Podczas pobytu w Grecji w sierpniu 1988 roku na kempingu w okolicach Litochoro Plaka każdego dnia cieszyłem oczy widokiem Olimpu. Wówczas nie miałem z kim złożyć wizyty Zeusowi, a sam z braku odwagi, czasu i małego doświadczenia w górskich wędrówkach i wspinaczce nie zdecydowałem się na to. Postanowiłem jednak, że kiedyś tu wrócę i wtedy na pewno odwiedzę ten masyw. Okazja nadarzyła się dopiero w lipcu 2004r. Późno, ale nawet mimo braku odpowiedniego obuwia (tylko tytułowe adidasy) udało mi się!...

Olimp ukazał się nam przed południem, gdy chłonąc widoki Tesalii jechaliśmy do Panteleimonas na wybrzeżu u jego stóp autostradą z Salonik do Aten. Wysoki, stromy masyw, odosobniony i samotny, ostro kontrastował w krajobrazie z wąską nadmorską równiną, którą biegła szosa. Olimp - prawie na wyciągnięcie ręki. Patrząc ku szczytom, ogarnialiśmy wzrokiem tereny Parku Narodowego Olymbos, siedliska jeleni, dzików, borsuków i żbików a także ptaków drapieżnych. Jakżeż więc nie podliczyć euro i własnych sił i być może zdecydować się na odwiedzenie siedziby Zeusa? W Grecji częściej mówi się o Mitikasie, najwyższym szczycie tej grupy górskiej, niż o Olimpie (Olymbos, Oroz Olymbos), którą to nazwę stosuje się w sensie zbiorowym dla gniazda górskiego, złożonego z kilku szczytów zajmującego powierzchnię ok. 1270 km2. Najwyższy z nich, liczący 2917 m, to właśnie Mitikas, czyli helleński Pantheon, siedziba bogów.
Masyw Olimpu zajmuje obszar założonego w 1937 roku (najstarszego w Grecji) parku narodowego. Czar przyrody i dziewiczość krajobrazu idzie w parze z tradycją, którą napotykamy u podnóża Dolnego Olimpu (Paleos Panteleimonas, Palea Skotina, Palei Pori) a ż do osad (Agios Dimitrios, Elatohori, Ano Milia, Kolindros, Morna) zatopionych w zieleni i atmosferze pełnej poezji. Z osad tych można podziwiać niepowtarzalne widoki. Są one nie tylko autentycznym przykładem życia lat minionych, poprzez zachowanie swojej fizjonomii i wyraźnych elementów tradycyjnej architektury i stylu budownictwa, lecz również kolejną propozycją dla turysty, który pragnie spędzić wakacje z dala od szarej codzienności.
Wspaniałe, niepowtarzalne i urocze trasy są propozycją innego życia. Tutaj uświadamia sobie każdy jaką wielką rolę odgrywa w życiu człowieka kontakt z przyrodą, z czystym środowiskiem. W tym cudownym środowisku funkcjonuje wiele kapliczek, monastyrów i kościołów bizantyjskich
Olimp góruje nad okolicą z dostojeństwem, pod dachem chmur, tonąc w zieleni króluje od wieków Elladą. Jest międzynarodowym miejscem spotkań miłośników gór i przyjaciół przyrody z całego świata. Wyzywająco piękny, w niezliczonych ścieżkach i wierzchołkach kryje tajemnicę życia i radości. Upojony nektarem bogów, którzy żyją na jego szczytach robi wrażenie, oczarowuje, pozwala swoim gościom na oddanie się kontemplacji. Żeby nacieszyć się widokiem Olimpu, turysta winien zachowywać absolutną ciszę. Winien wsłuchiwać się w wyjątkowe dźwięki mitycznej góry, obserwować i czerpać wszystkimi zmysłami kolory i aromaty starożytności Olimpu. Jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem jest spacer po górskich ścieżkach, widok regionu Pieria z wierzchołków Olimpu jest niepowtarzalny. Rzadko spotykana fauna i flora przyciąga zainteresowanie specjalistów i naukowców z całego świata. Również i zainteresowanie UNESCO, które ogłosiło Olimp zabytkiem międzynarodowej biosfery świadczy o tym, że Olimp jest światowym skarbem, a jego skarbnikiem ziemia Pierii. Jedną z wielkich zalet dla przybysza jest fakt, że w krótkim czasie ze złocistej plaży może znaleźć się w przytulnym schronisku na zboczach Olimpu. Dostęp do mitycznego masywu Olimpu jest łatwy, a trasa do niego wiodąca przepiękna.
