Geozeta nr 11Europa

Nowy Jork Wschodu

Sylwia KlimekTurcja
Nowy Jork Wschodu

Nie ma chyba zbyt wielu miast na świecie, które położone są na granicy dwóch kontynentów. Z jednej strony łączą dwie różne jednostki geograficzne, a z drugiej ich mieszkańców - ludzi wychowanych w różnych kulturach, wyznających różne religie, często różniących się wyglądem zewnętrznym.

Mapa trasy: Nowy Jork Wschodu
Mapa trasy

Taki właśnie jest Stambuł - miasto gdzie z taką samą łatwością porozumiesz się po rosyjsku, angielsku, polsku, jak po turecku. Miasto pełne minaretów, bazarów opływających złotem i małych sklepików z turecką chałwą i miejscowymi słodkościami zwanymi "turkish delight".

Nowy York Wschodu, czy Wrota Azji to tylko jedne z niewielu nazw jakimi zwykło się określać to niezwykłe, hałaśliwe miasto.

Wizytówką Paryża jest Wieża Eiflla, Nowy York szczyci się Statuą Wolności, Sydney operą, a Stambuł stojącymi dumnie naprzeciw siebie i górującymi dumnie nad miastem świątyniami - Kościołem Mądrości Bożej i Błękitnym Meczetem.

Tak jak każdy przybywający do Stambułu turysta, pragnący poczuć klimat kraju islamskiego, tak i ja swe pierwsze kroki skierowałam do meczetu. Przez miejscowych nazywany Aya Sofia, znany też jako Hagia Sofia, Sancta Sophia czy wspomniana wcześniej Świątynia Mądrości Bożej stoi w starej części miasta i obecnie pełni już tylko funkcje muzeum. Kościół ten został postawiony i oddany do użytku w 537 roku n. e, na miejscu dawnego kościoła Sancta Sophia. Była to swoista próba ratunku wielkości Imperium Rzymskiego przez cesarza Justyniana. Budowla była przez prawie tysiąc lat, aż trudno w to uwierzyć, największą świątynią chrześcijańską. Jednak w 1453 roku, kiedy Turcy podbili Konstantynopol, została zmieniona w meczet i była nim do 1935 roku, kiedy to najwybitniejsza postać dwudziestowiecznej Turcji, wielki reformator i ojciec narodu - Mustafa Kemal Ataturk uczynił z niej muzeum. Do dziś widoczne są w niej ślady chrześcijaństwa. Nad jednymi drzwiami widnieje wspaniała mozaika przedstawiająca Chrystusa Pantokratora, a zaraz za progiem głównego wejścia można dostrzec inną - z wizerunkiem Matki Boskiej i Dzieciątka. Niestety, od kilku lat w budynku są prowadzone prace remontowe, a ustawione w środku rusztowania ujmują wiele uroku i tak chłodnej, i mimo licznych malowideł, mozaik, ornamentów, surowej budowli. Uwagę przykuwają ogromne, okrągłe medaliony, na których widnieją jakieś niezrozumiałe, okazuje się, arabskie litery. Nie posługuję się tym językiem, ale wierząc temu co napisano w przewodniku, wypisane są na nich imiona Allaha, Mahometa i pierwszych kalifów. Nie sposób nie zauważyć też pięknych marmurów, które cesarz Justynian sprowadzał z całego świata. Pokryta jest nimi znaczna część wnętrza muzeum.

Okazuje się, że nie tylko my wierzymy we wróżby i przepowiednie. W bocznej nawie świątyni znajduje się tzw. "płacząca ściana" z dziurą, do której można włożyć kciuk, obrócić go o 360 stopni i pomyśleć życzenie. Jeśli po wyjęciu palec jest wilgotny, możemy liczyć na spełnienie życzenia. Mnie się udało. Nie przejmuję się tym, iż kciuki wszystkich próbujących szczęścia były tak samo mokre i z niecierpliwością czekam na urzeczywistnienie mojego marzenia.

