Zafascynowana sztuką naskalną Doliny Indusu i majestatem potężnych buddyjskich klasztorów, udałam się w podróż po bezdrożach Kaszmiru i Ladakhu. Co prawda nie udało mi się znaleźć zbyt wielu petroglifów, ale za to po raz kolejny urzekło mnie niezwykłe piękno tybetańskiej sztuki i architektury, tak doskonale wkomponowującej się w surowy krajobraz tego regionu świata.
Po wylądowaniu w New Delhi, udaliśmy się na lotnisko lokalne aby złapać samolot do Śrinagaru, będącego stolicą a zarazem największym miastem Kaszmiru. Niestety na transport powietrzny przyszło nam czekać kilkanaście godzin. Po nocy spędzonej na lotniskowej ławce, znaleźliśmy się wreszcie w samolocie. Lotnisko w Śrinagarze to mały rozpadający się budynek z dość "ubogim" lądowiskiem. Po typowej biurokratycznej procedurze wypełniania jakiś bliżej nie określonych świstków papieru, udaliśmy się do miasta aby poszukać lokum i obejrzeć miasto. Natychmiast po opuszczeniu granic lotniska "rzuciła" się na nas masa "oferujących piękne pokoje na shikarze" (łodzie-domy cumujące na Jeziorze Dal). Nie skorzystaliśmy z oferty i znaleźliśmy tani hotelik na stałym lądzie (oczywiście dzięki iście miejscowym zdolnościach targowania się mojego przyjaciela). I całe szczęście bo piękne na zdjęciach jezioro okazało się "nieco" zanieczyszczone przez lokalną "kanalizację" i nie tylko...Mimo wszystko z perspektywy stałego lądu pod nogami wyglądało dość malowniczo.
Nazwa miasta składa się z dwóch sanskryckich słów "Śri", co przetłumaczyć można jako bogactwo lub obfitość, oraz "nagar" oznaczającego miasto. Śrinagar założono ponad 2000 tysiące lat temu. Jego fundatorem był w III wieku p.n.e. król Parvarasena II. Od jego imienia też miasto wzięło nazwę i określano je mianem Parvasenpur. Dopiero kiedy wraz z Kaszmirem stało się częścią jednego z najpotężniejszych imperiów na Subkontynencie Indyjskim, a mianowicie Maurjów nadano mu nazwę Śrinagar. Wywodzący się z tej dynastii cesarz Asioka wsławił się jako największy propagator buddyzmu, który wprowadził ten system religijno-filozoficzny między innymi do Doliny Kaszmiru. W I wieku n.e. miasto wraz z całym regionem znalazło się pod panowaniem państwa Kuszanów, którzy umacniali buddyzm w regionie. Swój hinduistyczny i buddyjski charakter miasto zachowało do XIV wieku, a następnie znalazło się pod panowaniem imperium Mogołów. W XIX wieku zaś władzę przejęli Sikhowie.Pod panowaniem Brytyjczyków Kaszmir nie został formalnie wcielony do Indii, ale stanowił "niezależne" księstwo. W mieście przeważała ludność muzułmańska dlatego po odzyskaniu niepodległości przez Indie konflikt pakistańsko-indyjski zaostrzył się i twa do dziś. Śrinagar zaś stanowił i dalej stanowi miejsce wielu ataków bombowych i zamieszek na tle religijnym.
Wędrując wąskimi uliczkami tego miasta podziwiałam jego starą architekturę. Chłonąc unoszące się w powietrzu zapachy i spoglądając na wspaniałą paletę barw oraz przyjazne uśmiechy ludzi wokół, trudno było uwierzyć w toczący się tu konflikt. Po powrocie do domu dowiedzieliśmy się niestety o kolejnych krwawych zamieszkach...
Po kilku dniach opuściliśmy Śrinagar, aby przebyć około 500 kilometrów w drodze do Leh, nie spiesząc się jednak aby nic nie umknęło naszej uwadze. Wyruszyliśmy na dworzec aby nabyć bilet do oddalonej o ponad 200 kilometrów miejscowości Kargil. No i jedziemy. Oczywiście dorzuciliśmy kilka rupi aby móc usiąść na początku pojazdu. Indyjskie autobusy mają to do siebie, że siedzenia ściśnięte są ze sobą niemiłosiernie.