Nie jest przypadkiem fakt, że przyjaciele Olimpu ponawiają spotkanie z nim co rok, udowadniając tym, że na tej górze wszystko jest niepowtarzalne i fascynujące. Jego piękno i czar, historia i mitologia z nim związana oraz jego osobliwe piękno sprawiają, że Olimp dostarcza niezwykłych przeżyć. Naturalne i sztuczne schronienia dają turyście możliwość przenocowania na jego zboczach. Dostojny i nietknięty przez wieki Olimp robi wielkie wrażenie na turyście, który przechodząc przez Park Narodowy międzynarodową ścieżką E4, będzie mógł podziwiać różnorodną roślinność, wodospady strumienia Enipeas oraz zróżnicowany krajobraz.
Naukowiec będzie miał okazję zbadać geologię i geomorfologię terenu, natomiast miłośnik wspinaczek przeżyje niezapomniane chwile na stromych, pionowych zboczach dwóch poziomów w Zilnia i Stefani.
Na rowerzystów czekają wspaniałe leśne drogi, a miłośnicy spadochroniarstwa będą mogli uprawiać ten sport skacząc w okolicach schroniska Stavros. U ujścia głęboko wciętej w masyw górski doliny Enipeas, którędy według mitologii greckiej niewierny małżonek Hery wymykał się z Olimpu na miłosne igraszki z pięknymi ziemiankami, rozsiadło się miasteczko Litochoro, greckie mini-Zakopane, miejsce startu i baza. Można tu zapoznać się z mityczną górą. Informatory, foldery i mapy, a także doświadczeni przewodnicy górscy są do dyspozycji każdego turysty, który pragnie bezpiecznie poznać tajemnice Olimpu.
Plan wejścia na Olimp rozważyliśmy starannie, uwzględniając następujące czynniki: po pierwsze - czas i pora dnia. Wejście na Mitikas wymaga 4-6 godzin podejścia, ale na szczyt trzeba dojść przed 10 rano, gdyż później Zeus otacza się chmurami; po drugie: wyposażenie, żywność, ubranie; po trzecie: wybór drogi. Od wschodu, tj. od Litochoronu na Olimp można dojść kilkoma trasami: doliną Enipeas, gdzie można podjechać kilka kilometrów samochodem asfaltową drogą, można zejść z drogi w Gortsii i przejść granią przez Łąkę Muz, można wybrać spokojną i mniej uczęszczaną trasę bezpośrednio z Litochoro od południowej strony doliny przez chatę Livadaki. My wybraliśmy drogę doliną Enipeas, licząc na cieniste lasy, jakie mają towarzyszyć drodze aż do podszczytowego schroniska "A", tj. do wysokości 2100 m.
Grupę górską Olimpu budują dwa mniej więcej równoległe pasma górskie o ogólnej rozciągłości południowy zachód - północny wschód, oddzielone głęboką doliną potoku Enipeas. Pod względem geologicznym jest to zespół przekształconych skał mezozoicznych, przeważnie wapieni z wkładkami łupków. W północnym paśmie o długości15 km, mieści się grupa najwyższych szczytów o wysokości 2700 - 2900 m. Pasmo południowe - Livadaki, długości około 10 km, jest niższe (najwyższy szczyt Kalogeros, czyli Mnich ma 2701 m. Są to więc góry o wysokościach bezwzględnych nieco wyższych od Tatr. Olimp leży tuż nad morzem. Litochoron od plaż Morza Egejskiego dzieli odległość około 5 km, a od Mitikas do morza jest zaledwie 17 km. Podejście z Litochoronu, znajdującego się na wysokości 300 m n.p.m., na Mitikas (2917 m) to pokonanie przeszło 2600 m, a więc wysokości 2,5-krotnie większej niż podejście np. z Kuźnic na Kasprowy Wierch!
