Na Słowacji poza terenami traktowanymi jako kanony turystyki zorganizowanej - czyli między innymi w otoczeniu Tatr Zachodnich komunikacja publiczna istnieje tylko w szczątkowej postaci. Kilkugodzinne oczekiwanie na autobus jest na porządku dziennym. Alternatywą jest własny samochód -- drogi są dobre, a włamania do pojazdów i kradzieże nie są tak popularne, jak w Polsce. Jest to prawdziwy raj dla turystów pieszych.
Zwiedzanie liptowskich Tatr Zachodnich jest swoistą szkołą survivalu. O noclegi nie jest łatwo - schronisk i domów wycieczkowych brak, a kwatery prywatne najchętniej przyjmują niemieckojęzycznych myśliwych. W podtatrzańskich wioskach sklepy są czynne tylko przez kilka godzin i zwykle kończą pracę wczesnym popołudniem. Nawet w większych ośrodkach, takich jak Liptowski Mikulasz, życie handlowe zamiera o godzinie 18.00. Dlatego o aprowizację trzeba się wcześniej zatroszczyć i nosić ze sobą zapasy. W wiejskich karczmach i barach często nie oferuje się posiłków. Nie brak w nich za to napojów, głównie alkoholowych, z obowiązkowym piwem na pierwszym miejscu.

Liptowska część Tatr Zachodnich
Patrząc w pogodny letni dzień na przepełnioną asfaltową drogę do Morskiego Oka, z trudem można sobie wyobrazić, że nieopodal istnieją takie obszary, gdzie czas zatrzymał się przed wiekami. Gdzie jedynym piętnem cywilizacyjnym są rzadko odwiedzane, zarastające szlaki turystyczne o wyblakłych ze starości znakach. Jedno z nich znajduje się na południowo-zachodnim krańcu tatrzańskiego łańcucha. Jest nim liptowska część Tatr Zachodnich.
Nie ma tu dużych schronisk turystycznych, trudno o nocleg w podtatrzańskich miejscowościach. Brak nawet barów i bufetów, gdzie można posilić się po trudach górskiej wycieczki. To raj dla tych, którzy w górach nie szukają komfortu, a nad wygody modnych i hałaśliwych kurortów przedkładają możliwość swobodnego obcowania z dziką przyrodą górską, oddychania krystalicznie czystym powietrzem i słuchania dzwoniącej w uszach ciszy.
Tu każdy prawdziwy turysta górski znajdzie coś dla siebie. Tak samo zadowoleni będą miłośnicy podniebnych wędrówek urwistymi graniami o znacznych trudnościach, jak i ci, którzy uwielbiają cieniste, pierwotne lasy, w których łatwo o spotkanie z dzikimi zwierzętami. Nie brak skąpanych w słońcu górskich łąk z ukrytymi wśród głębokich pachnących traw oczkami wodnymi i jeziorami ze spokojną, niezwykle czystą wodą.
Południowo-zachodni kraniec Tatr od leżących dalej na zachodzie Gór Choczańskich jest oddzielony Doliną Kwaczańską. Ma ona na kilkukilometrowym odcinku postać wąskiego wąwozu z urwistymi, wapiennymi ścianami o ponad stumetrowej wysokości. Górna część doliny, zwana Doliną Huciańską od leżącej na jej dnie miejscowości Huty, jest całkowitym przeciwieństwem części dolnej. Tu urwiste ściany ustępują miejsca łagodnie nachylonym łąkom i polom uprawnym. W miejscu, gdzie kończy się wąwóz, znajdują się Obłazy - jedyny w swoim rodzaju skansen maszyn i urządzeń, zasilanych energią wodną. Tartak i młyn o rodowodzie, sięgającym początków XIX wieku, pracowały jeszcze na początku lat 70. minionego stulecia. Dopiero niedawno uznano je za zabytki i pieczołowicie odrestaurowano. Wieś Huty, założona przez polskich osadników, słynęła przed wiekami ze znakomitych wyrobów szklarskich. Jej lata świetności już dawno minęły. Kilkuset mieszkańców utrzymuje się głównie z hodowli i uprawy roli.
Północna granica liptowskiej części Tatr Zachodnich ciągnie się główną granią tatrzańską od Huciańskiej Przełęczy (ok. 905 m n.p.m.) na zachodzie do przełęczy Liliowe (1947 m n.p.m.). Na znacznym odcinku wiedzie nią szlak turystyczny o trudnościach miejscami porównywalnymi z osławioną Orlą Percią, a nawet większymi. Szlak ten zaczyna się już w Kwaczanach w Dolinie Kwaczańskiej, ale pierwsze trudności pojawiają się na nim dopiero w rejonie Siwego Wierchu (1805 m n.p.m.). Można na niego wejść lub go opuścić, choćby w razie załamania pogody, w wielu miejscach. Choć jego długość od Huciańskiej Przełęczy do Pyszniańskiej Przełęczy (ok. 1790 m n.p.m.) wynosi niewiele ponad 20 km, na pokonanie go potrzeba prawie 25 godzin, a więc jest to wycieczka dwudniowa. Poszukiwaczy ciekawostek z pewnością zainteresuje osobliwa eksterytorialność tego szlaku między Wołowcem (2063 m n.p.m.) i Gaborową Przełęczą (1938 m n.p.m.). Jest on dostępny tak samo od polskiej jak i słowackiej strony bez żadnych formalności.