Kilkugodzinna przejażdżka takim pojazdem to "paraliż" kończyn dolnych...Ale udało się. Wieczorem dotarliśmy do Kargil. To mała mieścina, będąca jedynie przystankiem na nocleg, aby rano dalej kontynuować wspinanie się na wyższe już przełęcze indyjskich Himalajów. Kargil stanowi bramę do buddyjskiej krainy wraz z jej mnogością przydrożnych kapliczek, stup i klasztorów.
Samo miasto to nic specjalnego jedynie jego położenie jest bardzo malownicze. Ulokowano je bowiem w dolinie rzeki Suru. Mimo tego jest dość zaniedbane a znalezienie w miarę normalnego hotelu w przystępnej cenie graniczyło z cudem. Ale udało się i wkrótce otrzymaliśmy klucz do pokoju w hotelu o szumnie brzmiącej nazwie "Greenland". Woda leciała tu nie tylko z kranu ale również z sufitu. Co ciekawe jednak w toalecie nie było nawet kropli. Był za to plastikowy kubek...Po wielu nieudanych próbach znalezienia czegoś do jedzenia skończyliśmy na wędrowaniu po smutnych uliczkach Kargilu i pogryzaniu chipsów "magic masala". Poszukiwania przyniosły jednak skutek i udało nam sie zjeść po wielkiej misce chow-meina. Wracając do hotelu zastanawialiśmy się nad dalszym środkiem transportu...
Rano na dworcu autobusowym po bezskutecznych i daremnych próbach uzyskania jakichkolwiek informacji, zdecydowaliśmy się podróżować dalej autostopem...Jak autostopem to tylko pomalowaną we wszystkie kolory tęczy ciężarówką marki TATA. Tylko takie pojazdy spotkać można na wysokich górskich przełęczach Himalajów. Była to dość karkołomna przygoda zwłaszcza spoglądając z góry na wraki samochodów na zboczach górskich przepaści. Gdy trafił się dobry kierowca można było spokojnie podziwiać himalajskie krajobrazy. Z takim jednak, który z trudem wyrabiał się na zakrętach, uwaga i wzrok skupiały się raczej na kierownicy oraz odległości koła od granicy przepaści…
Kiedy naszym oczom ukazał się potężny 9 metrowy posąg buddy Maitreji, wyłaniający się z oddali jakby strzegł dostępu do roztaczającej się na horyzoncie krainy, stwierdziliśmy że karkołomna podróż była tego warta.
Naszym pierwszym przystankiem był więc Mulbek. Ogromna statua buddy Majterji bywa niekiedy nazywana małym Bamjanem (posąg Buddy z Afganistanu zniszczony przez talibów). Na szczycie wzniesienia znajduje się gompa Mulbek, która dawno temu nie tylko kształciła mnichów, ale strzegła również karawany podążające z Kaszmiru do Ladaku.
Znaleźliśmy nocleg w jedynym hoteliku w mieście i zjedliśmy kolację w jedynej restauracji. Z okna hotelu mogłam obserwować zachód i wschód słońca dokładnie z Buddą Maitreją na pierwszym planie. Okna pokoju wychodziły bowiem bezpośrednio na gompę i posąg. Nie było elektryczności, a po wodę należało zejść z wiaderkiem do świątyni u stóp Buddy Maitreji.
Ten ogromny posąg został wykuty w skale około 8 wieku n.e. Niektórzy chcą wierzyć, że czas jego powstania sięga jeszcze panowania Kuszanów. Rano udaliśmy się na poszukiwanie klasztoru Shergol w malowniczej Dolinie Wakha. Jest to wykuty w skale klasztor, którego jasną fasadę można zobaczyć wysoko na szczycie wzgórza i należy do szkoły buddyzmu tybetańskiego gelukpa (żółte czapki). Położony jest podobnie jak gompa Mulbek na wysokości ponad 3000 m n.p.m. Klasztor góruje nad miejscowością o tej samej nazwie, którą przetłumaczyć można jako "Pan Gwiazdy Porannej". Znajduje się tak jak Mulbek około 35 km od Kargil na drodze w kierunku Leh.
