptusy dają wymarzony cień. Gdzie ochładza rześki wiatr od lodowców i zachwyca kwitnący rododendron. O pięknie tej krainy pisać można by długo ale te walory zeszły na dalszy plan...

Zaczynało się lato '92

Jeszcze trochę wysiłku i za chwilę przełęcz Kłuchorska - najwyższy punkt Wojennej Drogi Suchumskiej, będący zarazem granicą między Rosją i Abchazją (Gruzją). Już za moment magiczny świat wiecznie zielonego Apsny i błękit jego lazurowego wybrzeża. Po abchasku Apsny znaczy kraj duszy i tak określana jest ta kraina. Na przełęczy zaskoczyły nas jednak nie pomniki czy obeliski na wysokości prawie 3000 m n.p.m., ale wieczne śniegi i lodowce okryte gęstymi ciemnymi chmurami. Szara biel lodowców, miejscami poprzetykana burością moren i wystających skał. Ponury i przygnębiający krajobraz bardziej przypominający Alaskę, a nie słoneczną Abchazję, świadczy o różnorodności przyrody tego małego zakątka planety. Nadchodzące czarne chmury były zapowiedzią wielu tragicznych dni w historii jego narodu. Do autobusu musieliśmy wędrować o ponad 10 kilometrów dalej niż zazwyczaj ponieważ dzień wcześniej rzeka, w której przybrały wody z gwałtownie topniejących lodowców, zniszczyła most.

Kilka kilometrów dalej, mieszkańcy jednej z wiosek żegnając się z nami wypowiedzieli budujące słowa: "pamiętajcie na przyszłość, kiedy będziecie tu za rok, nie ma dla was innej drogi, jak przez naszą zagrodę...". Biedni ludzie, zapewne przez głowę nie przeszła im myśl, że ani za rok, ani za dwa ich nie odwiedzimy. Nie przypuszczali zapewne, że kilka tygodni później drogą tą przerzucana będzie broń dla ich braci walczących o wolność i niepodległość Abchazji. Było to na początku lipca 1992 roku i już wtedy mówili, że żyje im się bardzo ciężko i nie wiadomo jak to będzie dalej. Ceny rosły coraz szybciej i nie mieli pieniędzy na ubranie, a jedzeniem było tylko to, co wyrosło na własnym polu. Brak było funduszy aby wysłać dzieci do stolicy na naukę (do szkół podstawowych!), drożał transport, ale mimo wszystko patrzyli optymistycznie w przyszłość.

Jechaliśmy autobusem. Prawie wszyscy miejscowi mieli przypięte do ubrań, na wysokości serca, znaczki ze zdjęciami swoich najbliższych. Już przed "oficjalnym" rozpoczęciem wojny abchasko-gruzińskiej ginęli tutaj ludzie. Tuż przed Suchumi, mijaliśmy kondukty żałobne. Wcześniej była to rzadkość. Abchazowie słyną z długowieczności, a tu zaczęli ginąć młodzi ludzie...! Uciekajcie, bo was okradną a może i zabiją - mówili nam miejscowi kilka dni później. Tu, w słonecznej, gościnnej Abchazji?! Wiedzieliśmy już, że sytuacja jest napięta, ale tu wśród malowniczych szczytów, huczących wodospadów, kolorowych łąk alpejskich i wiecznie zielonych lasów subtropikalnych? Zastanawialiśmy się jeszcze kto i dlaczego? Wydawało się, że nie Abchazowie, bo to oni nas przestrzegali prawie na każdym kroku. Mili poczciwi ludzie pragnący wolnego, niepodległego kraju. Były to przede wszystkim skutki rozpadu kolosa jakim był ZSRR. Niemal wszystkie narody chciały mieć własne państwo i stanowić o sobie. Łatwy dostęp do broni... i w rezultacie istna puszka Pandory czekająca na swój wybuch.

Zbliżała się wojna

Pod koniec czerwca 1992 roku wprowadzono w tym kraju stan wyjątkowy - nocne godziny policyjne od 23 do 5. Rankiem można było dostrzec przejeżdżające po głównej krajowej arterii czołgi i samochody opancerzone.

Któregoś dnia, bladym świtem obudziła nas seria z automatu. Później, idąc na plażę, zobaczyliśmy na ulicy plamę krwi, a od sprzedawców dowiedzieliśmy się, że zginął człowiek - były to mafijne porachunki. Do ogólnie trudnej sytuacji politycznej dochodził aspekt walki o pieniądze, o przeżycie za wszelką cenę. Jedynym istniejącym prawem była zasada "kto silniejszy ten lepszy". Kradzieże i morderstwa na każdym kroku. Trudno było doszukać się tu prawidłowości. Jedno było pewne - czarne chmury snuły się nad Abchazją.

Dwa dni po naszym wyjeździe z Suchumi, w połowie lipca - w pełni sezonu turystycznego - wprowadzono całodobowy stan wojenny. Kilka dni później padły kolejne strzały. Rozpoczęła się regularna wojna. Polała się krew. Czy naprawdę brakowało czerwieni w krainie zielonych lasów, błękitnego morza i białych lodowców? Przez 70 lat kolor ten dominował jako obowiązujący w Wielkim Mocarstwie. Ta barwa tak się wgryzła, że gdy zabrano jeden czerwony, musiał wejść nowy jego odcień...

