Świat robi się coraz mniejszy. Kilka tygodni temu z radością odkryłem, że z geograficznego środka Polski do środkowej Dalmacji można dojechać w ciągu czternastu godzin. Świeżo oddana do użytku nowa nitka chorwackiej autostrady zachęca Polaków, a także inne środkowoeuropejskie nacje, do rajdu na Południe. Od Zagrzebia aż do Splitu jedziemy bezkolizyjnie od lipca tego roku. Kończą się prace drogowe w okolicach Krapiny - udrożni to dojazd do Zagrzebia od strony słoweńskiego Mariboru - a sięgnięcie Dubrownika to kwestia kilku kwartałów. Jeśli więc do tej pory większość naszych rodaków docierała jedynie do Istrii, to od tegorocznych wakacji coraz żwawiej zaczynamy zaludniać turystyczne szlaki i plaże paru dziesiątków adriatyckich wysp, wybrzeża okolic Ninu, Biogradu, Splitu oraz dalej, aż do południowych krańców Chorwacji.

Od Bosiljeva, gdzie od istniejącej wcześniej trasy Zagrzeb - Rijeka odbija nowa arteria na południe, z podziwem patrzymy na dzieło budowniczych autostrad. W bardzo krótkim czasie przeryli oni dziesiątki tuneli, wyrąbali wiele kilometrów litej skały, postawili mnóstwo mostów, estakad i innych drogowych budowli. Tunele Mala Kapela i Sveti Rok mają bez mała po 6 km długości, wzdłuż trasy powstają nowe stacje paliw, lokale gastronomiczne i zjazdy prowadzące w kierunku atrakcji chorwackiego interioru. Duża część autostrady biegnie równolegle do Velebitu Planiny, najbardziej malowniczego łańcucha górskiego Chorwacji, ciągnącego się na przestrzeni ponad 140 km. Przeciwna do Velebitu strona syci nasze oczy różnorodnością krajobrazu górskich pasemek Przedgórza Dynarskiego, przytulnych dolin i jarów, zadrzewień śródpolnych lub oglądanych z góry cieków wodnych. Gdzieniegdzie z daleka widać niewielkie skupiska czerwonych dachów, wśród których bieleją smukłe wieżyczki świątyń. To sioła chorwackiej prowincji, często ubogie lecz zawsze pełne dumy swych mieszkańców i gościnne, jak całe Bałkany.
To, że możemy szybko dotrzeć do Pagu, Trogiru czy Splitu, wcale nie znaczy, że musimy znaleźć się tam natychmiast. Wzdłuż nowo powstałej arterii jest moc turystycznych pokus i w kilku miejscach warto się zatrzymać. Wielu turystów robi takie przystanki by zgłębiać ducha bałkańskich dziejów, obcować z bogactwem tutejszej przyrody i posmakować regionalnych win, destylatów czy potraw. A jeśli pogoda we wnętrzu kraju płata czasem figle, to bądźmy pewni, że u wylotu tunelu Sveti Rok przywita nas słoneczna przestrzeń. Badania klimatologów potwierdzają, że obszar pomiędzy środkową częścią wyspy Pag a Šybenikiem to najbardziej nasłoneczniony fragment wybrzeża Dalmacji. Tutaj od paru tysięcy lat uprawia się winną latorośl, zioła kondensują w sobie cały śródziemnomorski bukiet zapachów a letnie, nocne szepty przyrody sprawiają, że nie chce się spać. /Wszystko o chorwackich drogach, opłatach drogowych i cenach paliw: www.ina.hr, www.hak.hr, www.autoweb.hrarchiwum. Ważna informacja dla użytkowników LPG: na każdej stacji sprzedającej LPG gratis otrzymujemy mapkę wszystkich punktów sprzedaży gazu /autoplin/ w tym kraju. Stacji tych na razie jest niewiele i trudno na nie trafić bez szczegółowej informacji./
Gdzie warto zjechać na chwilę z autostrady /od Krapiny do Splitu/. Mniej znane a warte odwiedzenia miejsca
* Varaždin - od 1209 tzw. miasto królewskie w granicach Węgier, potem długo główne miasto Chorwacji. Gotycki Stari Grad, liczne dwory i pałace, kilka klasztorów. Uwiecznione w operetce Imre Kalmana. Muzeum z bogatym działem entomologicznym.