Kierowca kolejnej ciężarówki wysadził nas w pobliżu XI-wiecznego klasztoru Lamayuru, kórego założycielem był podobno słynny indyjski nauczyciel Naropa. Klasztor położony jest około 127 km na zachód od Leh.
Budowniczym i architektem klasztoru był Rinchen Zangpo, który z rozkazu królewskiego miał za zadanie zbudować aż 108 gomp w całym regionie. Lamayuru jest jedną z najstarszych i największych gomp w Ladakhu i należała do szkoły kagyupa (czerwone czapki). Dawniej zamieszkiwało ją 400 mnichów. Sam klasztor jest piękny a jego stara architektura robi ogromne wrażenie. Niedawno został również odrestaurowany. Zrobił jednak na nas wrażenie sporej komercji i po wspaniałym himalajskim posiłku (miska makaronu z warzywami i gęsta zupa warzywna) udaliśmy się w dalszą drogę.
W świetle zachodzącego słońca naszym oczom ukazał się przepiękny czorten tuż w pobliżu mostu nad Indusem w okolicach malowniczej miejscowości Saspol.
Na noc zatrzymaliśmy się prawdziwym tybetańskim domu. Jego kolorowa drewniana architektura, przestronne pomieszczenia a przede wszystkim cudowni właściciele zrobili na nas wspaniałe wrażenie. Rano zjedliśmy świeże pieczywo z dżemem miejscowej roboty i ruszyliśmy w poszukiwaniu petroglifów nad "świętym Indusem". Wędrując wzdłuż brzegu rzeki i szukając bezowocnie sztuki naskalnej traciliśmy powoli nadzieję, aż tu nagle na kamieniu tuż przed nami pojawiło się wyryte przedstawienie stupy buddyjskiej.
Znaleźliśmy jeszcze wiele petroglifów, przedstawiających stupy, wojowników, zwierzęta oraz postacie przypominające tańczących joginów.
Sztuka naskalna himalajskich prowincji Indii czy też Pakistanu powstawała na przestrzeni wielu wieków począwszy od epoki brązu, przez czasy imperium perskiego a kończąc na okresie kiedy kraina ta znalazła się pod silnym wpływem buddyzmu.
Petroglify w pobliżu Saspol związane są już z okresem wprowadzenia buddyzmu w tym regionie. Biorąc pod uwagę czas powstania położonego w okolicy klasztoru Alchi z X wieku, można uznać, że tutejsza sztuka naskalna również pochodzi z tego samego okresu.
Kiedy zaspokoiliśmy już naszą ciekawość co do przedstawień wyrytych w kamieniu, udaliśmy się w dalszą drogę w kierunku wspomnianego klasztoru Alchi, aby zobaczyć jego unikatową architekturę i wspaniałe malowidła bogini Tary, opiekunki Tybetu.
Klasztor znajduje się około 67 km od Leh, podążając w kierunku Kargilu. Ulokowano go na południowym brzegu rzeki Indus na wysokości 3250 m n.p.m. Alchi powstał w X wieku, choć według tradycji budowano go na przestrzeni wielu lat i ukończono około 1055 r. n.e. Zachowały się w nim najstarsze ścienne malowidła na terenie Ladakhu, które po raz pierwszy uwiecznił na wspaniałych zdjęciach fotograf i podróżnik Jaroslav Poncar.
Legenda głosi, że władca tybetańskiego królestwa Guge niejaki Yeshe Od, wysłał w transhimalajski region 21 nauczycieli aby krzewili buddyzm wśród miejscowej ludności. Niewielu z nich jednak przetrwało trudy podróży i surowy klimat. Jednak wspomniany już Rinchen Zangpo, budowniczy 108 gomp przetrwał na niegościnnej himalajskiej ziemi. Nazwano go Lohtsawa "Wielki Tłumacz", bo przetłumaczył wiele świętych buddyjskich ksiąg na język tybetański i to jemu właśnie zawdzięczamy zinstytucjonalizowanie buddyzmu diamentowej drogi w regionie Transhimalajów.
