Wszystkich lecących do Tel Awiwu ostrzegam : izraelskie służby graniczne są skończenie profesjonalne i niemiłosiernie wyczulone na jakiekolwiek nieprawidłowości w dokumentach, bagażu a nawet stroju podróżnego. Zważając na sytuację w regionie nie jest to nic dziwnego i raczej lądujący na lotnisku w Lod pod Tel Awiwem zdają sobie z tego sprawę. Zdarzają się jednak niefrasobliwe wyjątki. Na przykład …autor tych słów.

Krótko przed odlotem do Ziemi Świętej gościłem w Chocimiu, gdzie oglądałem ruiny zamku a następnie zażyłem przejażdżki przeciekającą łódką po Dniestrze. Pech chciał, że łódka wywróciła się a ja wpadłem w zburzone fale rzeki. Z życiem uszedłem ( notabene ku wielkiemu żalowi mojego towarzysza włóczęgi Krzysztofa, który wyrzucać mi potem będzie że, zmarnowałem okazję poniesienia malowniczej śmierci. - Posłuchaj tylko ! Zginął pod Chocimiem ! Co za wspaniałe epitafium na nagrobek ! ) a zatem z życiem uszedłem, lecz mój paszport i ukraińskie pieniądze zostały gruntownie przekąpane. Hrywny wysuszyłem w słońcu na kamieniu nieopodal twierdzy a następnie szybko zamieniłem na doskonały samogon sprzedawany w budce, gdzie sympatyczny strażnik wydawał również bilety zwiedzającym zamek chocimski. Paszport też się wysuszył lecz do siebie zupełnie nie doszedł a stał się następnie przyczyną kolejnej przygody.
Na lotnisku im. Bena Guriona w Lod, szybko przekonałem czarnowłosą celniczkę, że do Erec Izrael nie przybyłem aby podjąć nielegalną pracę, wspierać palestyńską intifadę czy też demonstrować pod Knesetem z żądaniem wydania Polsce ściganego przez IPN Salomona Morela. Warto dodać, że na Ben Gurionie służą młode żołnierki które wspomagają etatową obsługę lotniska. Śliczne te dziewczyny natychmiast podbiły moje serce i już prawie im wmówiłem, że są najpiękniejszą strażą graniczną na świecie, gdy jedna z nich stwierdziła, że mój paszport wzbudza jej wątpliwości i w związku z tym proszą mnie o przejście do specjalnego pomieszczenia gdzie, jak się wyraziła : wszystko zostanie pozytywnie wyjaśnione. Nie miałem wtedy jeszcze złych przeczuć i naprawdę perspektywa przebywania jakiś czas z młodą, ładną dziewczyną w "specjalnym" pomieszczeniu, nawet jeżeli miały to być jedynie stosunki służbowe, była przyjemna. Niestety. Zamiast mojej ulubionej border gard nadciągnęła potężna jak Horpyna, ciemna Falaszka. ( Falasze - etiopscy Żydzi, przetransportowani do Izraela w latach 80 z ogarniętej głodem Etiopii w specjalnej akcji - Jozue. ) Niesympatyczne to babsko popatrzyło na mnie niechętnie a jej wzrok zdawał się krzyczeć: adresy, kontakty, nazwiska!
Pomyślałem, że przeprawa z nią będzie ciężka i następne dwie godziny potwierdziły to absolutnie. Wreszcie odpowiedziałem na jej skrupulatne pytania dotyczące każdej mojej eksploracji zarejestrowanej stemplem w paszporcie jak i celu przybycia do cudownie przez nią odzyskanego kraju przodków. Wydawało się, że kryzys został zażegnany. A jednak. Sfatygowany przez rzekę Dniestr paszport świadczył przeciwko mnie i wiedziałem już, że rację miała polska straż graniczna, ostrzegając mnie na Okęciu, że z takim dokumentem sam sobie napytam biedy u obcych pograniczników. Na koniec interview babsko oświadczyło , że wracam następnym lotem do Warsaw. Póki co zostanę pod opiekę odpowiednich służb lotniskowych, które zapewnią mi wikt i utrzymanie do tego momentu. Pech chciał, że akurat zaczął się szabat a to oznaczało, że na lotnisku pozostanę dobre 48 godzin !