Czując już lekki posmak orientu, trzeba udać się do położonego kilkaset metrów dalej, sporo młodszego Sultan Ahmet Camii, znanego raczej pod nazwą Błękitny Meczet. Jego fundator chciał, aby było to dzieło co najmniej tak okazałe i piękne jak Aya Sofia i rzeczywiście nie powinien był mieć żadnych kompleksów. Oba budynki są bardzo podobne z zewnątrz, jednak diametralnie różne w środku. Błękitny Meczet to miejsce magiczne ze względu na wyjątkową kolorystykę (błękitne płytki fajansowe pokrywające ściany) i spokój, który, mimo tłumu turystów, wprost emanuje z pomieszczenia. Nie rozumiem jak miejscowi mogą się modlić, gdy kilka metrów dalej za barierkami słychać nieprzerwanie szepty zwiedzających i dźwięki fleszów aparatów fotograficznych. Innowiercy nie mają prawa wchodzić tymi samymi drzwiami co muzułmanie. Dla nich przeznaczono specjalne, boczne wejścia. Mogą zwiedzać meczet tylko w określonych godzinach i obowiązuje ich oczywiście odpowiedni strój. Zarówno kobiety jak i mężczyźni muszą przykryć kolana i ramiona. Panie odwiedzające świątynię powinny mieć przykrytą także głowę, jednak tutaj wyjątkowo ten nakaz nie jest przestrzegany. W lecie temperatury w Stambule są wręcz zabójcze, więc aby uniknąć "smażenia się" w długich ubraniach i jednocześnie zwiedzić jak najwięcej można po prostu nosić dodatkowe ubranie w plecaku lub zdać się na chusty, które, w tych bardziej znanych meczetach, otrzymuje się na życzenie przed wejściem. Zdjąć należy także obuwie. Podłogi wykładane są dywanami, które regularnie się odkurza, więc nie należy martwić się o skarpetki.

W środku zwraca uwagę pokryta marmurowym okratowaniem Królewska Loża i stary zegar, który w przeszłości miał wyznaczać czas modlitwy. W mihrabie - niszy wskazującej kierunek Mekki, znajduje się kawałek świętego kamienia z Kaaby, nam jednak niedostępny ze względu na odległość jaka dzieli to miejsce od barierek, za które przedostać się mogą tylko wyznawcy islamu.

W Stambule wszystkie najważniejsze zabytki znajdują się w starej części miasta, w niewielkiej odległości od siebie, co znacznie oszczędza czas. Hipodrom, kolejny punkt naszej wycieczki znajduje się w bezposrednim sąsiedstwie Sultan Ahmet Camii. Nazwa brzmi dość tajemniczo i kojarzy się z jakimś pojazdem kosmicznym. Czym jest w rzeczywistości? Jest to po prostu deptak - serce miasta. Zawsze, gdy działo się coś ważnego lub niepokojącego, tłum mieszkańców zbierał się na Hipodromie i przeważnie była to zapowiedź zamieszek a nawet rewolucji. W przeszłości stało tu wiele posągów, które zostały rozgrabione, między innymi, przez wojska czwartej krucjaty. Można jeszcze podziwiać pokryty hieroglifami, granitowy obelisk wyrzeźbiony ponad 3500 lat temu w Egipcie Na rozkaz cesarza Teodozjusza został sprowadzony do Konstantynopola. Od 390 roku n. e stoi w pobliżu północnego krańca Hipodromu, na marmurowym piedestale, prawie nie nadgryziony przez ząb czasu. Piedestał, na którym cesarz kazał wyryć sceny ze swego życia uległ pod wpływem czynników atmosferycznych poważnym uszkodzeniom.

Topkapi Sarayi, czyli pałac sułtanów to atrakcja, na zwiedzanie której należy przeznaczyć minimum pół dnia. Ze względu na dużą liczbę komnat i tłumy zwiedzających z całego świata, najlepiej udać się tam rano i nie śpiesząc się spokojnie podziwiać komnaty władców i pełne przepychu pomieszczenia haremu. Miłym akcentem, który uważny turysta może dostrzec jest prześlicznie zdobiona waza podarowana sułtanowi przez jednego z polskich władców.

Studenci nie mają ulgowych biletów wstępu, obowiązujących przy wejściu do zabytków znajdujących się w Stambule. Trzeba przygotować się na spore wydatki. Wstęp do pałacu kosztuje prawie 30 zł. od osoby, a zwiedzenie haremu to dodatkowe 10 zł. Za bilet do Świątyni Bożej Mądrości też musimy zapłacić 30 zł., jedynie wejście do Błękitnego Meczetu jest darmowe. W meczecie Suleymana można złożyć datek.