Kompleks Alchi składa się z trzech świątyń i dwóch czortenów. Najstarsza świątynia to Du-Khang. Wejście do niej jest bogato zdobione małymi panelami bodhisattvów i strażników dharmy. Ściany pokrywają malowidła, przedstawiające mandale i buddyjską kosmologię. Sum-tsek z kolei to trzypiętrowa świątynia z rzeźbioną drewnianą fasadą, złożoną z pięknie zdobionych w stylu kaszmirskim pilarów, zbrojników i kapiteli. Wnętrze zdobią barwne mandale oraz duże figury Bodhisattwów Manjuśriego i Avalokiteśvary oraz Buddy Maitreji. Trzecia świątynia to Jampe Lhakhang. Powstała wokół centralnej figury Buddy Maitreji. Ta świątynia jest najsłabiej zachowana ze względu na położenie bliżej rzeki.
Dwa najstarsze czorteny to Duża i Mała Stupa, pochodzące z początku XIII wieku. Klasztor Alchi należał do szkoły kadampa, a następnie został przejęty przez żółte czapki. Sama miejscowość Alchi, która rozrosła się ze względu na turystykę posiada dużą bazę noclegową i sporo restauracji. Jest jednak dość droga i skomercjalizowana. Saspol jest znacznie przyjemniejszym miejscem do pozostania na noc, mimo że dotarcie do Alchi wymaga dość długiego spaceru. Krajobrazy roztaczające się wokół rekompensują trudy długiej wędrówki.
Kolejny przystanek na drodze to Leh, położone na wysokości 3524 m n.p.m. Jest do doskonałe miejsce na bazę wypadową do położonych w pobliżu klasztorów Pyiang, Tikse, Chemre czy Spituk. Leh jest kipiącym życiem miastem z ogromna bazą noclegową, pełną turystów. Wszędobylscy sprzedawcy usilnie próbują coś sprzedać, a im bardziej odmawiasz tym jeszcze goręcej zachwalają swój towar. Jedynie nocą może okazać się nieco niebezpieczne ze względu na zgraje bezdomnych psów, wałęsających się bezpańsko po ulicach i zjadających wyrzucone resztki. Choroba wysokościowa jakoś nas nie dopadła, ale może dlatego, że podróżowaliśmy ze Śrinagaru bardzo powoli, zatrzymując się po drodze wielokrotnie.
Miasto położone jest w przepięknej dolinie, przez którą przepływa rzeka Zanskar. Mały trekking w górę stolicy Ladakhu obfituje w cudowne widoki pokrytych śniegiem himalajskich szczytów. Nad miastem górują ruiny Pałacu Królewskiego z XVII wieku, który niestety dwa wieki później został zniszczony przez armię kaszmirską.
W XVII wieku król Ladakhu Sengge Namgyal przeniósł swą stolicę z Shey właśnie do Leh. Sprzyjała temu strategiczna lokalizacja miasta na jedwabnym szlaku. Od tego czasu miasto było ostoją handlu i przystankiem na trasie karawan. Kiedy w latach 50-tych Chińczycy zamknęli granicę, ustały również kontakty handlowe z Tybetem. W 1974 Ladakh otworzył swe podwoje dla turystów z zachodu. Od tego czasu miasto znacznie się rozrosło.
To pewnie ogromne rzesze turystów ciągnące do Ladakhu z różnych zakątków świata spowodowały, że ceny wszelkiego rodzaju "pamiątek" były dość wysokie. My na szczęście kupiliśmy własne na lokalnym bazarze tuż obok dworca autobusowego za o wiele niższą kwotę.
Z Lehu wybraliśmy się na kilka jednodniowych wycieczek do okolicznych klasztorów. Wieczorem wracaliśmy na pyszny tybetański posiłek, złożony z pierożków momo, makaronu z warzywami, zupy i dzbanków cudownej herbaty.
Pierwszą wycieczkę odbyliśmy do klasztoru Spituk, wybudowanego w XI. Ulokowany jest na wzniesieniu, 8 km od Leh i należy do szkoły gelukpa. Klasztor należał pierwotnie do szkoły kadampa ale od czasów reformatora Tsongkapy, znajduje się we władaniu żółtych czapek.