Zachodnie zakończenie głównej, północnej grani łukowato skręca ku południowi, otaczając górne partie doliny Enipeas. Tu właśnie leży ciąg głównych szczytów w prawie południkowo biegnącej grani. Idąc od północy są to: Profitis Ilias (Prorok Eliasz) 2786 m, Stefani (Tron Zeusa) 2909 m, główny szczyt Mitikas (Nos, Pantheon) 2917 m oraz Skala (Schody) 2866 m. Główna, ostra i wyrazista grań zatraca się w okolicach Skali i dalej łukowato skręca na południowy zachód, południe i ostatecznie na południowy wschód, z większymi odosobnionymi szczytami Skolio (Krzywy) 2911 m i Ajos Antonios (św. Antoni) 2815 m. Stefani, Mitikas i Skolio nazywane są także Ta tria adelfia (Trzej Bracia), Ta tria vrachi (Trzy Skały) lub Three Pipes (trzy Fajki).
Wielka, rozczłonkowana bocznymi dolinkami kotlina źródłowa Enipeas jest więc otoczona masywnymi wałami górskimi, z których sterczą skaliste grzbiety, tu i ówdzie przecięte ostrymi szczerbami przełęczy.
Roślinność jest rozmieszczona kolejno w czterech strefach. Nie ma między nimi określonych granic, które ulegają stopniowemu zatarciu. Jest to spowodowane ukształtowaniem terenu oraz mikroklimatem. Występują tu 23 gatunki roślin, które rosną tylko na górze Olimp, w tym rzadkość sięgająca korzeniami w kenozoik Jankea Heldreichii uprawiana koło klasztoru Agion Dionizios. Lasy sięgają wysoko. Pas pierwszy obejmuje najniższe wysokości, tj. od 300 m do 500 m i jest pełen liściastych drzew (dębów, kasztanów) oraz krzewów. Drugie pasmo, które rozciąga się do 1800 m to lasy mieszane sosnowo - bukowe, poszyte mirtami, jałowcem, żarnowcem; w niższych partiach spotyka się paprocie, a nawet poziomki. Wyżej, ok. 1800 m, panuje wyłącznie las sosnowy z dominującą tu sosną Heldreicha (Pinus heldreichi). Pnie drzew, dochodzące do 2-metrowej średnicy opierają się na gęstej sieci korzeni, często wychodzących na powierzchnię, oplatających skały i kamienie. Na wysokości 2100 - 2200 m sosny karłowacieją, rzedną i na koniec powierzchnia pokryta jest kępkami kłującej trawy. Wyżej już tylko dzwoniące pod butami piargi, drobne płytki skalne pochodzące z rozkruszonych łupków, na których ślizgają się podeszwy. Dalej w górę zaczyna się pas skalistych turni, pozbawiony gleby, i wreszcie granie, szczyty i leżące między nimi kotlinki. Wody tu nie ma. Żlebami i jarami nie toczą się strumienie, brak tego cichego, łagodnego szmeru, który pieszczotliwie wpada nam w uszy w każdej nieomal dolince tatrzańskiej. Duże płaty wiecznych śniegów, zachowane gdzieniegdzie w kotlinkach, nie kończą się u dołu wyciekami. Śnieg w sierpniowym słońcu, co najwyżej sublimuje, otaczając się łagodną mgiełką.