Kończyłem drugą paczkę gitanesów, kiedy przyszli młodzi ludzie i zabrali mnie do innego pomieszczenia gdzie znajdował się był też mój bagaż. Zostałem poproszony o rozpakowanie torby podróżnej i wyjmowanie powoli każdej rzeczy z osobna. Kiedy przeszła kolej na aparat fotograficzny i kamerę, "opiekunowie " poprosili o kontrolne pstryknięcie migawką, sami przy tym odsunęli się kilka dobrych metrów. Następnie szczegółowa rewizja osobista z udziałem wykrywacza do wszystkiego co może strzelać i wybuchać. Jeszcze nigdy nikt nie poświęcił tyle uwagi moim butom i paskowi do spodni. Profesjonaliści w każdym calu. Nie zlekceważą niczego.
Kiedyś na Ben Gurionie wylądowała młoda para z Anglii. Ona była w zaawansowanej ciąży. Za sprawą izraelskich służb "ciąża" nie została donoszona. Nie, nie to, żeby poroniła przez stres spowodowany przesłuchaniem. Po prostu pod suknia nie było ciąży a kilka kilogramów plastiku. Wiedziałem o takich i innych " kwiatkach ", więc z pokorą współpracowałem z przesłuchującymi. Tu trzeba zaznaczyć, że rygorystyczne procedury bezpieczeństwa nie pojawiły się w Izraelu nagle. Były od zawsze . Żadna wątpliwość nie może być zlekceważona. Jeszcze trudniej jest przy wylocie.
Gdyby Zachód mniej ganił państwo Izrael a więcej korzystał z jego doświadczeń z pewnością uniknięto by co najmniej niektórych strasznych fajerwerków Al. Kaidy. Jeżeli w grę wchodzi bezpieczeństwo Izraelczycy skorzystają z każdych doświadczeń. A oto dowód. Jakiś czas temu specjalistyczny polski miesięcznik opisał historie na pewno nie wziętą z sufitu. Otóż na międzynarodowej konferencji w sprawie bezpieczeństwa, amerykański generał perorował na temat metod działania irackich rebeliantów, ich skuteczności i trudności w zwalczaniu ich przez siły koalicji. Przedstawiał schematy organizacji bojowników i sposobu ich działania. Zakończył stwierdzeniem, że co prawda rozpoznanie i przeanalizowanie logistyki partyzantki miejskiej w Iraku kosztowało US Army olbrzymie pieniądze i środki, nie mniej jednak jest to sukces który przyniesie szybko efekty na polu walki. Na te fantastyczne " rewelacje " odpowiedział przedstawiciel Izraela, który stwierdził, że szkoda było dolarów amerykańskiego podatnika na kosztowne analizy porównawcze. Bo w zasadzie wystarczyło przeczytać kilka książek na temat techniki działań dywersyjno - organizacyjnych polskiej Armii Krajowej aby dowiedzieć się na czym polega skuteczność podziemnej walki zbrojnej ! Pomyślałem sobie, że skoro Żydzi czytają książki o ukochanej przez mnie AK to wybaczę im moje niefortunne kiblowanie na lotnisku imienia ich ojca założyciela.
Przesłuchanie mnie trwało dobre dwie godziny. Nie powiem, żeby ochrona była niemiła dla mnie. Paliliśmy wspólnie papierosy i zostałem potraktowany kawą. Nie doświadczyłem czegoś tak okropnego jak pewna młoda Polka w roku bodajże 2003. Jej historię opisywały wydawane w Izraelu polskojęzyczne Nowiny - Kurier. A było to tak : Dziewczyna została zaproszona przez dwojga starszych państwo. Ci ludzie przetrwali wojnę w Polsce dzięki dziadkom tej dziewczyny i teraz chcieli zrobić ładny gest. Na lotnisku nie chciała uwierzyć w tą historię emigration officer i zarzuciła Polce przybycie tutaj z zamiarem prostytuowania się. Zrobiła się dzika awantura. Dziewczyna popłakała się, straciła panowanie nad sobą, w rezultacie została dodatkowo spoliczkowana. Interweniował w tej sprawie i kilku podobnych ówczesny ambasador Izraela w Warszawie Szewach Waiss, który twardo stwierdził, że tego typu historię rujnują jego pracę na rzecz zbliżenia polsko-izraelskiego.
