Wielu geografów i ich pobratymców oburzy się na tę nazwę, ale jak można inaczej określić rejon znajdujący się ok. 40 km od Wiednia? Są to Alpy, a jakże, z całego swego jestestwa, z nazwy i roślinności... tylko jakieś takie niewysokie, malutkie... po prostu takie Alpeczki. Hohe Wand, bo o niej piszę, to przeurocze, prześliczne miejsce dla zapaleńców wspinania, "feraciarstwa", spacerów bez programu czy paralotniarstwa.

Hohe Wand to najbliższe Polski miejsce występowania dróg ubezpieczonych liną, potocznie nazwanych (via) ferratami. Długość ferrat oraz ich trudność jest utrzymana w konwencji tego miejsca tzn. małe góry- małe ferraty. Jest wśród nich jedna o oznaczeniu E (czyli najtrudniejsza z trudnych) choć jej długość jednak nie przekracza 40 m.
Ale po kolei...
Dojazd: Z Wiednia dojeżdża się autostradą A2 w kierunku na Graz, albo bez winietki "autostradowej" drogą krajową nr 17 do Wiener Neustadt. Z centrum miejscowości należy podążać za drogą na Wöllersdorf lub na "Hohe Wand Nature Park". Droga przejeżdża przez pasmo niewysokich wzgórz i prowadzi dalej do miejscowości Stollhof lub Maiersdorf. To tu!
Na miejscu: Z Maiersdorf można wyjechać na górę Hohe Wand, gdzie znajduje się szkoła paralotniarstwa i wiele miejsc noclegowych o cenach europejskich. Jedyna droga na Hohe Wand malowniczo pomyka po zboczu, zwinnie omijając skały i przepaści. Uwaga! Droga jest płatna w weekendy, choć praktycznie po 17 godz. można tam wjechać za darmo. Opłata za samochód osobowy wynosi ok. 2€.
Zaczynanie jednak wspinaczki od zjazdu nie musi być najlepszym pomysłem, zwłaszcza, że z góry trudno ustalić początek drogi, dlatego sugerujemy pozostanie na Sundhure Parkplatz- jedynym parkingu u stóp Hohe Wand. Na parkingu stoi duża tablica, która umożliwia pobieżne rozeznanie się w terenie i poznanie rozmieszczenia najważniejszych dróg i ferrat w okolicy. Dodam też, że istnieje kilka przewodników, w których zawarta jest podstawowa wiedza górska odnośnie tego rejonu [patrz przypisy], a najnowsze dane można znaleźć na stronie www.bergsteiger.at. Wszystkie wyżej wymienione pozycje są napisane w języku niemieckim.
Kilka ferrat jest prostych- typu A/B, dlatego można ich swobodnie użyć jako zejścia ze ściany. Z bardziej interesujących dróg żelaznych wymienię Vollerin, a właściwie jej górną część, która jest najtrudniejsza (D/E) na całej Hohe Wand. Warte grzechu są też nowa- HTL Steig C/D o długości ok. 300 m, Wildenauersteig C/D oraz krótka Wahringer- Steig B/C. Polecam także Frauenluckensteig (B), która jako zejście całkowicie dobrze się spisuje (proszę popatrzeć na zdjęcie). Te ferraty oferują wiele pozytywnych przeżyć! Trzeba jednak od razu powiedzieć, że austriacki styl ubezpieczania ferrat jest nieprzewidywalny. Owa "nieprzewidywalność" to brak liny stalowej na pewnym odcinku drogi żelaznej, własna lina asekuracyjna może więc być przydatna.
Jeśli chodzi o wspinanie na Hohe Wand jest duży wybór dróg począwszy od 2 skończywszy na 7 w skali trudności UIAA. Skała jest wapienna, bardzo miła w dotyku, drogi zazwyczaj obite, podpisane, a nawet, ku naszemu przeogromnemu zdziwieniu, oznaczone farbą (nie tylko kropami, ale nawet linią przerywaną!). Myślę, że Austriacy boją się o swoich wspinaczy, żeby się nie zgubili w ścianie... bo przecież jak inaczej można to wytłumaczyć?
Oprócz kilkuwyciągowych dróg wspinaczkowych są także dwa ogródki wspinaczkowe: jeden przy ferracie Vollerin, a drugi poniżej schroniska Herrgottschnitzer. Każdemu wedle potrzeb.