* Medvedica - Park Przyrody w masywie górskim nad Zagrzebiem z bogatą biosferą i jaskiniami krasowymi. We wsiach Šestine i Remete leżących na zboczach Medvedicy kultywowany folklor. W okolicy pozostałości twierdzy średniowiecznej.
* Trakošćan - renesansowy zespół pałacowy malowniczo rozlokowany nad jeziorem o tej samej nazwie. Muzeum z bogatą kolekcją dawnej broni.
* Krapina - paleontologiczne stanowisko Hušniakowo, gdzie odkryto szczątki człowieka neandertalskiego. Jedno z najcenniejszych na świecie znalezisk.
* Ozalj - pozostałości średniowiecznego zamku Frankopanów nad Rzeką Kupą.
* Otočac - pozostałości osady z czasów prehistorycznych i ruiny grodu /mur i baszty/ z czasów ekspansji tureckiej na Bałkany.
* Gospić - miasteczko pięknych i postawnych ludzi. Bogaty folklor - słynna płaska czapka lička kapa z czarnym haftem na czerwonym tle i zwisającym pękiem frędzli. Wykopaliska z epoki kamiennej. Miejsce pamiątek po pionierze radiofonii N. Tesli.
* Obrovac - jeden z fenomenów chorwackiej przyrody, kanion rzeki Zrmanji. Godzinny rejs stateczkiem z Obrovaca do Maslenicy pozostawia moc wrażeń.
* Murter - wysepka z dwoma malowniczo usytuowanymi miasteczkami. Wielu mieszkańców Murteru tradycyjnie zajmuje się połowem mięczaków morskich, homarów i gąbek. Ich stada owiec od wieków wożone były na suche pastwiska archipelagu Kornati.
/Mapkę całej nowej trasy otrzymamy pocztą po wysłaniu prośby na adres: info@chorwacja.home.pl /
Raj widziany z góry
Jadąc, jak zwykle w ciemno, u schyłku sezonu na dalmatyńskie wybrzeże, zaraz po pokonaniu południowych krańców Velebitu wiedziałem, że tym razem zatrzymam się w rejonie Zadaru. Na moment zjechałem z autostrady szukając stacji LPG. Nie znalazłem gazu ale przy tej okazji trafiłem na iście rajski fragment chorwackiego Pomorza. Z parkingu położonego kilkaset metrów nad poziomem morza roztaczał się widok, któremu nie mogłem się nadziwić. Od wschodu dwustumetrowa ściana różowiejącej bieli velebickiego krasu a pod nią kępy makii w blednącej zieleni mijającego lata. Północny zachód błyszczał długimi wstęgami adriatyckich cieśnin, kanałów i przesmyków, lazurowymi plamkami zatok i mierzei. Nawet Pag było widać, choć stąd wydawał się jeszcze bardziej smukłym, niż jest w istocie. Na południu dominował turkus dwu niewielkich akwenów gdzieniegdzie otoczonych oliwnymi gajami, sadami pełnymi drzew figowych, winnicami i lawendowymi polami. Novigradsko more jest parę razy większe niż Karinsko, ale oba jednakowo bajecznie wpisują się w dalmatyński pejzaż.
Bardzo dobra widoczność i stara radziecka lornetka pozwoliły mi ogarnąć wzrokiem całą połać Rivijera Zadar, gdzie za kilkadziesiąt minut miałem szukać wakacyjnego lokum. Mając niezłą mapę tego fragmentu wybrzeża od razu starałem się nazywać po imieniu wszystko, co namierzyły moje uzbrojone oczy. Stolicę regionu można było zlokalizować najszybciej. Pastelowe nitki i wstążki budynków przykrytych fantazyjnymi obłoczkami bladoczerwonych dachów a tu i ówdzie plamki żywej jeszcze zieleni parków. Nadmorskie wąskie niziny nieco się tu rozszerzają i Zadar miał się gdzie rozbudować w czasie swej 25-cio wiecznej historii. Kierując wzrok nieco w prawą stronę mogłem bezbłędnie określić położenie Ninu, pradawnej siedziby chorwackich władców. Miasto już w czasach prehistorycznych usytuowało się na wąskim cyplu, skąd jedynie rzut kamieniem do południowych krańców Pagu. Zdaje się, że patrząc trochę w lewo od Zadaru zlokalizowałem Biograd na moru, prawie tysiącletnią siedzibę władz biskupich i skarbnicę pamiątek po panowaniu Wenecjan. Nijak nie mogłem jednak nazwać kilku a może kilkunastu ledwo widocznych niewielkich wiosek, miasteczek, osiedli letniskowych i kurortów, które usiane wzdłuż adriatyckiej magistrali przypominały długą kiść różowych winogron. Absolutnie trudno było także połapać się w tym wszystkim, co bezładnie rozciągało się na lazurze Adriatyku. To, że wyspy Ugljan i Pašman zlały się w jeden ląd, a Dugi Otok istniał tylko w domyśle, to jeszcze nie problem. Gorzej, że nie zlokalizowałem osobliwych w swoim kształcie pojedynczych wysepek, grup wysp i małych archipelagów. Chodzi nie tylko o Sestrunje, Molat, Vir albo Iž. Nie udało mi się zdecydowanie wskazać na Kornaty. I byłbym długo jeszcze mozolił się z mapą, lornetką i dwoma otwartymi na odpowiednich stronach przewodnikami, gdyby nie pomoc Luki i Slavicy, którzy zatrzymali się niespodziewanie przy moim samochodzie.