Tak więc rankiem 14 lipca 2004 roku jeszcze w ciemnościach nocy, gdy całe San Panteleimonas jeszcze smacznie spało we troje ruszyliśmy na zdobycie tronu bogów: autor i Paweł z Danusią z Chorzowa. Umówiony Mercedes załadowany trzema osobami z lekkimi plecakami żwawo wiózł nas z hotelu autostradą przez Litochoro w górę stromą i krętą asfaltową drogą, wiodącą aż do źródła Prioni (ostatnie 400-500 m to tłuczeń).
Droga, początkowo biegnąca połogim stokiem góry przez gęsty las, koło niewielkiego schroniska "D" (miejsca przywozu tabunów turystów, którzy potem dumnie obwieszczają, że byli na Olimpie) pod wierchem Stavros (Krzyż) na wysokości ok. 960 m n.p.m. weszła w wysoko położone, górne partie zboczy Enipeasu i trzymając się górnej krawędzi doliny wiła się w niezliczonych zakrętach. Z prawej strome ściany skalne, z lewej od czasu do czasu między drzewami pojawiały się kilkusetmetrowe przepaście, nie zabezpieczone żadnymi poręczami czy słupkami.
Na trzynastym kilometrze, licząc od litochorońskiego ryneczku, minęliśmy rozwidlenie dróg turystycznych; stąd ścieżka piesza prowadzi w górę, ku schronisku "C". Nasza szosa biegnie jeszcze 5 km, aż do Prioni. Właściwy szlak turystyczny zaczyna się koło wodospadziku i źródła Prioni, nieco powyżej podłej budy z desek noszącej dumny szyld "Snack Bar Zeus" (ciepława coca - cola, orzeszki, obwarzanki). Od razu przyplątał się do nas jakiś wychudzony szczeniak, który będzie nam towarzyszył aż pod Skalę. Dalej - to już prawdziwa turystyka, podejście ścieżyną słabo znakowaną strzałkami lub paskami wyblakłego czerwonego lakieru. Wiedzie ona początkowo dnem suchego jaru Enipeasu, a dalej stromymi zboczami przez rzedniejący las, w górę ku schronisku "A", czyli "Spilios Agapitos. Słońce dochodzące do zenitu wyciska z nas ostatnie krople potu, wiemy, że na całej drodze aż do schroniska nie ma ani kropli wody w żlebach: "ostatnia woda - to źródło Prioni!" - ostrzegają lokalne foldery i przewodniki.
Las rzednie, coraz więcej pni osmolonych z ręki gromowładnego Zeusa przez wzniecone piorunami pożary, i wreszcie wysoko nad nami, ulokowane na skraju obszernej półki skalnej ukazuje się oczekiwane schronisko. Jest już 9, szliśmy od Prioni trzy godziny. Wejdziemy więc na Olimp już w chmurach. Schronisko "Katafugion A" to po prostu solidny, szeroko rozłożony płaski dom z zabudowaniami gospodarskimi, przystosowany do przyjmowania 60 osób w sezonie letnim.