Minusem tej okolicy jest brak wody- jedynie w pobliżu parkingu znajduje się źródło. Bije ono wprost do poidła dla bydła, a jednak wodę stamtąd można pić (jeszcze żyjemy). Brak jest też jakiegoś campingu, co oczywiście można zastąpić spaniem na parkingu, w lesie czy w gasthoffie. Istnieje też duże niebezpieczeństwo pogryzienia przez kleszcze. No cóż, nikt nie mówił, że Alpy są zupełnie bezpiecznym miejscem!
Jeśli nas znudzi wielce wysoka Hohe Wand, można pojechać trochę bardziej na południe do Flatz na mniejszą (Flatzer) Wand. Tu także znajdziemy ferratki i całe mnóstwo dróg wspinaczkowych jedno- lub dwuwyciągowych.
Dojazd: Drogą numer 17 do Neunkirchen skąd kierujemy się na drogę numer 26 na Ternitz, następnie należy szukać kierunkowskazów na Flatz (a nawet na Flatzer Wand Nature Park). Jazda przez wzgórza wcale nie nastraja wspinaczkowo, ale warto potrudzić się do Flatz, bo jest miejsce ciche i przyjemne. Przez miejscowość Flatz prowadzą znaki do Natur Park, do parkingu pod lasem. Nad parkingiem znajduje się miejsce do grillowania (budka, ławeczki i nawet ujęcie wody- jak byliśmy nie działało) i skałki. Oprócz dróg wspinaczkowych są tam cztery krótkie ferratki o trudnościach A/B. Najciekawsza z nich to Ternitzersteig 1+/B prowadząca obok pieczary, w której schronili się mieszkańcy Flatz przed Turkami, oczywiście w wiekach średnich.
Ferratki są króciutkie i łatwiutkie, więc po takim miłym spacerku można brać się do poważniejszej roboty. Zgodnie z przewodnikiem znajdziemy na Flatzer Wand drogi wspinaczkowe począwszy od -4 do 7 i jeszcze więcej. Jest także jedna droga o trudnościach 3, ale biegnie przez... zarośla naskalne. Bez maczety na tej drodze nie można się obejść!
Skały podzielone są na pięć głównych skupisk, każde z nich ma swoją nazwę, odzwierciedlającą w pewien sposób jej charakter. Tym razem nie będę się rozwodzić nad pięknem oraz teksturą skały, ale przyznać muszę, że bardzo bym chciała, aby takie skały pojawiły się nagle gdzieś na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej albo jeszcze lepiej przed oknami mojego domu!
Wracając jednak na Flatzer Wand, to trzeba powiedzieć, że na szczęście tu drogi nie są poznaczone kropkami i na nieszczęście nie wszystkie drogi są opisane swymi trudnościami. No cóż, trochę przygody nigdy nie zaszkodzi!
Jedyne ostrzeżenie, jakie nasuwa mi się odnośnie wspinania to lepiej zabrać szpej do założenia przelotów. Austriacy dość niefrasobliwie podchodzą do bicia przelotów; jeden, drugi i bach! przerwa na 20 metrów.
Na koniec zapraszam jeszcze na bajkową ferratę w Bucklige Welt także związaną z Turkami.
Dojazd: Z autostrady A2 (kierunek Graz) zjeżdżamy na Seebenstein/Pitten. Drogą nr 17 jedziemy dalej na południe aż do miejscowość Gleisenfeld.
Nad Gleisenfeld wznosi się dumnie ściana, na której szczycie sterczą ruiny zamku Turkensturz. Zamek strzeże głównego traktu Graz- Wiedeń. Jak wiadomo w średniowieczu Austria była nękana przez najazdy Turków. Zgodnie z legendą, jeśli złapano Turka w okolicy Gleisenfeld, odstawiano go do zamku, skąd, zapewne po torturach, zrzucano przez specjalne okno w trzystumetrową przepaść. Obecnie tą "przepaścią" wiedzie bardzo eksponowana ferrata Pittentaler- steig C/D. Oczywiście pierwsze kilkanaście metrów drogi jest pozbawiona liny ubezpieczającej- zamontowano tam tylko drabinę i pręty. U podnóża ferraty napisano na tablicy, że jest tylko dla tych, którzy nie mają leku wysokości. Skoro tak napisali, to tak musi być!
Opisane ferraty nie są ekstremalnie trudne, ani długie, mogą jednak być ciekawą alternatywą dla tych, którzy uciekają przed deszczem z wyższych gór, albo stanowić dobry początek fascynującej przygody z ferratami.
"Klettersteige und Leichter Fels - Osterreich Ost" Kurt Schall
"Genuss - kletteratlas - Osterriche Ost" Kurt Schall