Wracający od kuzyna mieszkającego w pobliskiej Maslenicy właściciele pensjonatu w Sukošanie zrozumieli moje kłopoty albo chcieli po prostu pogadać z bratem Słowianinem. Już po chwili wiedziałem gdzie leżą Tri Sestrice, kto wybudował tzw. "najmniejszą katedrę chrześcijańską" w Ninie i dlaczego tak trudno rozpoznać Kornaty przez lornetkę. Moja wiedza powiększyła się o kwestie związane z winiarstwem, połowami smakowitych małży zwanych kamenice, poznałem też tajniki sporządzania najlepszej w świecie travaricy. Nade wszystko jednak moi przygodni znajomi wskazali mi przez lornetkę miejsce, gdzie znajdę najtańszą i najwygodniejszą w okolicy kwaterę. /Wszystko o regionie Zadaru: www.zadar.hr, tz-zd-zup@zd.t-com.hr/
Sukošan - tylko do winnic daleko
O żadnej porze roku nie można policzyć mieszkańców tego ślicznego miasteczka. Położone nad malowniczą zatoką, tuż przy adriatyckiej trasie turystycznej, oficjalnie liczy około 2500 obywateli. Od września do maja liczba ta jest jeszcze mniejsza, bo spora część miejscowej społeczności od lat ma drugie ojczyzny. Całe rodziny mieszkają wtedy i pracują w Niemczech, Austrii czy Wielkiej Brytanii a jedynie u progu lata zjawiają się w Sukošanie. Są wówczas ponownie Dalmatyńczykami, gazdami w swoim rodzinnym domu i sezonowymi biznesmenami. W ciągu kilku dni przygotowują swe posesje na przyjęcie paru tysięcy wczasowiczów. Nie mają wiele do roboty bo ich domami przez kilka martwych miesięcy zajmują się ciotki, stryjowie lub sąsiedzi. Trzeba jednak posprzątać ogrody i sady, dokonać przeglądu winnic, poprzycinać figi, bugenwille czy zebrać plony zimowego czosnku. Niektórzy dobudowują nowe piętra domostw, poprawiają ich kolorystykę, doposażają, remontują, pieszczą.
Pensjonat Luki i Slavicy może przyjąć 18 dorosłych osób i prawie tyle samo dzieci. Do dyspozycji gości jest kilka niezależnych łazienek, kuchni, balkonów i tarasów. W ogrodzie obfitość roślin ozdobnych oraz krzewów i drzew owocowych. O różnych porach lata i wczesnej jesieni można zrywać figi, gruszki, brzoskwinie, winogrona i kiwi. Można korzystać z grilla, małego boiska do siatkówki i kilku rowerów. Wino można zaserwować sobie samemu o każdej porze dnia bo piwniczka jest zawsze otwarta. Gospodarze nie śledzą kto i z czego korzysta ale wszystko ma tu swoją zwyczajowa cenę i nigdy nie ma sporów dotyczących opłat za dodatkowe świadczenia. Większość wypoczywających w Sukošanie to Niemcy, Austriacy, Szwajcarzy i Włosi, a nacje te zdrowy obyczaj turystyczny mają od lat we krwi. Dość szybko uczą się tego także inne narody, które do wielkiej rodziny obieżyświatów dołączyły z pewnymi kompleksami.