Liptowska część Tatr Zachodnich jest krainą pełną niespodzianek, sprzeczności i paradoksów. Jej zwiedzanie nie jest, z całą pewnością, godne polecenia osobom kierującym się w życiu suchą logiką. Przykładem jest Dolina Sucha Sielnicka, leżąca tuż przy Liptowskich Matiaszowcach. Mimo, że w jej głąb wiedzie solidna droga jezdna, turyści mają tu wstęp surowo zakazany. Za to myśliwi, drwale i kierowcy wielkich ciężarówek wywożących dłużyce są gośćmi mile widzianymi. Podobna, choć lepiej utrzymana droga asfaltowa wiedzie Doliną Żarską do niewielkiego schroniska turystycznego. Liczni szczęśliwcy, którzy zaprzyjaźnili się z odpowiednimi osobami, mogą nawet dojechać do niego własnymi samochodami, mimo ustawionych w wylocie doliny znaków zakazu ruchu wszelkich pojazdów. Co kraj, to obyczaj.
Pomiędzy Doliną Suchą Sielnicką a Doliną Żarską znajduje się jedna z najdzikszych dolin tatrzańskich. Jest to Dolina Jałowiecka. Wprawdzie w pobliżu jej dna wiedzie znakowany szlak turystyczny, ale turyści korzystają z niego bardzo rzadko. Nie było tu nigdy żadnego schroniska, ani jakiejkolwiek drogi. Aż trudno uwierzyć, że przed wiekami właśnie tędy wiódł bardzo popularny pieszy szlak kupiecki, łączący Liptów z Orawą. Być może na nim grabił i mordował „dzielny" Janosik. Nie ma tu również żadnych pamiątek po tatrzańskich pasterzach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oto nagle trafiliśmy w nierealny, baśniowy świat, w którym za moment pojawią się duchy, wampiry i wilkołaki, a z chatki na kurzej nodze wyłoni się szkaradna wiedźma-starucha. Pełno tu tajemniczych zakamarków wśród skałek ukrytych w mrokach starego, pierwotnego lasu. Między nimi nasłonecznionym korytem toczy spienione wody Potok Parzychwost. O tym, że jesteśmy już w XXI wieku przypominają rozpadające się ze starości drewniane kładki nad potokami oraz trudne do odszukania, dawno nie odnawiane znaki szlaków turystycznych. Kontrastuje z nimi świeżo postawiona drewniana wiata z ławkami, w której można odpocząć i schronić się przed deszczem, a nawet spędzić noc.
Na wschód od Doliny Żarskiej znajduje się kolejna osobliwość tej części Tatr. Jest to system dwóch równoległych wielkich dolin -- Jamnickiej i Raczkowej, uchodzących do wielokrotnie od każdej z nich mniejszej Doliny Wąskiej. Tuż przy jej wylocie znajduje się kilka dawnych zakładowych domów wczasowych. Po przemianach ustrojowych część z nich znalazła nowych właścicieli, inne niszczeją opuszczone. Prawie w wylocie Doliny Wąskiej znajduje się duży kemping ATC. Niestety, jego recepcja bywa przy różnych okazjach zamykana na całe dnie, a wówczas o uzyskaniu noclegu mimo wolnych miejsc można tylko pomarzyć. Turyści górscy należą tu do rzadkości. A szkoda, bo atrakcji w tym rejonie nie brak. Można bez problemów wejść na słynący z niezwykle rozległych widoków wierzchołek Barańca (2184 m n.p.m.). Interesująca jest wycieczka skalistą granią Otargańców, której zwieńczeniem jest dostępny dla turystów drugi pod względem wysokości szczyt Tatr Zachodnich, - Raczkowa Czuba (2189 m n.p.m.). W Dolinie Jamnickiej znajduje się jeden z najwyższych wodospadów tatrzańskich, którego opisu próżno szukać w przewodnikach i encyklopediach. Jest nim- Jamnicka Siklawa. Jej wody z ogromnym hałasem spadają spod grani Otargańców. Amatorzy rekordów mogą zdobyć kilkoma szlakami najwyższy szczyt Tatr Zachodnich -- Bystrą (2248 m n.p.m.). Na jej niezbyt obszernym wierzchołku od prawie dwóch stuleci turyści spędzają noce tylko po to, aby o świcie napawać się widokiem wschodu słońca, który nie ma sobie równego w tej części Europy. Nie odstrasza ich nawet wprowadzony przed ok. 50 laty zakaz noclegów w Tatrach pod gołym niebem w miejscach nie wyznaczonych.
Choć w Dolinie Jamnickiej i sąsiedniej Dolinie Raczkowej turystów jak na lekarstwo, nie są one odludne. Późnym popołudniem można spotkać myśliwych, zupełnie nie przejmujących się tym, że swój proceder uprawiają na terenie słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Kilka kilometrów dalej na wschód oczekuje na turystów kolejny kontrast. Od południa wcina się w masyw Bystrej nasłoneczniona, chętnie odwiedzana przez spacerowiczów Dolina Bystra. Tuż obok niej, za grzbietem Kobyły leży mroczna i prawie zapomniana przez Boga i ludzi Dolina Kamienista - pierwsza od wschodu z grupy wielkich dolin liptowskiej części Tatr Zachodnich.
Wschodnia granica tej części Tatr wiedzie dnem Doliny Cichej Liptowskiej obok wąskiej, asfaltowej drogi, służącej głównie do wywozu drewna. Tu kończy się świat ciszy i spokoju. Nieopodal wznosi się tłumnie odwiedzany przez Słowaków Krywań (2494 m n.p.m.). Kilkanaście kilometrów dalej na wschód znajduje się jeden z największych tatrzańskich ośrodków turystyczno-narciarskich -- Szczyrbskie Jezioro.
Informacje o autorze: ryszard.jakubowski.wizytowka.pl