W schronisku wita turystów jego kierownik w towarzystwie wielkiego całego czarnego wilczura Gorbaczowa. "Wita' - to określenie grubo na wyrost, raczej pilnuje czy niczego (nawet swojego) turysta nie je na terenie schroniska, nie mówiąc o tym, by udostępnił choćby odrobinę wody. Swoistym kuriozum jest obowiązek opłaty za możliwość posilenia się na terenie schroniska tym, co przyniosło się z dołu. Z tego co widać z holu w schronisku jest czysto i schludnie. Obszerna sala jadalna, duże stoły i ławy, na ścianach włochate kilimki, a przede wszystkim najprawdziwszy w świecie kominek. Sala sypialna służyła tylko do spania, nie można było w dzień wylegiwać się lub wnosić rzeczy. Plecaki spoczywały na półkach w holu lub jadalni. W schronisku chodziło się w sandałach przygotowanych dla turystów przed progiem jadalni. Z kuchni dochodziły smakowite zapachy. Nic, tylko wcisnąć się w kąt ławy koło kominka i czekać, co podadzą na obiad. Ale czas nagli, musimy jeszcze dziś stanąć na szczycie i zdążyć na spotkanie z taksówkarzem w Prionii. W drodze ze schroniska napotkaliśmy międzynarodowe towarzystwo, które zdążyło już wejść na szczyt: Szwajcara, dwoje Hiszpanów, Amerykanina, pięcioro Greków. Teraz wracali zmęczeni lecz zapewne szczęśliwi. Ścieżka wiodła w górę rozłożystym grzbietem omijając nieliczne pola wiecznego śniegu. Gdy skończył się las, przed nami z prawej coraz wyżej na tle błękitnego nieba widać było turnie, baszty i iglice Olimpu. Po 2,5-godzinnym podejściu "schodami nieszczęścia" dotarliśmy pod wierzchołek Skali. Spotkaliśmy tu wracających ze szczytu "naszych" Polaków z Prionii oraz białego wielkiego kuzyna naszego kundla, który zapewne przywędrował aż tutaj z innymi turystami. Tu szlak rozdziela się: ścieżka E4 odbija w kierunku Skolio, na wprost przepaście Kazanii. Na prawo ukazała się nam cała, choć nieco skrócona, panorama siedziby bogów. Więc grań Skali: ostra, skalista, poprzecinana spadzistymi szczerbinami, ale na ogół wyrównana pod względem wysokości. Potem, w głębi, ostro wcięta przełęcz, a za nią, nieco poprzecznie w stosunku do grani ustawiony potężny blok Mitikas. Jego skłon, nachylony ku południowi, ku nam, pokrywają dziesiątki i setki przedziwnych, lśniących białych wysmukłych baszt i mnichów, tępo zakończonych. Każda baszta - mnich jest od wschodu, tj. od strony doliny ogładzona, prawie wypolerowana, zaś płytkowato - łupkowa, szczerbata - od strony Mitikas. Błyszczące w jaskrawych promieniach słońca białe wapienne skały sprawiały wrażenie cudacznego olbrzymiego tortu, przystrojonego piramidami bitej śmietany.
I tu, na stokach Skali, można było ocenić trafność niektórych wyrażeń Iliady. Homer w opisach Olimpu umieścił takie określenia, jak "szpiczasty", "stromy", "wysoki', "z wieloma fałdami", a nawet "z wieloma szyjami". Ci, którzy w starożytności docierali w rejon sanktuarium i potem przekazywali swe wrażenia innym, musieli znać widok Olimpu stąd, z tej strony, od południa, bowiem Olimp widziany od wschodu, to potężny jednolity mur cyklopi, monumentalna ściana o niebezpiecznej stromiźnie, pokryta spadzistymi żlebami. Cóż dopiero od zachodu, od strony przepaścistych kotłów Kazanii!
Ostatnia godzina wędrówki - to droga kierująca się parę metrów w dół granią lub nieco poniżej grani, nieprzyjemna, z usuwającym się spod nóg gruzem i piargiem łupkowym, który dzwoniąc spadał w dół, ku dolinie Enipeasu. Szlak ledwie poznaczony wyblakłymi rdzawymi maźnięciami, ani śladu łańcuchów, klamer czy innych udogodnień. Jeszcze trzeba zejść ostro w dół, minąć dwie przełęcze w grani; ze szczerbin tych wieje z zachodu przenikliwy ziąb od strony może 500-metrowej głębokości kotła Kazania. I w końcu ostre podejście żlebem Luki o nachyleniu miejscami 70 stopni, lecz nie stanowiącym zagrożenia pod szczyt Mitikasu, wyróżniający się blaszaną chorągiewką z białym greckim krzyżem z macedońską Verginą na niebieskim tle.