Kameralnej atmosfery miasteczka nie zakłócają pojawiające się już od maja rzesze wczasowiczów. Nawet w lipcu, kiedy trwa tu szczyt sezonu, przechodząc obok kampingu, piwiarni czy konoby, nie słyszymy dokuczliwego gwaru. Nigdzie nie widać watah podchmielonej młodzieży, nie słychać ryku dyskotekowej aparatury i nie trzeba obawiać się ostro jeżdżących kierowców. Zarówno stali mieszkańcy, jak i przybysze, od rana spotykają się w tych samych piekarenkach, przy tych samych straganach z warzywami i w ogródkach wielu przytulnych lokalików. Po tych samych ścieżkach jedni i drudzy jeżdżą potem rowerami, biegają dla zdrowia i spacerują dla relaksu. Plaże, które mają długość kilku kilometrów należą do każdego i dla wszystkich parę razy w ciągu dnia biją dzwony dwu maleńkich miejscowych kościółków.
W Sukošanie wszędzie jest blisko. Z maleńkiego rynku w ciągu minuty trafimy na pocztę, do banku, kilku kawiarenek i do kościoła św. Kasijana. Dwie minuty zajmie nam dotarcie do marketu spożywczego, kościoła p.w. Pana od Miłosierdzia, konoby "Kaleta" i biura informacji turystycznej. Niewiele więcej czasu poświęcimy na przejście do portu z przepięknie usytuowaną mariną "Dalmacija". Stąd łatwo sfotografować sterczące z wody ruiny letniego pałacu arcybiskupów zadarskich z XV w. i spenetrować wzrokiem lazurową przestrzeń Kanału Zadarskiego. Nieco dłużej zajmie nam dotarcie na przedmieścia, gdzie od razu znajdziemy się w rozległych gajach oliwnych, figowych sadach i na plantacjach winorośli. Na obrzeżach miasta wytrawni turyści trafią na fragmenty osady antycznej - pozostałości budowli rzymskich, groby, resztki akweduktu. /Turistička zajednica općine Sukošan, 23206 Sukošan, tel/fax. 023/393-345, Tel. 023/394-104, www.tzo-sukosan.hrarchiwum, tzo-sukosan@zd.tel.hr/
Z Sukošanu do czterech chorwackich parków narodowych też nie jest daleko:
PN Kornati 11 km
PN Paklenica 60 km
PN Krka 80 km
PN Plitvice 152 km
Co sprawia, że w raju czasem boli głowa
Rosjanie mówią gnat' spirt, Polacy pędzą bimber a w Chorwacji rakiję se peče. Produkcja owocowych destylatów na bałkańskiej prowincji, ale także na obrzeżach aglomeracji i wzdłuż całego adriatyckiego wybrzeża to ważny moment w rocznym kalendarzu zajęć i ceremonii. Kiedy ostatnie grona przejdą proces pierwszej fermentacji zlewa się młode wino a całą resztę przekłada do kotła, w którym peče se rakiju. Na pierwsze krople owocowego samogonu, które z destylacyjnej aparatury kapią do specjalnego probierza, niecierpliwie oczekują zgromadzeni mężczyźni - amatorzy silnych trunków, smakosze, znawcy a czasem ciekawscy turyści. Zwyczaj i praktyka każą by przed degustacją nie kosztować innego alkoholu a nawet nie jeść zbyt wiele, szczególnie serów i owoców. Ponoć niektórym uczestnikom tych winiarskich dożynek nawet się to udaje. Już po dwóch godzinach od włączenia zmyślnego instrumentarium zaczyna się pełna nowych oczekiwań degustacja. Gospodarz rozlewa pierwszy uciąg do maleńkich kieliszeczków i nie bez niepokoju czeka na reakcje całego towarzystwa. Nie musi słuchać achów, ochów i uchów. On obserwuje oczy i miny pijących. Po chwili wie, co mu się w danym roku udało a co nie. Moc, smak, zapach i klarowność destylatu świadczą o właścicielu winnic i sadów - rakiję robi się nie tylko z winogron. Do następnego sezonu będzie się wymieniało imiona znajomych w kontekście jakości trunku. A to, że Bore powinien odmłodzić winnice, że Andelko ma nieszczelny kocioł, a Šime to nawet w mokrym roku produkuje pierwszy sort.