Dość dywagacji. Skończyło się moje przesłuchanie i prowadzony jestem w czeluście terminalu. Otwierają się kolejne drzwi i ląduje w pace dla zatrzymanych z jakichś tam powodów i oczekujących na samolot powrotny. Na przestrzeni kilku metrów kwadratowych stoją piętrowe prycze. W rogu mały stolik i dwa krzesła, u sufitu blada żarówka. Bunkier, żadnego okna. W pierwszej chwili ogarnia mnie przerażająca klaustrofobia. - Będziesz tu tylko krótki czas - tłumacze sobie i lęk ustępuje. Gramolę się na najbliższe wolne wyro i dopiero teraz zaznajamiam z pozostałymi aresztantami. Waśka z Mińska w garniturze a la homo sovietikus wyrzuca kompanowi wystrojonemu w elegancki dres : masz bladź swój Izrael ! krzyczy i co rusz spluwa zamaszyście na betonowe klepisko. Dwóch Czechów skuliło się w sobie i w zgodzie ze swoim narodowym pacyfizmem milczą na smutno. Kilku ciemnolicych osobników nie odzywa się do nikogo. Waśka organizuje coś mocniejszego i zaprasza mnie do zastawionego stolika. Przynajmniej nie będę głodny. Potem się okaże, że karmią tutaj dobrze. Trzy razy dziennie straż wnosi żarcie w plastikowych pojemnikach : ryba, kurczak, ryż, sałatki. Tyle tylko, że wszystko zimne. Przez ścianę sąsiadujemy z babskim karcerem. Akurat siedzi tam jakaś nieszczęsna Litwinka. Kiedy klawisz prowadzi ją do WC widzę tą kobietę. Nic jej nie ujmując nie wygląda żeby przyjechała tu się sprzedawać. Raczej uznano, że potencjalnie może podjąć pracę na czarno.
Wypiliśmy z Waśką wszystko co posiadaliśmy i zalegliśmy snem więźnia sprawiedliwego. Nazajutrz, choć diabeł wie czy to noc była czy dzień, przyszedł strażnik z gnatem u boku i zapytał czy ktoś chce mu pomóc wynieść śmieci. Pierwszy podskoczył jakiś muslim lecz wyrwałem kosz z jego łapy i w ten sposób zażyłem spaceru w drodze do lotniskowego śmietniska. Wierzcie mi. Po dwudziestu czterech godzinach gnicia na aresztanckich narach, taki spacer jest rozkoszą.
Wreszcie zaczęli po nas przychodzić. Pierwsi odlecieli Czesi, potem dwóch Portugalczyków. Jakiś czas po nich Waśka, ja i kumpel Waśki który Waśkę namówił na tą eskapadę. " Moi " Białorusini dokumenty co prawda mieli ok. lecz, żadnej przy sobie waluty. Zresztą może by ich border gard o żadne pieniądze nie indygował lecz ich rozkoszne ubranka same się o to prosiły. A najgorsze, że nie mieli żadnej legendy. Ode mnie dopiero usłyszeli, że Ściana Płaczu jest w Jeruzalem a nie w Betlejem. W Mińsku naciągacz wziął od nich diengi za adresy pośrednika który miał czekać z gazetą w ręce pod wielka Menorą na wprost hali odlotów. Stamtąd mieli pojechać wprost na budowę gdzie Waśka miał murować a ten drugi podawać mu cegły.
Dwóch żołnierzy weszło i kazało zabierać się z rzeczami. Wsiedliśmy w pięciu do zielonego Land Rowera i pomknęli na płytę lotniska. Samolot czekał już tylko na nas. Wchodząc po trapie Wasia jeszcze raz naubliżał kumplowi i obraził jego mamusię. Ja obejrzałem się za siebie i pomachałem kierowcy od którego w pace sępiłem fajki. Wojskowi oddali nasze paszporty polskim stewardesom a te zaniosły je do kokpitu. Usadzono nas w pewnej odległości od innych pasażerów a ci obcinali całe zamieszanie z zainteresowaniem. Wreszcie w Warszawie przejęła nas Straż Graniczna. Zabrali nas do auta i na sygnale przejechaliśmy te kilkaset metrów. Mnie puszczono po krótkich wyjaśnieniach. Chyba mi współczuli nieudanej wyprawy bo pytali czy przekazałem Żydom pozdrowienia dla Arafata.
Reasumując. Wypad był interesujący. Przekonałem się, że warto swój paszport mieć w nienagannym stanie. Poza tym, indywidualny turysta udający się do Izraela raczej niech postara się aby nie było w nim pieczątek - pamiątek po pobytach w krajach arabskich. Ja takich nie miałem ale wiem co mówię. Jest to źle widziane. Tak jak w krajach arabskich posiadanie pieczątki izraelskiej jest przekleństwem. Mogą nie wpuścić. Nie jest to nawet niemile widziane. Jest to niedopuszczalne. Naprawdę. Bliski Wschód jest miejscem gdzie na lotniskową nudę nie ponarzekacie.