Konflikt gruzińsko-abchaski rozpoczął się w połowie sierpnia 1992 roku. 14 sierpnia wojska gruzińskie zajęły stolicę Abchazji, by zapobiec usamodzielnieniu się jej mieszkańców, którzy ogłosili niepodległość. Ich rząd i parlament działały w górskiej twierdzy Gudauta, części kraju nie kontrolowanej przez wojska gruzińskie.

Prezydent Gruzji Eduard Szewartnadze 17 marca 1993 oskarżył Rosję o podsyca-nie konfliktu w rejonie Kaukazu. Rosji chodziło o pogłębienie kryzysu na Zakaukaziu, tak aby po pewnym czasie państwa kaukaskie wstąpiły do Wspólnoty Niepodległych Państw. W tym konflikcie niemałą pomoc wniosły natomiast narody północnego Kaukazu, a szczególnie Czeczenia, która dysponowała nowoczesnym sprzętem produkcji rosyjskiej (co zrozumiałe).

W 1992 roku narody od Adygei na zachodzie po Czeczenię na wschodzie utworzyły Konfederację Narodów Północnego Kaukazu. Wspierały one walki narodowowyzwoleńcze w Abchazji. Abchazja - bratni naród, mówiący językiem silnie spokrewnionym z adygejskim, czerkieskim czy karaczajewskim, to dla narodów Północnego Kaukazu jedyna droga do morza, a tym samym do Europy i świata. Położona na zachodzie Adygea nie odzyska utraconych na rzecz Rosji, jeszcze w XIX w., nadczarnomorskich ziem - dzisiejszej Riwiery Kaukaskiej. Soczi i okolice to, przy dzisiejszym układzie interesów i rozkładzie sił, ziemie na wieki połączone z Rosją; najpiękniejsze i najbardziej egzotyczne rejony największego państwa świata.

Wojna kończyła się

27 lipca 1993 roku w Soczi podpisano porozumienie o zawieszeniu broni pomiędzy Gruzją i Abchazją. Miałem okazję przebywać w tym czasie na wybrzeżu czarnomorskim. Czuć było bliskość konfliktu - mnóstwo wojska, samochodów opancerzonych, czołgów stojących przy punktach GAI, milicji rosyjskiej. Setki tysięcy uchodźców z całego rejonu Zakaukazia. Przecież granica, która przebiega grzbietami górskimi, w niektórych miejscach jest nietrudna do przejścia. Ucieczka z piekła, jakie miało miejsce na Zakaukaziu, dla wielu była jedynym wyjściem. W Rosji przynajmniej można jakoś egzystować bez groźby śmierci. Ocenia się, że kaukaskie konflikty przyczyniły się do migracji 4-5 milionów osób.

Abchazja po krwawych walkach oderwała się od republiki Gruzji we wrześniu 1993 roku. Po krótkiej przerwie - zimą, walki zostały jednak wznowione. Gruzja nie mogła pozwolić na rozpad własnego państwa. Nie uznała oczywiście niepodległości Apsny. W końcowej rozprawie abchascy nacjonaliści wzięci zostali w obstrzał z dwóch stron - od południa przez Gruzinów, od północy przez Rosjan. Wydawało się, że konflikt częściowo został zażegnany. Z politycznego punktu widzenia sytuacja była napięta i nie do końca wyjaśniona. Oficjalnie Abchazja weszła oczywiście z powrotem w skład Republiki Gruzińskiej. Ludzie natomiast musieli zacząć żyć dalej. Hiperinflacja, prawie nieistniejąca gospodarka, świecące pustkami sklepowe półki, a kraj zaczął bardzo powoli leczyć rany po wojnie.

Czy Abchazja będzie niepodległym krajem? Co się będzie dziać na Kaukazie? Narody kaukaskie zawsze dążyły do samostanowienia i wątpliwe jest aby nagle tego zaniechały. Przypomnijmy pokrótce ostatnie walki w tym regionie: koniec lat 80-tych Armenia i Azerbejdżan, 1991 - Osetia, 1992 - Abchazja i wreszcie najświeższy konflikt od 1994 roku w Czeczenii. Czy ktoś wygrał którąś z tych wojen? Przecież nikt nigdy tak na prawdę nie wygrywa żadnej wojny. Pozostały zniszczenia, ból i łzy.

Abchazja na długo zostanie światową prowincją. Nawet ci, którzy wielce miłują ten skrawek Ziemi, nie odwiedzą jej w najbliższym czasie. Strach i niepewność tego co się tu dzieje zniechęcają chyba wszystkich. Niestety nawet i piękna przyroda kaukaska odżywająca każdej wiosny, niezależnie od ludzi, nie przyciągnie tutaj gości. Czyżby na długo utracony został raj w Abchazji?

Więcej z Azji