Zabytki i inne turystyczne atrakcje każdego miasta można podzielić na te, których po prostu nie wypada nie zwiedzić - na te opisane dokładnie w każdym przewodniku, przepełnione żądnymi wrażeń ludźmi oraz te, o których wspomina się mniej, a które częściej robią na nas o wiele większe wrażenie. Przykładem tej drugiej kategorii atrakcji Stambułu był meczet jednego z największych władców Turcji - Sulejmana Wspaniałego. Usytuowany trochę z tyłu, tuż za uniwersytetem, jest miejscem, w którym nareszcie można w tym zatłoczonym i głośnym mieście pobyć sam na sam ze swoimi myślami, "przenieść" się do szesnastowiecznego Konstantynopola i wyobrazić sobie jak wyglądało tu wtedy życie... To pierwsze miejsce, gdzie zwiedzających można było wyliczyć na palcach i nie słychać było nieustannego dźwięku flesza. Wnętrze meczetu oszałamia wielkością i zarazem prostotą. Jedyne zdobienia w środku to śliczne iznickie kafelki w mihrabie, misternie wykonane przez mistrza Ibrahima witraże i kilka masywnych kolumn, z których jedna pochodzi aż z Aleksandrii. Obok znajduje się cmentarz, na którym, oprócz fundatora tej wspaniałej islamskiej świątyni, spoczywa ciało jego żony Haseki Hurrem Sultan.

Tak samo jak w amerykańskim Nowym Jorku tak i tu są miejsca, gdzie bez problemów porozmawiasz po polsku, a sklepy noszące wdzięcznie i znajomo brzmiące nazwy "Rodowicz", czy "Moda Natalii" nie powinny nikogo zadziwiać. Jest to oczywiście dzielnica handlowo - hotelowa Laleli. To tu zaopatrują swoje sklepy w "odlotowe ciuszki" polscy i pochodzący z byłego Związku Radzieckiego handlarze.

Przed opuszczeniem miasta koniecznie trzeba zobaczyć i wydać trochę lirów na największym krytym bazarze w Europie. Zanim wejdzie się do środka dobrze jest zaopatrzyć się w jakiś plan (każda uliczka ma swoją nazwę) lub bardzo uważać, gdyż zgubić się tam nie jest trudno. Przepych i bogactwo kolorów zwraca uwagę tak samo jak urocze orientalne wzory namalowane na suficie. Kupić można wszystko, ale chyba najwięcej jest złotych ozdób, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że w Turcji nawet kilkumiesięczne dzieci "obwieszone'' są złotem. Ilość tego szlachetnego kruszcu na szyi świadczy o zamożności i podnosi status społeczny.

Oddzielną część zajmuje Wielki Bazar Przypraw, na którym można się zaopatrzyć w tak egzotyczną przyprawę jak szafran. Jesteśmy atakowani przez natłok barw i zapachów. Jeśli nie stać cię na jakiś zakup możesz liczyć na pomoc miłych sprzedawców i przez chwilę poczuć się jak w Polsce w trakcie robienia zakupów w jednym z Hipermarketów, gdzie sympatyczne hostessy częstują cię jakimś produktem, który akurat jest w promocji. Z tą tylko różnicą, że tym razem częstuje nie miła blondynka, ale uśmiechnięty od ucha do ucha Arab, który przy okazji, jeśli jesteś kobietą, składa ci propozycje matrymonialne, a degustujesz nie nowy jogurt, tylko potwornie słodkie tureckie przysmaki lub nie mniej kaloryczną, słynną na cały świat, chałwę. Targowanie jest tu jak najbardziej na miejscu, jeśli natomiast sprzedawca mówi, że naprawdę nie może obniżyć ceny to po prostu odejdź, a on zapewne nagle zdecyduje, że specjalnie dla ciebie sprzeda swój towar taniej - jeśli nie, to bez większych problemów znajdziesz taki sam produkt na innym stoisku.

Stambuł kryje o wiele więcej wartych odwiedzenia miejsc, chociażby Muzeum Archeologiczne, czy system podziemnych cystern zaopatrujących kiedyś miasto w wodę, ale chyba nie warto spędzać za wiele czasu w tym hałaśliwym miejscu, jeśli można jeszcze zobaczyć tak urokliwe miejsca jak trawertyny wapienne w Pumakkale, czy spędzić noc w hotelu wydrążonym w wulkanicznej skale Kapadocji.

Więcej z Europy

Moskwa

Katarzyna PiraszewskaRosja