Jesteśmy więc w gościnie i Zeusa. To tu ojciec bogów "...siedział na turni najwyższej Olimpu o wielu wierzchołkach..." - jak to Homer bodajże trzykrotnie w Iliadzie powtarza. To tu mieszkało, ucztowało, bawiło się i wiodło spory, a nawet boje dwanaście głównych bóstw. Tu nektar i ambrozja, tu śpiewy muz i dźwięk lutni Apolla. Stąd to bogowie śledzili losy swych wybrańców, gdy walczyli oni pod murami Troi. Wzrok ich musiał mieć nie lada przenikliwość, gdyż azjatycka Troja leży równo 300 km na wschód od tesalskiego Olimpu. Może zresztą uczty, swary i zaloty odbywały się, u stóp Profilis Ilias, na trawiastej platformie zwanej Łąką Muz? Może dalej a południe od Mitikas, na szczycie dziś zwanym Ajos Antonios, gdzie w 1961 roku znaleziono szczątki świątyni Zeusa?
Sam szczyt Mitikas w czasach nowożytnych został zdobyty dopiero w 1913 roku przez szwajcarów Baud - Bauvy'ego i Boissonasa, którzy wraz z greckim przewodnikiem Christosem Kakalosem weszli - po mylnym zdobyciu Skali jako rzekomo najwyższego szczytu - na najwyższy wierzchołek Hellady. Zdjęcia zrobione wówczas przez Szwajcarów zdobią ściany schroniska "A". Nie zachowała się jedynie nazwa szczytu, nadana wówczas przez zdobywców: Pic Venizelos.
Widok ze szczytu jest ponoć rozległy, wspaniały. Ku wschodowi błyszczy ołowianym lustrem Zatoka Termajska, za nią widoczne zarysy brzegów i wzgórz Półwyspu Chalcydyckiego. Ku zachodowi - pogórze Greveny, a za nim grzbiety Pindosu. Od południa horyzont zasłonięty pobliskim grzbietem Livadaki, ku północy - mur skalny przesłania nadwardarskie równiny Macedonii. Blisko, na wyciągnięcie ręki, biegnie tu dalsza część grani ze szczytem Stefani, zwanym też Tronem Zeusa, pod nami, od zachodu, kocioł Kazania. Jednak uroki panoramy mogliśmy podziwiać tylko podczas nielicznych chwil przejaśnień, kiedy łaskawy Zeus zechciał dmuchnąć i rozpraszał mglistą zasłonę chmurek. Na postumencie w blaszanym pudle znajdujemy "księgę szczytową". To dar austriackiego Alpenvereinu. Przerzucaliśmy pośpiesznie strony odnajdując polskie wpisy członków grupy spotkanej rankiem w Prionii. Miło było wpisać tam także swoje nazwiska...
Pora wracać. Schodzimy ostrożnie skalisto - łupkowatą ścianą w dół, do wietrznej i zimnej przełęczy, potem granią ku Skali. Na nasze powitanie wyszedł wychudzony czworonożny towarzysz nasze wędrówki, który czekał cierpliwie na ostatnich turystów. Coraz niżej, wyraźną ścieżka, po płytach i piargach w stronę "Katafugion A". Przywitał nas tutaj, a jakże, brodaty właściciel z Gorbaczowem. Oczywiście czujnie patrząc nam na ręce. Każdy krok w dół to malejąca numeracja pomalowanych na zakrętach kamieni, napotkany Fin z sił ONZ w Macedonii pomykający w dół aby zdążyć na samolot z salonik do Skopie ("-Góry w Macedonii są niższe ale dziksze i trudniejsze!"), dwie sympatyczne Estonki zasuwające do schroniska "A".
Gdy późnym popołudniem dotarliśmy do Prionii, umówiony taksówkarz czekał na nas zgodnie z umową. Zmęczeni lecz dumni i szczęśliwi wracaliśmy na kolację do Panteleimonas, wdzięczni Zeusowi za okazaną łaskę i przychylność.