Następnego dnia udaliśmy się na poszukiwania gompy Tikse. Zauważenie jej ze znacznej już odległości nie sprawiło trudności bo jest ulokowana na wzgórzu na wysokości 3600 m n.p.m. Tikse to największy klasztor w centralnym Ladakhu. Kompleks ma dwanaście kondygnacji. Znany jest z ogromnego posągu Buddy Maitreji o wysokości 15 m, zajmującego aż dwie kondygnacje świątyni. Klasztor powstał w połowie XV wieku początkowo jako mała świątynia w pobliżu miejscowości Stagmo. Nowy kompleks Tikse powstał zaś kilka kilometrów dalej na szczycie świętego wzgórza, górując nad wioską o tej samej nazwie. Niedawno został odrestaurowany.
Kolejnego dnia ruszyliśmy w kierunku klasztoru Chemre, położonego 40 km na wschód od Leh. Kiedy ujrzeliśmy go w oddali po raz pierwszy, wyglądał jak potężny średniowieczny zamek albo skalna forteca prosto z "Władcy Pierścieni". Gompa powstała w połowie XVII wieku, tuż po śmierci króla Sengge Namgyala i należała do szkoły drugpa. Jedna ze świątyń zawiera dużą statuę Padmasambhavy. Klasztor Chemre słynny jest jednak ze swej kolekcji świętych ksiąg buddyjskich, których strony tytułowe napisane są srebrnymi literami, tekst zaś złotymi.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Shey aby zobaczyć zamek i gompę, które powstały w XVII wieku. Założył je król Sengge Namgyal. Shey był pierwotnie stolica Ladakhu, zanim władca nie przeniósł jej do Lehu.
Ostatnią wyprawę odbyliśmy do XVI wiecznego klasztoru Phiyang, ulokowanego na wzniesieniu, 15 km na zachód od Leh. Jest jedną z dwóch gomp w Ladakhu, należących do grupy drikung szkoły kagyupa. Znajdują się tu największe thangki w Ladaku, a jedna z ich po zawieszeniu zajmuje aż pięć kondygnacji.
Spędziliśmy w Leh jeszcze dwa dni, wędrując po mieście i przygotowując się do kilkudniowej podróży do monsunowego i tłocznego Delhi. Smutno nam było rozstawać się z urzekającymi krajobrazami tej himalajskiej krainy. Ostatniego wieczoru zjedliśmy wspaniały tybetański posiłek i długo wpatrywaliśmy się w cudowna panoramę ośnieżonych górskich szczytów. Rano, tuż przed świtem ruszyliśmy na dworzec autobusowy aby rozpocząć naszą podróż do Delhi z przystankami w Keilongu i Manali. Po drodze autobus wspinał się na jedne z najwyższych przełęczy świata jak : Rohtang La (3978 m n.p.m), Baralacha La (4892 m n.p.m), Lachulung La (5059 m n.p.m) i Taglang La (5325 m n.p.m).
Spędziliśmy w Leh jeszcze dwa dni, wędrując po mieście i przygotowując się do kilkudniowej podróży do monsunowego i tłocznego Delhi. Smutno nam było rozstawać się z urzekającymi krajobrazami tej himalajskiej krainy. Ostatniego wieczoru zjedliśmy wspaniały tybetański posiłek i długo wpatrywaliśmy się w cudowna panoramę ośnieżonych górskich szczytów. Rano, tuż przed świtem ruszyliśmy na dworzec autobusowy aby rozpocząć naszą podróż do Delhi z przystankami w Keilongu i Manali. Po drodze autobus wspinał się na jedne z najwyższych przełęczy świata jak : Rohtang La (3978 m n.p.m), Baralacha La (4892 m n.p.m), Lachulung La (5059 m n.p.m) i Taglang La (5325 m n.p.m).
Do Delhi przybyliśmy ciężką monsunową nocą i po przejściu kilku ulic w lepkim i gorącym powietrzu, poczuliśmy ogromną tęsknotę za surowym klimatem majestatycznych Himalajów.