Poczęstuj mnie swoją rakiją a powiem ci kim jesteś - chciałoby się podsumować wymyślonym na poczekaniu przysłowiem. W języku chorwackim jest pewnie tego odpowiednik bo wiele tutejszych przysłów dotyczy wina, rakiji, innych trunków i zakąsek. Jer vina nema, jer kaleža nema. Ko peče rakiju, moraće sam i da je popije. Nema kruha bez motike. Jak te języki są do siebie podobne! Przekonałem się o tym wielokrotnie podczas pierwszych pobytów na Bałkanach, a znajomością chorwackich przysłów zaskoczyłem w tym roku samych Chorwatów. Podczas jakiejś biesiady w konobie Kaleta w Sukošanie, po którejś już szklanicy dingacza, głośno przypomniałem sobie efektowne motto mojego dziadka. Używał tego powiedzonka podczas nocnych Polaków rozmów przy kieliszku, którym jako malec często z ukrycia się przysłuchiwałem. Dziadek służył w austriackiej armii a w jego oddziale panował biesiadny duch dyktowany przez towarzyszy niedoli z Bałkanów. Nema kruha, nema vina, boli glava Dalmatina - w stylowej sukošanskiej konobie Kaleta przyjęto owacyjnie i wzniesiono do góry kolejne puchary. Okazało się jednak, że nikt z naszego grona, choć przeważali miejscowi, nigdy tego wcześniej nie słyszał. /kruh - chleb/.
Na bazie rakiji z winogron a także innych owocowych destylatów można komponować nieskończoną ilość nalewek, likierów, aperitifów i wódek. Całe Bałkany uwielbiają takie eksperymenty a przybysze doceniają ich kunszt wydając nieraz krocie na travaricę, lozovacę, kilka gatunków śliwowic, nalewki gruszkowe, orzechowe, brzoskwiniowe.
Mój ostatni pobyt w Dalmacji zaowocował kolejnym odkryciem w tej dziedzinie. Z ogonka przy warzywnym straganie wywołała mnie starsza pani proponując kupno tanich pomidorów, fig, jajek i domowych win. Chętnie udałem się z nią w sąsiednią uliczkę, gdzie w okazałym ogrodzie stał jej dom. Wchodząc do sadu zwróciłem uwagę na dziwne drzewo z owocami podobnymi do oliwek. Liście tej rośliny były jednak sztywne, błyszczące i nieco innego kształtu. Podobnie owoce, które odbijały światło i z bliska różniły się od oliwek. Była to głożyna Jujuba /żużuba, čičindra/, zwana także po prostu jujubą - krzew a czasem drzewo sadzone na Bałkanach od czasów rzymskich. Słodkie, brunatnawe, podobne do daktyli owoce są jadalne lecz z powodu wysokiej zawartości cukru przerabia się je najczęściej na owoce kandyzowane. Okazało się też, że wyśmienicie nadają się do sporządzenia oryginalnej travaricy. Zalane mocną rakiją już po kilku tygodniach nadają jej kolor koniaku i wyborny, z niczym innym nie porównywalny smak. Nalewka z jujuby zbawiennie działa na układ trawienny, jest wspaniała zarówno jako aperitif jak i degistif. I choć pani Ivanka nie jest zwolenniczką mocnych alkoholi, to w swojej piwniczce trzyma kilka gatunków domowych trunków. Jej pracujący w Niemczech syn zawsze zabiera z sobą orzechowy likier, parę butelek różnego rodzaju travaricy a także dziesiątki litrów domowego wina. Kiedyś nawet wracał do Sukošanu aż spod Karlobagu, gdy okazało się, że jadąc na północ zapomniał włożyć do bagażnika butelkę swojej ulubionej głożynowej nalewki.
Wielu regionalnych potraw, win i spirytualiów skosztujemy w Sukošanie:
Konoba "Kaleta" - tel. 023 393306, 394 031, GSM - 098 92 82 890 /polecam wspaniałą atmosferę dalmatyńskiej fiesty, gdzie ceny niezbyt wygórowane, a pewien miejscowy bard z gitarą potrafi w ciągu paru minut zaprzyjaźnić z sobą nawzajem całkiem przypadkowo dobrane, międzynarodowe towarzystwo/.
Restauracja "Bero" - www.restoran-bero.comarchiwum
Motel "Domagoj" - mile.panjak@zd.htnet.hr
Restauracja "Bonaca" - tel. 023 393 423
Osteria "Piazza" - www.piazza-sukosan.com
